Heler: Wiek to nie przeszkoda, by kierować Wisłą

- W świecie polskiego futbolu jest sporo osób, którym można zaufać. Po jedną z nich z pewnością sięgniemy i powierzymy jej stanowisko dyrektora sportowego - zapowiada nowy prezes Wisły SSA Mariusz Heler.

Michał Białoński: Wystarczyła jedna decyzja: usunięcie z klubu skauta Zdzisława Kapki, i już stał się Pan bożyszczem kibiców.

Mariusz Heler, nowy prezes Wisły SSA: - Przyznam szczerze, że spontaniczną reakcją kibiców jestem mocno zaskoczony. Przejrzałem fora i rzeczywiście wszyscy się cieszą z odejścia Kapki. Decyzja o jego zwolnieniu nie była jednak motywowana chęcią przypodobania się kibicom. Po prostu dokonujemy gruntownej przebudowy w pionie sportowym Wisły.

Chcecie zatrudnić ludzi spoza dawnego układu?

"Dawny układ" to nadużywane określenie, ale tak.

Problem w tym, że polska piłka boryka się z aferami i brakiem nowych kadr. Ludzi młodych, a doświadczonych i posiadających kontakty, można wyliczyć na palcach jednej ręki: Mielcarski, Urban, Trzeciak, Brzęczek. Jak wobec tego poradzicie sobie ze znalezieniem nowego dyrektora sportowego?

Sytuacja nie jest beznadziejna, a lista nie ogranicza się jedynie do tych nazwisk, które pan wymienił. Uważam, że w świecie polskiego futbolu jest sporo osób, którym można zaufać. Po jedną z nich z pewnością sięgniemy. Nazwisk na razie nie zdradzę, ale negocjacje trwają.

Gdy Bogusław Cupiał proponował Panu kierowanie Wisłą, nie bał się Pan, że to zadanie ponad siły 30-letniego prawnika, który nie ma żadnego doświadczenia w zarządzaniu?

Nie. Wiek nie powinien być przeszkodą. O ile się orientuję, to nie jestem najmłodszym w ekstraklasie prezesem. Propozycję potraktowałem jako dowód zaufania i uznania walnego zgromadzenia akcjonariuszy Wisły SSA dla tego, co robiłem wcześniej w spółce. Współpracuję z Wisłą już od ponad roku. Nie jest tak, że to wszystko dla mnie nowe sprawy. Poza tym choć Wisła to niesamowicie medialny klub, jego struktury nie są aż tak rozbudowane. Powinienem sobie poradzić. Najważniejsze, że rada nadzorcza zaakceptowała moje pomysły.

Z wiceprezesami Romualdą Piotrowską i Mirosławem Senderskim nadajecie na tych samych falach?

Zdecydowanie tak. Relacje między nami są znakomite. Przyszło mi współpracować z osobami, które znają się na rzeczy. Pani prezes Piotrowska to znakomita finansistka, a pan prezes Senderski dał się również poznać z dobrej strony, dzięki półroczu przepracowanemu w zarządzie Wisły.

Do tej pory reprezentował Pan Wisłę przed Komisją Ligi Ekstraklasy SA i za organizację meczów, czy wybryki kibiców byliście bodaj najczęściej karanym klubem. Wiązało się to ze stratami finansowymi. Można je jeszcze złagodzić?

To prawda, często dostawaliśmy kary. Szanse na zmniejszenie wyroków istnieją, ale nie wiem, jak są duże. Będą zależały od autonomicznych decyzji Komisji Odwoławczej PZPN-u.

Gdy rok temu funkcję prezesa Wisły SSA obejmował Ludwik Miętta-Mikołajewicz, rzecznik Jerzy Jurczyński w imieniu Tele-Foniki deklarował mu dużą autonomię. Okazała się ona być fikcją. Nie boi Pan, że choć teraz ma Pan pełne poparcie Bogusława Cupiała, za miesiąc pańska pozycja może osłabnąć i będzie Pan skazany na firmowanie nie swoich decyzji?

Odpowiem krótko i bez uzasadnienia: nie mam takich obaw.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.