Adamek wreszcie robi swoje

Tomasz Adamek zajmie się już tylko boksem, Andrzej Gmitruk jego treningiem, a Ziggy Rozalski menedżerką. Efekt? W marcu bokser powalczy o tytuł mistrza świata IBF

O byłym czempionie WBC było ostatnio głośno nie ze względu na wyczyny w ringu. Konflikt z byłym promotorem Bogusławem Bagsikiem, spory z Polskim Związkiem Bokserskim - wszystko to sprawiło, że Rozalski, architekt sukcesów Andrzej Gołoty, uderzył pięścią w stół. - Powiedziałem: Albo przestaniesz walczyć z kim popadnie i zajmiesz się boksem, albo koniec naszej współpracy - tłumaczy "Metru" Rozalski.

I Adamek wreszcie ma zająć się boksem, bo niemal pół roku po ostatniej walce 29 grudnia znów stanie między linami. W Bielefeld na gali niemieckiego promotora Wilfrieda Sauerlanda stoczy walkę "na przetarcie" przed marcową szansą na zdobycie prestiżowego tytułu.

Lada moment okaże się, kto będzie jego rywalem. - Ma to być ktoś z czołowej piętnastki IBF - gdyba Adamek. Kto? Prawdopodobnie ktoś z trójki Wadim Tokarjew (Rosja, 24 walki, 1 porażka), Darnell Wilson (USA, 22 walki, 5 porażek), Emmanuel Nwodo (Nigeria, 21 walk, 4 porażki).

Rywala Adamek pozna być może już we wtorek. Pięściarz jednak już ostro trenuje pod okiem Andrzeja Gmitruka. - Wreszcie nie muszę się niczym martwić. Andrzej dba o przygotowania, Ziggy zajmuje się organizacją, mnie zostaje tylko boksować - cieszy się 31-letni "Góral".

- Czy w Bielefeld wygra, czy nie, pod koniec marca będzie bił się o pas IBF - zdradza Rozalski. Tytuł ten dzierży pogromca Krzysztofa Włodarczyka Steve Cunningham, który w pierwszej obronie zmierzy się na tej samej gali w Bielefeld z Marco Huckiem. I, jak zapewnia Rozalski, ze zwycięzcą tej walki między linami stanie Adamek.