Czy Rafał Wójcik pojedzie na olimpiadę do Pekinu?

Zawodnik KKL Fart Kielce Rafał Wójcik na Maratonie Warszawskim wypełnił minimum światowej federacji do Pekinu. Kwalifikacji na igrzyska nie ma, bo polskie normy są znacznie ostrzejsze od wymogów IAAF.

Dwukrotny mistrz Polski (2005, 2006) i aktualnie brązowy medalista MP był w niedzielę w Warszawie drugi. Trasę 42 km 195 m pokonał w czasie rekordu życiowego 2:13.11. Wyprzedził go Paweł Ochal (2:12.20), a trzeci w międzynarodowej stawce prawie 2200 biegaczy był również Polak - Adam Draczyński (2:13.56). Ich wyniki dają im odpowiednio 12., 15. i 21. miejsce na listach w tym sezonie w Europie. Wszyscy wypełnili też normy A światowej federacji, które uprawniają maratończyków do startu na olimpiadzie w Pekinie (poniżej 2 godz. i 15 min). O wyjazd na olimpiadę muszą się jednak dalej starać, bo PZLA zadecydował, że aby pojechać do Chin, trzeba uzyskać wynik o trzy minuty lepszy - 2 godz. 12 min. Maraton to zresztą jedyna konkurencja lekkoatletyczna, w której polska federacja ma ostrzejsze minimum niż światowe!

Skąd te rozbieżności? - Jak pamiętam, w naszej specjalności minima były zawsze wysokie. Tworzy się je, biorąc średnią z najlepszych komercyjnych maratonów i wtedy wychodzi 2:12. Gdyby zrobić tak z imprez typu mistrzostwa Europy, świata i igrzyska, to pewnie byłoby gdzieś 2:18 [złoty medal na MŚ w sierpniu w Osace wywalczył Kenijczyk Luke Kibet z czasem 2:15.59, trzeci był najlepszy z Europejczyków Szwajcar Victor Röthlin z wynikiem 2:17.25 - przyp. red.]. To wszystko trochę dyskredytuje maraton i tych, którzy go uprawiają. Widocznie nie cieszy się szczególnym poważaniem w związku - smuci się Rafał Wójcik i dodaje: - To konkurencja, której nie da się biegać co miesiąc, by się poprawiać. Ja biegam dwa razy ten dystans w roku. Po takim występie jak w Warszawie potrzebuję do miesiąca, by odpocząć, a nawet 10 tygodni, żeby rozpoczynać nowe przygotowania. Szczerze powiem, że chcąc skupić się na olimpiadzie, najchętniej nie pobiegłbym już ani razu!

Ale będzie musiał. Pierwsza szansa na Pekin, nie tylko dla niego, już przepadła. By znaleźć się na olimpiadzie, trzeba było uplasować się w czołowej 20 na ostatnich mistrzostwach świata. Jednak żaden z Polaków tam nie wystartował, bo wyniki, jakie uzyskali Polacy na ostatnich mistrzostwach kraju w Dębnie, nie przekonały związku do wysłania nawet mistrza Polski (musiały być powyżej 2 godzin i 15 min, a zwycięzca Ochal miał 2:15.32). Dlaczego światowa federacja jest znacznie łagodniejsza? - To nietypowa konkurencja i celowo zaniża się minima, by na zawodach była duża frekwencja. IAAF chce otwierać się na nowe kraje. Powiedzmy jednak otwarcie, że to nasze 2:12 to najwyżej klasa mistrzowska - mówi Bogusław Mamiński, członek władz PZLA i Działu Szkolenia odpowiedzialny właśnie za konkurencje wytrzymałościowe.

Deklaruje jednak, że pomoże w rozwiązaniu problemu. - Wiem, że sprawa maratonu może budzić emocje. W poniedziałek sygnalizowałem problem i mój pomysł pani prezes Szewińskiej. Myślę, że takim złotym środkiem będzie sprawdzian Polaków na przyszłorocznych mistrzostwach Polski w Dębnie, ale według wymagań światowej federacji. Jeśli przebiegną na tej trasie [uznawanej za szybką - przyp. red.] z minimum IAAF, będą mogli jechać na olimpiadę. To nada też odpowiednią rangę mistrzostwom - żeby nie unikać konfrontacji między najlepszymi, nam chodzi właśnie o ten przegląd. Będę zabiegał, żeby tak się stało - mówi. To rozwiązanie ma być głosowane przez członków władz PZLA 18 października. Wtedy ostatecznie zatwierdzone zostaną normy na Pekin, przedstawiane następnie sztabowi olimpijskiemu.

Mamiński ma też inne dobre wieści dla czołowych polskich maratończyków. - Chciałbym, żeby Ochal trafił do kadry olimpijskiej. To młody biegacz, który już się sprawdził. To samo z Rafałem Wójcikiem. To jeden z nielicznych zawodników, który potrafi ustanowić sobie cel, nie zawiódł też dotąd na ważnych imprezach nikogo [16. na MŚ w Helsinkach przed dwoma laty, 12. na ME rok temu - przyp. red.]. W Warszawie osiągnął też dobrze rokujący wynik. To są zawodnicy poważni, z nimi można rozmawiać - uważa. Decyzja w tej sprawie ma zapaść jeszcze w tym roku.