Piotr Giza: Dobrze wybrałem

Miałem wiele ofert. Wybrałem Legię. To dobry krok - twierdzi Piotr Giza. W niedzielnym, wygranym przez Legię 1:0 meczu Legii z Cracovią nie zagrał. W poniedziałek ma być przy Łazienkowskiej na pierwszym treningu

Legia wypożyczyła 27-letniego pomocnika na rok z Cracovii. Do 100 tys. euro z tego tytułu, o ile obie strony będą zadowolone, po tym okresie dopłaci 400 tys. za transfer definitywny. - Oprócz Garguły i Iwańskiego to jeden z trzech najlepszych środkowych pomocników w polskiej lidze - stwierdził Mirosław Trzeciak, dyrektor sportowy stołecznego klubu.

Wczoraj Gizy nie było w składzie ani Legii, ani Cracovii. W zespole gości zresztą i tak by go nie było, bo trener Stefan Majewski przeważnie sadzał go na ławce rezerwowych, twierdząc, że piłkarz za mało biega jak na jego wymagania.

Otwierający sezon mecz Legii z Cracovią nie był nadzwyczajny. Legia pokazała dobrą grę tylko przez część pierwszej połowy. W drugiej, z biegiem czasu, coraz bardziej się broniła, zwłaszcza po wyrzuceniu z boiska Miroslava Radovicia. Dowiozła jednak zwycięstwo i Giza rozpocznie rozgrywki z drużyną mającą na koncie trzy punkty.

Maciej Weber: Dlaczego odszedł pan z Cracovii? I to do Legii?

Piotr Giza: Wiadomo, jak wyglądała moja sytuacja przez ostatnie pół roku. Trener nie widział mnie w składzie. Po zakończeniu poprzedniego sezonu, kiedy stwierdziłem, że chcę odejść, zaczęło się zainteresowanie klubów. Mój menedżer Jarosław Kołakowski rozmawiał z wieloma klubami. Oferta Legii była najlepsza.

Trener Stefan Majewski pana nie lubił. Niedawny reprezentant Polski u niego przeważnie siedział na ławce rezerwowych.

- Odchodzę z Cracovii i nie chcę nic mówić na ten temat. Proszę o to nie pytać.

Przy Łazienkowskiej pojawił się pan w piątek, dosyć nieoczekiwanie. Pierwszy raz stwierdzenie "Giza w Legii" padło dość dawno, ale szybko je zdementowano.

- Rozmowy z Legią utrzymywaliśmy w tajemnicy. Zawsze coś może nie wyjść. Wolałem o tym poinformować dopiero wtedy, kiedy podpiszę kontrakt. Podpisałem w piątek.

W Lechu już szykowano się na pana przybycie.

- Rozmawiałem z trenerem Smudą i faktycznie zanosiło się, że przejdę do Lecha. Trener był bardzo zainteresowany. Dziękuję mu, że we mnie wierzył. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze będziemy razem pracować. Oferta Legii była jednak najbardziej konkretna i najkorzystniejsza. Myślę, że zrobiłem dobrze.

Wcześniej prawie miał pan podpisany kontrakt z Rapidem Bukareszt.

- O tym, że go nie podpisałem, zadecydowały przede wszystkim sprawy rodzinne.

Szefowie Cracovii mówili, że jeśli pozwolą panu odejść, to właśnie tylko do zagranicznego klubu.

- Przekonałem ich jednak, że nie ma różnicy, czy wyjadę za granicę, czy zostanę w Polsce. Legia to dobrze zorganizowany, klasowy klub. Na europejskim poziomie.

Ale nie zagra w europejskich pucharach. Ostatnio piłkarze raczej uciekają z Warszawy...

- Rozumiem tych, którzy odeszli. Wyrzucenie z pucharów musiało zrodzić frustrację. Ale przecież Cracovia też nie grała w pucharach. W sumie po odcierpieniu karencji to Legia będzie mieć większe szanse, żeby zakwalifikować się do pucharów.

Lech, Legia, Rapid - to nie były jedyne oferty.

- Chciało mnie wiele klubów pierwszoligowych. Z czołówki jeszcze Korona Kielce (poważnie zainteresowane były także m.in. Groclin i Górnik Zabrze - red.). Wybrałem jednak Legię. Dodatkowym powodem był fakt, że ma bardzo dobrego trenera.

A skąd takie przekonanie? Przecież Jan Urban jeszcze nie prowadził żadnego seniorskiego zespołu.

- Ale pracował w Hiszpanii. A tam preferuje się fajną, techniczną piłkę. Taka gra bardzo mnie interesuje.

W Krakowie nie lubią, jak piłkarz przeprowadza się do Warszawy. A już bardzo nie lubią, gdy się przeprowadza do Legii. Krakowianin Łukasz Surma miał ciężkie życie, kiedy przyjeżdżał z Legią, zresztą tak na stadion Wisły, jak i Cracovii.

- Rozmawiałem z kibicami. Zdania na temat mojego przejścia do Legii są podzielone. Są tacy, którzy mnie wspierają, wiedząc, że trochę dla Cracovii zrobiłem i odchodzę, bo nie mogę w niej grać. Są i tacy mający mi za złe. Nic na to nie poradzę.

Zna pan piłkarzy Legii?

- Ze zgrupowań kadry znam Bartka Grzelaka, Jakuba Wawrzyniaka i Tomka Kiełbowicza. Większość znam jednak tylko z boiska. Z większością jeszcze nie rozmawiałem.

Jak to będzie w grudniu, kiedy Legia zagra w Krakowie przy ulicy Kałuży? Pan zagra?

- Nie mam w kontrakcie klauzuli, żeby nie występować przeciw byłemu klubowi. Jak trener mnie wystawi, to zagram.

Przed rokiem na inaugurację sezonu Legia wygrała z Cracovią 3:1, a pan zdobył gola dla pokonanych. Teraz nazwiska Giza nie było w składzie ani jednej, ani drugiej drużyny. Podpisał pan kontrakt i wrócił do Krakowa.

- Musiałem uporządkować wiele spraw, bo chociaż nad przyjściem do Legii mój menedżer pracował od dawna, to wszystko potoczyło się szybko. Mecz obejrzałem w Krakowie, w telewizji.

Komu pan kibicował?

- Trudne pytanie. Ale teraz jestem już legionistą, więc wolałem, żeby Legia wygrała. Cracovii życzę wszystkiego najlepszego, jednak w następnych spotkaniach.

Dlaczego został pan tylko wypożyczony na rok?

- Tak chciała Legia. Jak mi dobrze pójdzie, to podpiszemy dłuższą umowę.

Od kiedy zaczyna pan treningi z Legią?

- Po meczu wsiadam w samochód i w nocy jestem w Warszawie. Dziś o godz. 10 będę na treningu Legii.

Piotr Giza

Ur. 28 lutego 1980 r. w Krakowie. Wzrost/waga: 179 cm/75 kg. Środkowy, ofensywny pomocnik. Karierę zaczynał w 1998 r. w Kablu Kraków, dwa lata później przeniósł się do Świtu Krzeszowice, a w roku 2002 do Cracovii. Przeszedł z nią drogę z III do I ligi, w której zadebiutował 30 lipca 2004 w wygranym na wyjeździe 4:2 meczu z Zagłębiem Lubin. W ekstraklasie zagrał 79 razy, strzelił 16 goli. 5 razy wystąpił w reprezentacji Polski, z którą przed rokiem był na mistrzostwach świata w Niemczech (ale nie zagrał tam ani minuty).