Nie drażnić Wlazłego - komentarz

Psychika jest jego równie silną stroną jak ?kubańska? skoczność. Nic dziwnego, że wszystkie złośliwości czy przeciwności losu bardziej go mobilizują niż deprymują - pisze o gwieździe polskiej siatkówki Jarosław Bińczyk

Atakujący PGE Skry Bełchatów jest świetnym zawodnikiem, a zdenerwowany staje się jeszcze lepszy. Nie raz i nie dwa pokazał, że nie warto go prowokować, bo to źle się kończy. Dla prowokatorów oczywiście. W relacji z meczu w Olsztynie przypominałem zdarzenie sprzed roku, kiedy jedno zdanie wypowiedziane przez Ivana Miljkovicia ("Wlazły nie sprawdzi się w lidze włoskiej") prawdopodobnie zadecydowało o porażce Lube Banki Macerata ze Skrą. A jej głównym autorem był Wlazły. Zdobywca 29 punktów przyznał, że był to dla niego dodatkowy bodziec.

W niedzielę na rozgrzewce spotkania z Mlekpolem AZS zobaczył w hali transparent z napisem "Wkładki do butów tanio sprzedam". Tym razem nie zdenerwował się, ale - jak mówi - zrobiło mu się smutno, bo nie wszyscy rozumieją, że jego kłopoty ze zdrowiem nie są wymyślone.

Mecz z AZS miał też inny podtekst, jakim było spotkanie Wlazłego z Pawłem Zagumnym. Niezorientowanym przypomnę. że po powrocie reprezentacji z mistrzostw Europy ten drugi stwierdził, że "Wlazły rezygnując z wyjazdu do Moskwy wbił kadrze nóż w plecy". Co prawda później twierdził, że było inaczej, ale swojej wypowiedzi nie sprostował.

Wszystko to sprawiło, że atakujący z Bełchatowa wyszedł na boisko naładowany niczym wulkan. - Bo mnie trudno wyprowadzić z równowagi - opowiada. Nie przypomina sobie, by komukolwiek udało się tego dokonać. Jeżeli grał słabiej, to z powodu słabszej formy czy kłopotów ze zdrowiem. Psychika jest jego równie silną stroną jak "kubańska" skoczność. Nic dziwnego, że wszystkie złośliwości czy przeciwności losu bardziej go mobilizują niż deprymują. W ten sposób dowcipnisie z Olsztyna niechcący wyrządzili krzywdę swojej drużynie, a na pewno pomogli Skrze.

Co jeszcze przyczyniło się do zwycięstwa siatkarzy z Bełchatowa? Niemal wszyscy mówią, że paradoksalnie pogrom w pierwszym secie. Wlazły nie przypomina sobie, by kiedykolwiek na tym poziomie jego drużyna przegrała partię do 10. To była dodatkowa motywacja, a jednocześnie samouspokojenie gospodarzy.

Szkoda tylko, że Skra straciła punkt przegrywając czwartego seta. - To nie oni wygrali, ale my przegraliśmy - uważa Wlazły, którego kilka razy zablokował Sinan Tanik. Czyżby Turek miał patent na najlepszego polskiego siatkarza? Bełchatowscy zawodnicy żartują, że to nie Tanik zatrzymał Wlazłego, ale ten drugi trafiał w ręce skrzydłowego z Olsztyna. - Może coś w tym jest - śmieje się atakujący Skry.

Na pewno był to chwilowy kryzys, bo w tie-breaku wszystko wróciło do normy. W sumie Wlazły skończył mecz ze skutecznością ok. 60 proc., co na jego pozycji jest wynikiem doskonałym. Podkreśla jednak, że wciąż nie gra tak, jak potrafi. W Olsztynie było to 80, chwilami 90 proc. Tym razem narzekał na swoją zagrywkę. Ale widać postęp, bo po równie dobrym występie przeciwko zespołowi z Częstochowy mówił o 50 proc. Ciekawe, jak zagra w czwartek przeciwko Podgoricy?

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.