Niesamowita Wielebnowska

- Byłbym idiotą, gdybym teraz dorabiał ideologię, że nie miałem momentów zwątpienia. Ale w trakcie meczu nie można odwrócić się od parkietu i zacząć modlić - przyznał Tomasz Herkt po zwycięstwie koszykarek Wisły Can-Pack nad USK Praga 74:71 w Eurolidze.

Nie wszystko jest tak proste jak naprawa zegara w 24 sekund. Jedna z cheerleaderek niechcąco potrąciła kabel elektryczny tuż przed końcem pierwszej połowy. Wojciech Downar-Zapolski, II trener Wisły, szybko zdiagnozował problem, mocniej wcisnął wtyczkę do gniazdka i wszystko wróciło do normy.

Gorzej wiodło się wiślaczkom na parkiecie. O tym, że z koszykarkami z Pragi nie ma żartów, mówiło zwycięstwo USK nad francuskim Bourges. W Krakowie po rzutach Michali Hartigovej i najwyższej na parkiecie (196 cm) Janell Burse szybko zrobiło się 7:2 dla prażanek. Wprawdzie po sześciu punktach z rzędu Wisła wyszła na prowadzenie, ale przez długie minuty żadna z drużyn nie miała więcej niż trzy punkty przewagi. Bolączką krakowianek były zbiórki pod własnym koszem. Najkorzystniej w pierwszej połowie w zespole Herkta prezentowała się Jelena Skerović. Lindsay Whalen, kilkakrotnie ośmieszona w obronie po wejściach Serbki w barwach Wisły, musiała opuścić boisko. A rzut Skerović przez dwie pary rąk przed końcem drugiej kwarty dał Wiśle prowadzenie 22:21.

Jak na debiutantkę w Eurolidze świetnie się spisała Agnieszka Pałka. Dwa razy wygarnęła piłkę Burse, zbierała na tablicach, w trudnych chwilach nie wahała się, a Czeszki poznały smak bloku. Ale USK grało bez bojaźni. Po dwóch rzutach za trzy punkty Kateriny Elhotovej goście wyszli na prowadzenie, którego nie oddali do przerwy (36:34). Jeszcze gorzej było w trzeciej kwarcie. Po serii rzutów Burse było już 43:36 dla Pragi. Wtedy to poza Pałką do gry rozbudziła się Anna Wielebnowska. Znakomitymi wejściami w pełnym biegu pod kosz mozolnie odrabiała straty. Po rzucie zza łuku Wielebnowskiej po 30 minutach gry było już 57:52 dla Wisły. Ale prawdziwe emocje dopiero się zaczynały. Krakowianki prowadziły 61:54, ale w zaledwie minutę był remis po 64.

Na dwie i pół minuty przed końcem Wielebnowska przechwyciła piłkę w obronie i pognała z nią przez pół boiska, trafiając przy stanie 64:68. Już w tym momencie widzowie o słabszych nerwach powinni byli opuścić halę. 1,26 min przed końcową syreną prażanki prowadziły czterema punktami. Wtedy po niecelnym rzucie piłkę zebrała trochę szczęśliwie Dorota Gburczyk i zrobiła akcję 2+1. Kibice dramatyczną końcówkę oglądali na stojąco. 58 s przed zakończeniem meczu na rzut za trzy punkty zdecydowała się znów Wielebnowska i trafiła. Było 72:70. Faulowana Burse przy burzy gwizdów raz się pomyliła. USK jeszcze dwa razy faulowało. za drugim razem Candice Dupree (słaby mecz) trafiała dwa rzuty wolne i ustaliła wynik. W ostatniej akcji meczu pomyliła się Elhotova.

Wisła Can-Pack Kraków - ZVVZ USK Praga 74:71

 

Kwarty: 22:21, 12:15, 23:16, 17:19

 

Wisła: Skerović 16 (2x3), DeForge 9, Dupree i Kobryn po 6, Fernandez 3 oraz Wielebnowska 22 (2), Pałka 9, Gburczyk 3, Tramifava 0

 

USK: Burse 17, Le Drean 13, Hartigova 11, Mokrosova 8 (2), Whalen 6 oraz Elhotova 14 (2) Ferancikova 2, Godin 0

 

Sędziowali Juris Kokainis (Łotwa), Karolina Andersson (Finlandia), Aleksiej Dawidow (Rosja)

 

Widzów 1000

 

W innym meczu gr. B Euroligi UMMC Jekatierinburg - Jolly Sibenik 78:63.

Powiedzieli po meczu:

Lubor Blazek, trener USK: Profesjonalny mecz na europejskim poziomie. Spotkał nas smutny koniec, który jednak będzie nas dopingował do lepszej pracy.

Tomasz Herkt, trener Wisły: Będę wciąż narzekał. Gramy solidne rzemiosło, wciąż czekam na koszykarską sztukę. Niedopuszczalne jest, byśmy tracili 15 piłek pod własnym koszem. Brało się to z braku zastawiania, a to są koszykarskie podstawy.

Michaela Ferancikova: W pewnym momencie prowadziłyśmy już nawet różnicą siedmiu punktów, ale popełniłyśmy mnóstwo błędów w drugiej połowie. Wisła zdobyła zbyt wiele łatwych punktów i tym zapewniła sobie zwycięstwo.

Anna Wielebnowska: To był mój najlepszy występ w Eurolidze od czasu powrotu do Krakowa. Grałyśmy falami, raz przewaga była po naszej stronie, a raz po stronie USK. Rzut za trzy punkty? Akcja była rozrysowana, ale Ania DeForge nie zdecydowała się na rzut i ja rzuciłam za trzy punkty.