Jagiellonia po meczu z Widzewem

W zwycięskim meczu z Widzewem Łódź w białostockiej Jagiellonii bez większy zarzutów funkcjonowała linia ataku. Natomiast w pomocy, jak i obronie byli zawodnicy którzy spisali się bardzo dobrze, ale też tacy, którzy tego występu nie zaliczą do najbardziej udanych

Białostoczanie pokonując w sobotę 2:1 łodzian zdobyli ważne trzy punkty, gdyż najprawdopodobniej m.in. z tym rywalem przyjdzie im walczyć o utrzymanie w ekstraklasie. Mimo wygranej w grze podopiecznych Artura Płatka były też mankamenty. Zdecydowanie najsłabiej wypadła linia pomocy. O ile Jacek Markiewicz spisywał się bardzo dobrze (zaliczył asysty przy obu golach i w zasadzie był nie do przejścia dla rywali) to jego pozostali koledzy tego występu do zbyt udanych nie zaliczą. Zawiedli zwłaszcza dwaj skrajni pomocnicy Mariusz Dzienis i Dariusz Jarecki. Obaj na początku sezonu byli jednymi z wyróżniających się zawodników, ale wraz z kolejnymi meczami spisują się coraz słabiej. Szczególnie Dzienis, którego praktycznie każde dojście do piłki w meczu z Widzewem to była jej strata.

- Na pewno do końca nie mogę być zadowolony z występu - przyznaje pomocnik. - Po tej trzytygodniowej przerwie, którą miałem z powodu kontuzji widać, że mam braki kondycyjne, rzeczywiście nie jest jeszcze najlepiej. Ale mam nadzieję, że z każdym kolejnym spotkaniem będzie coraz lepiej.

Być może jednak nadszedł wreszcie czas, aby poszukać alternatywy dla skrzydłowych. W obwodzie szkoleniowiec ma Bartłomieja Niedzielę (na prawą stronę za Dzienisa) i Vahana Gevorgyana (na lewą za Jareckiego). Pierwszy z nich już w kilku spotkaniach pokazał się z dość dobrej strony. W meczu z Widzewem, gdy zastąpił właśnie Dzienisa, dwukrotnie był bliski zdobycia gola.

- Na pewno czuję na swych plecach oddech Bartka, ponieważ jest to bardzo dobry młody zawodnik - stwierdza Dzienis. - Fajnie jest, że gdy wchodzi na boisko, to wnosi dużo do gry zespołu. O to przecież chodzi. A konkurencja o miejsce w składzie tylko mobilizuje.

- Na bokach pomocy może grać jeszcze Mateusz Cieluch - dodaje Płatek. - Ja nie przywiązuje się do nazwisk i jeżeli Bartek, Vahan czy Mateusz będą w lepszej dyspozycji od konkurentów do miejsca w podstawowej jedenastce to na nich postawię.

Kolejny problem w linii pomocy to jej środek. Co prawda Markiewicz był pewnym punktem tej formacji (znalazł się w jedenastkach kolejki Canalu Plus oraz Przeglądu Sportowego i kanału nSport), ale już Everton zaliczył bezbarwny występ.

- Muszę go usprawiedliwić, ponieważ liga litewska gra innym systemem [Everton do Jagiellonii trafił z FK Wilno - red.] i miał on praktycznie tylko tydzień przerwy pomiędzy sezonami. W tym czasie rozegrał też sporo sparingów i teraz odczuwa zmęczenie - wyjaśnia Płatek. - Nawet zastanawiałem się ostatnio, czy nie dać mu tygodnia wolnego.

Alternatywą dla Evertona może być Radosław Kałużny. Były reprezentant Polski miał już sporo czasu, aby dojść do optymalnej dyspozycji.

- Radek na treningach prezentuje się coraz lepiej, dlatego też był już w meczowej osiemnastce na mecz z Widzewem - mówi Płatek. - Ja wierzę, że zacznie grać na miarę oczekiwań i jego transfer, który w całości biorę na swoją głowę, nie będzie jakimś nieporozumieniem.

Trener Płatek nie boi się podjąć pewnego ryzyka przy stawianiu na nowych zawodników, co pokazał m.in. w przypadku Marka Wasiluka. 20-letni zawodnik otrzymał szanse występów, na co nie miał okazji u wcześniejszych szkoleniowców, i odpłacił się z nawiązką. W starciu z Widzewem w porównaniu do poprzedniego meczu ligowego trener dokonał jednej zmiany. W miejsce kontuzjowanego Aleksandra Kwieka zagrał cofnięty z ataku Remigiusz Sobociński, a na jego pozycji zagrał Vuk Sotirović. Te przetasowania okazały się trafnym posunięciem. Zawodnicy współpracowali ze sobą bez zarzutu, a Serb zdobył zwycięską bramkę i widać, że wraca do formy, jaką prezentował jeszcze w II-ligowej Zawiszy Bydgoszcz.

- Jeszcze za wcześnie mówić, że jest dobrze, bo to dopiero pierwsza bramka w tym sezonie w lidze - zastrzega napastnik, który na początku sezonu za bardzo nie przykładał się do treningów, i w pewnym momencie nawet nie załapał się do meczowej osiemnastki. - W zasadzie cały czas starałem się ćwiczyć normalnie, ale na pewno było sporo mojej winy w tym, że tej formy wcześniej nie było. Ale chciałbym już zapomnieć o tym wszystkim i do tego nie wracać.

Dotychczasowi zmiennicy kolejną okazję do przekonania do swych umiejętności trenera Płatka mają już jutro. W Kielcach białostoczanie zmierzą się w rozgrywkach Pucharu Ekstraklasy z Koroną. A już wcześniej szkoleniowiec Jagiellonii pokazał, że te rozgrywki to okazja do przyjrzenia się dotychczas rezerwowym zawodnikom.