Suwalski mikst prawie na olimpiadzie

Nadia Kostiuczyk i Robert Mateusiak po ostatnich dobrych występach już mogą kupować bilet do Pekinu. Tylko jakaś katastrofa może spowodować, że nie zagrają na przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich.

Badmintoniści reprezentujący SKB Litpol-Malow Suwałki ostatnie trzy tygodnie zmagań zaczęli w Azji, gdzie w prestiżowych turniejach walczyli o punkty niezbędne do zakwalifikowania się na olimpiadę. Azjatyckie imprezy nie były zbyt udane. Suwalski mikst już na pierwszej rundzie zakończył udział w zawodach w Chinach.

- Ten występ można podsumować tylko w jeden sposób, jako zły - twierdzi Mateusiak, który brał już udział w olimpiadach w Sydney i Atenach. - Wydaje mi się, że spory wpływ miała na to zmiana czasu. Wcześniej nam to nie przeszkadzało, ale tym razem dało znać o sobie. Z drugiej strony w pewien sposób wyszło to nam na dobre. Gdyż przed kolejnym turniejem, tym razem w Hongkongu, mogliśmy przez tydzień spokojnie potrenować oraz rozegrać kilka sparingów z parami z Anglii czy też Japonii.

Te treningi wpłynęły przede wszystkim na lepszą postawę w grach deblowych, gdyż w mikście ponownie pierwsza runda okazała się ostatnią. Te nie najlepsze występy suwalczanie doskonale powetowali sobie na kolejnych zawodach. Przenieśli się do Rosji, gdzie wzięli udział w, co prawda, słabiej obsadzonej imprezie, ale zakończyli ją ogromnym sukcesem. Nasz mikst dotarł do finału, w którym pokonał szóstą na świecie parę z Chin.

- W ten sposób zainkasowaliśmy 7 tys. punktów do rankingu światowego, a dzięki temu znacząco zbliżyliśmy się do występu na igrzyskach w Pekinie - cieszy się Mateusiak. - Moim zdaniem można już powiedzieć, że na 90 proc. jedziemy do Pekinu. Musimy tylko spokojnie podchodzić do tej sprawy, jeszcze jest bowiem sporo turniejów, na których można wywalczyć punkty do rankingu, a to właśnie on decyduje o tym, kto wystąpi na igrzyskach.

Ciężko przypuszczać, by suwalski mikst mógł stracić dobrą pozycję na świecie. Imprez, na których można jeszcze zdobyć niezbędne punkty, wcale nie jest tak dużo (kwalifikacje kończą się wraz z końcem kwietnia. Ponadto suwalczanie są na 11. miejscu na listach światowych, a w igrzyskach zagra 17 najlepszych duetów. Aby nie wypaść z lokaty dającej grę na olimpiadzie, może w zasadzie wystarczyć tylko to, że mikst z Suwałk wybierze się na kolejne turnieje i zainkasuje punkty przyznawane mu na starcie. Dzięki dobrej pozycji na listach światowych suwalczanie nie muszą przebijać się przez eliminacje i gdy tylko przystępują do zawodów otrzymują ok. 1000 "oczek".

- Rzeczywiście musiałby stać się jakiś koszmar, abyśmy stracili swoją pozycję. W zasadzie teraz zarówno ja, jak i Nadia możemy skupić się na grach deblowych, gdzie sytuacja nie wygląda już tak dobrze - stwierdza Mateusiak.

Kostiuczyk oprócz duetu z Mateusiakiem gra też w parze z Kamilą Augustyn z Piasta B Słupsk. Natomiast Mateusiak - z klubowym kolegą Michałem Łogoszem. Oba te deble również mają szansę gry na olimpiadzie, jednak przed nimi jeszcze długa droga, aby to zrealizować. Chociaż męski debel już teraz zajmuje 15. miejsce na świecie, które uprawnia do wyjazdu na olimpiadę. Suwalczanie poprawili się ostatnio o jedną pozycję, co było możliwe dzięki dobrym występom w Azji, gdzie pokonali m.in. aktualnych wicemistrzów świata z Korei.

- Po tym występie jest jednak pewien niedosyt, gdyż mogliśmy dojść dalej niż tylko do ćwierćfinału - ocenia Łogosz, który wraz z Mateusiakiem grał na dwóch olimpiadach. - Chociaż szczerze powiedziawszy to najbardziej szkoda zawodów w Rosji, bo nie były mocno obsadzone i mieliśmy szansę zdobyć sporo punktów. Mimo to jestem optymistą, jeżeli chodzi o występ na olimpiadzie. Poszczególne spotkania pokazują, że potrafimy wygrać z wicemistrzami czy też brązowymi medalistami mistrzostw świata, a to naprawdę dobry prognostyk.

W gorszej sytuacji jest para Kostiuczyk/Augustyn, która na światowych listach jest 21. Jednak patrząc z perspektywy kwalifikacji olimpijskich to 16. miejsce, gdyż z jednego kraju na igrzyskach mogą zagrać tylko dwie pary.

- W deblu kobiet - w odróżnieniu od pozostałych gier podwójnych - dominują pary z Chin i ciężko się przebić na wyższą pozycję - wyjaśnia Łogosz. - Ale nie oznacza to, że dziewczyny są bez szans.

Mimo że kolejne starty przed zawodnikami z Suwałk dopiero w połowie stycznia (kolejne dwa turnieje w Azji) nie mają chwili wolnego.

- Zaczynamy już ciężkie treningi, aby ta najwyższa forma przyszła na igrzyska - tłumaczy Łogosz.

Między treningami, bo tuż po świętach suwalczanie wystartują jeszcze w zawodach w Kopenhadze.

- To w zasadzie taki turniej robiony z myślą o telewizji, gdzie gra osiem najlepszych par na świecie - tłumaczy Mateusiak. - To są zawody pokazowe i na nich nie można wywalczyć punktów do kwalifikacji olimpijskiej.