Mówią o meczu

Janusz Białek, trener Jagiellonii tylko oficjalnie: - Miałem wrażenie, że Jagiellonia była zespołem przestraszonym, zachowawczym. Zawodnicy obawiali się GKS-u. To było widać od pierwszej minuty. Trochę ożywienia w grę wnieśli rezerwowi. Piłkarze w drugiej połowie trochę pobiegali i było zdecydowanie lepiej. Ale jak się w lidze kończy swoje akcje na linii pola karnego przeciwnika, to niewiele można zdziałać. Był to słaby mecz Jagiellonii, która zdecydowanie lepiej zagrała tydzień temu z Koroną i bardziej prawdziwa jest tamta Jagiellonia, niż ta dzisiejsza.

Orest Lenczyk, trener GKS-u Bełchatów: - Dobrze się stało dla nas, że my baliśmy się Jagiellonii przed meczem, a Jagiellonia nas w trakcie meczu. Mogliśmy grać spokojnie, mogłem dokonać zmian. Nie chcę powiedzieć, że oszczędzaliśmy się na wtorkowy Puchar Polski, ale czekające nas mecze, szczególnie w Warszawie, wymagają przygotowania się do nich. Jeżeli Carlo Costly grał dziś dobrze głową, to coś kiepsko ma w głowie, bo długo z nim rozmawialiśmy, by oszczędzał się i nie prowokował żółtej kartki, ale okazało się, że wypadł nam na mecz w Warszawie. Odpadł nam on, Janusz Dziedzic i możemy się porównać do byczka, któremu rogi odpadły. A do Warszawy chcemy pojechać nie jak wiele drużyn, by być tylko tłem, ale by powalczyć o bardzo dobry wynik. Mamy skomplikowaną sytuację, bo Costly, Dziedzic, mogliby nam wiele pomóc w ataku.

Dzisiejszy mecz się odbył, ale jak tak dalej będzie to na ostatnim meczu ligowym będzie na stadionie w Bełchatowie 50 ludzi, w tym 30 dziennikarzy i 20 żon piłkarzy. Jeśli to jest wina drużyny, piłkarzy, trenera, to jest nam smutno. Nie wiem, czy liga mistrzów tak rozpieściła kibiców. Jak byłem młody to chodziłem na wszystkie mecze i dopingowałem jak mogłem bez różnicy z kim grano, a po porażkach potrafiłem nawet płakać. Minęły te czasy, a Jagiellonia była drużyną, z którą naprawdę trzeba się nabiegać. Dopiero po meczu uświadamiam sobie, że może za bardzo się jej obawialiśmy.

Jedziemy do Warszawy jako drużyna, która jeszcze do czerwca jest wicemistrzem Polski, a jakże, chociaż wielu nie może przejść to przez gardło. A szlachectwo zobowiązuje i mam nadzieję, że piłkarze przygotują się do meczu tak, by dalej liczyć się wśród drużyn walczących o czołowe miejsca.

Marek Wasiluk, obrońca Jagiellonii: - Szybko straciliśmy bramkę, co na pewno w pewnym stopniu ustawiło mecz. Nie stwarzaliśmy zbyt wielu sytuacji, praktycznie w ogóle nie dochodziliśmy do sytuacji strzeleckich. Bardzo nam ten mecz nie wyszedł. GKS był faworytem, ale jechaliśmy tutaj walczyć o punkty, nie jeździmy po 400 km, by mecze przegrywać. Teraz zostało nam wygrać z Widzewem u siebie, bo bardzo potrzebujemy punktów.

Edward Cecot, kapitan GKS-u: - Bramka ustawiła spotkanie, grało się nam dużo łatwiej, spokojniej. Druga postawiła kropkę nad i. Jagiellona grała ambitnie, próbowała atakować. W drugiej połowie nawet zaatakowała, wejście Sotirovicia wzmocniło jej atak fizycznie i cały czas musieliśmy być czujni. Czy mieliśmy łatwiejszego przeciwnika w tym sezonie? Odrę, chociaż ona strzeliła nam bramkę z rzutu karnego. Z drugiej strony może i mecz wyglądał na łatwy, ale jednak włożyliśmy w niego trochę sił.

Mariusz Marczak, pomocnik Jagiellonii: - Przegraliśmy po bardzo słabej grze. Nie oddaliśmy groźniejszego strzału na bramkę przeciwnika. Mogę podziękować trenerowi tylko za to, że dał mi szansę, ale czy ją wykorzystałem, to już on oceni. Gdybyśmy może szybko strzelili bramkę w drugiej połowie, może poszlibyśmy odważniej do przodu, ale ogólnie to nie wiem co się stało z całym zespołem. Bełchatów pokazał nam gdzie jest nasze miejsce w szeregu.

Jacek Popek, obrońca GKS-u: - Bohaterem jest dziś cała drużyna, nie ja. Jagiellonia mocno zagęściła szyki obronne i od początku liczyliśmy na stały fragment gry. Cieszę się, że się udało wykorzystać rzut wolny. Ćwiczymy stałe fragmenty na treningach i często trafiam po dośrodkowaniach Łukasza Garguły.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.