Rafał Kwieciński: nie czuję się emerytem

Po dwóch latach gry na Wyspach Owczych do Krakowa powrócił wychowanek Hutnika, Rafał Kwieciński. Zagrał w sparingu na Suchych Stawach, tyle, że w barwach Kmity Zabierzów.

- Zdecydowałem się na powrót ze względów rodzinnych, żona z trzyletnim synkiem została w Krakowie i na dłuższy czas rozłąka była dokuczliwa - nie ukrywa Kwieciński, który do Hutnika trafił jeszcze w szkole podstawowej.

Jego pierwszym trenerem był nieżyjący Józef Strojny, wychowawca wielu pokoleń piłkarskich. Pod wodzą Grzegorza Kmity wywalczył mistrzostwo Polski juniorów w 1993 r. Nim trafił do pierwszej drużyny, Hutnika, grał w B-klasowej Proszowiance i III-ligowym Dalinie Myślenice. Dzięki Piotrowi Kocąbowi (obecnemu trenerowi Kmity) zadebiutował w ekstraklasie wiosną 1994, w wygranym 2:0 meczu z Wartą Poznań. - Rafał imponował szybkością i niekonwencjonalnymi zagraniami. Zawsze był uśmiechnięty i sympatyczny - przypomina Kocąb. Kwieciński, jako zawodnik z ławki, zaliczył 11 spotkań w barwach pierwszoligowego Hutnika. Po przyjściu Jerzego Kasalika odszedł do Wawelu. - Dobrze spisałem się w meczu rezerw przeciwko Wawelowi. Strzeliłem dwa gole i przypadłem do gustu Albinowi Mikulskiemu.

Z wojskowym klubem awansował do II ligi. W styczniu 1998 r. przeszedł do Ruchu Chorzów (86 meczów/3 bramki), gdzie grał przez cztery i pół roku. W 2000 r. wywalczył z "Niebieskimi" trzecie miejsce w ekstraklasie. W pucharze UEFA zagrał m.in. przeciwko Interowi Mediolan. - Najlepsze lata kariery spędziłem w Chorzowie - ocenia Kwieciński.

Wiosną 2000 r. chciał przenieść się do Pogoni Szczecin, ale nie doszedł do porozumienia z prezesem Piotrem Wernerem. - Okienko transferowe było zamknięte, a ja nie miałem gdzie grać - dodaje pomocnik. - Dostałem telefon z USA i skorzystałem z zaproszenia. Przez cztery miesiące broniłem barw Chicago Eagles.

Wrócił do Polski, bo - jak twierdzi - bez menedżera nawet w Stanach trudno się przebić. Był na testach w Zagłębiu Lubin, zagrał w sparingu Polonii Warszawa. Bliski był gry w Cracovii, a nawet Świcie Nowy Dwór Mazowiecki. - Dużo było tych przymiarek - ze śmiechem przyznaje Kwieciński.

Po powrocie ze Stanów na trzy sezony trafił do macierzystego Hutnika, który grał już w III lidze. Po pół roku gry w Górniku Wieliczka wyjechał na Wyspy Owcze do klubu Felagsdeildin EB/Streymur. - Zaczęło się od oferty Zdziśka Janika, ale temat podjąłem dopiero po roku, gdy skontaktowałem się z Krzyśkiem Popczyńskim, kolegą z Hutnika - opowiada Kwieciński. - Dwa razy byłem wicemistrzem kraju, rok temu strzeliłem trzy gole, a w tym zdobyłem Puchar Wysp Owczych. Nie żałuję tego wyboru - podkreśla.

- Nie czuję się jeszcze emerytem, mogę spokojnie grać w piłkę przez kilka lat. Wolałbym zacząć od drugiej ligi, bo stać mnie na przyzwoity poziom, mimo 32 lat na karku - kończy Kwieciński.