Suwalski mikst coraz bliżej występu na olimpiadzie

Nadia Kostiuczyk i Robert Mateusiak dzięki dobremu występowi na turnieju we Francji znacznie przybliżyli się do występu na przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich w Pekinie.

Para mieszana SKB Litpol-Malow Suwałki na prestiżowym turnieju w Paryżu zakończyła zmagania w ćwierćfinale. Przejście dalej graniczyłoby z sensacją. Suwalczanie przegrali 16:21, 19:21 z najlepszą parą na świecie, Chińczykami Ling Gao i Bo Zheng.

- Ten występ bardzo przybliżył nas do wyjazdu do Pekinu, lecz jeszcze niczego nie możemy być pewni - zastrzega Kostiuczyk - Jeżeli na kolejnych turniejach będziemy spisywać się tak jak we Francji, to powinniśmy pojechać na igrzyska.

Nasz mikst dopisał pięć tysięcy punktów do swego dorobku w rankingu światowym. To ranking zdecyduje, kto zakwalifikuje się na olimpiadę.

- W tym momencie jesteśmy dziesiątą parą na świecie, a na igrzyska zakwalifikuje się 13 najlepszych duetów - wyjaśnia Mateusiak. - Dzięki temu, że ostatnio zainkasowaliśmy naprawdę sporo punktów, odskoczyliśmy w rankingu innym rywalom i teraz to oni mają problem. Zawiesiliśmy dość wysoko poprzeczkę

Nad 14. parą w rankingu Kostiuczyk i Mateusiak mają 7750 punktów przewagi.

Do startu na igrzyskach przybliżył się również suwalski debel, który Mateusiak tworzy z Michałem Łogoszem. Co prawda we Francji odpadł już w drugiej rundzie, ale przegrał po zaciętej, trzysetowej walce z mistrzami świata, Indonezyjczykami Markisem Kido i Hendrą Setiawan.

- Całe szczęście, że dość szybko otrząsnęliśmy się po w zasadzie niezbyt dobrym występie w Danii. We Francji wypadliśmy zdecydowanie lepiej - mówi Mateusiak. - Cieszy mnie przede wszystkim to, że w ostatnim czasie gramy bardzo równo. To wróży naprawdę bardzo dobrze przed kolejnymi turniejami. Obecnie jesteśmy na 16. miejscu na świecie, ale w kolejce zespołów starających się o występ na igrzyskach zajmujemy 13. pozycję. A to dlatego, że według regulaminu z jednego kraju na olimpiadzie mogą wystąpić tylko dwie pary, a przed nami są cztery duety Indonezyjskie i trzy z Malezji.

Zdecydowanie dalej do wyjazdu do Pekinu ma polski żeński debel. Kostiuczyk grająca w parze z Kamilą Augustyn z Piasta B Słupsk zajmuje wysoką 16. pozycję w rankingu, a wśród par kwalifikujących się na olimpiadę na 14. miejscu (w czołówce są bowiem cztery deble z Chin). Niestety, do miejsca 13. tracą prawie trzy tysiące punktów.

- W odróżnieniu od miksta z debla nie mogę być zadowolona - stwierdza Kostiuczyk. - Moim zdaniem chyba trochę za mało startowałyśmy ostatnio z Kamilą i dlatego nie jest najlepiej.

Wszystkie nasze pary kolejną okazję do poprawienie rankingu i przybliżenia się do nominacji olimpijskich będą miały za dwa tygodnie. Od 20 listopada rozpoczną rywalizację w turnieju China Open Super Series 2007. Zaraz po nim przenoszą się do Hong Kongu, gdzie również wezmą udział w prestiżowej imprezie.

- Wracając z Azji być może zahaczymy jeszcze o turniej w Moskwie, a więc mamy trochę okazji do zdobycia potrzebnych punktów - mówi Mateusiak. - O kwalifikacje oczywiście będzie można jeszcze walczyć w przyszłym roku, ale, w ilu turniejach wystartujemy i gdzie, to wszystko zależy od naszej pozycji na świecie.

Najlepsi polscy badmintoniści chcieliby oczywiście jak najlepiej przygotować się do igrzysk, a ich zdaniem pomógłby w tym nowy trener. Od dłuższego czasu twierdzą, że z obecnym - Klaudią Majorową - nie są w stanie podnieść swych umiejętności. Działacze Polskiego Związku Badmintona wciąż obiecują, że znajdą właściwą osobę, ale efektów poszukiwań na razie nie widać. Ostatnio po raz kolejny zamieścili ogłoszenie na stronie światowej federacji badmintona.

- Moim zdaniem to jest wprost nieprawdopodobne, by teraz znaleźć dobrego trenera, który objąłby naszą drużynę - ocenia Mateusiak. - Wcześniej były podobne ogłoszenia i nikt się nie zgłosił. Teraz pewnie będzie podobnie.

Przypomnijmy, że sprawa trenera wciąż doprowadza do konfliktów między badmintonistami, a zarządem. Ostatnio - przed sierpniowymi mistrzostwami świata - problem skupił się na Łogoszu, którego za niecenzuralną wypowiedź o trenerce Majorowej, zawieszono w prawach zawodnika. Ostatecznie pojechał na mistrzostwa, ale na własny koszt. Teraz Łogosz chce zwrotu kosztów wyjazdu (około ośmiu tysięcy złotych) i skierował sprawę do komisji arbitrażowo-dyscyplinarnej przy PZBad.