Alfabet siatkarskiego mundialu

Od Argentyny po Zagumnego - czyli wszystko, co chcielibyście wiedzieć o siatkarskim mundialu w Japonii

A rgentyna

Kto by przypuszczał, że naszą siatkówkę wskrzesi człowiek z drugiego końca świata, którego nazwisko w ojczyźnie - ogarniętej obsesją futbolową - pozostaje niemal anonimowe? Kto by przypuszczał, że najbardziej pojętnym uczniem Huberta Wagnera zostanie Argentyńczyk? Lozano często podkreśla, że siatkówkę zrozumiał dzięki naszemu legendarnemu trenerowi, że to on był jego idolem. Wymienia go jako jednego z czterech najwybitniejszych fachowców w historii - obok Płatonowa, Beala i swojego rodaka Velasco. Tak, rodaka. Jeszcze trochę i ojczyzna Lozano - mająca na MŚ trzech swoich szkoleniowców - zyska reputację kopalni siatkarskich trenerów. A nasze siatkarskie więzi z nią się zacieśniają - Argentyńczycy rozpowiadają, że ich gwiazdor Marcos Milinković podkochuje się w pewnej polskiej dziennikarce...

B auman Zygmunt

Choć jako filozofa i socjologa ceni go cały świat, to za fachowca od siatkówki dotąd nie robił. Co oznacza, że Lozano nas oszukał, że Lozano nie myśli wyłącznie o jednym - pewnego wieczoru siedział w lobby saitamskiego Royal Pines Hotel i wyszukiwał w internecie teksty Baumana. Byłem w szoku, nigdy wcześniej nie nakryłem żadnego trenera na takiej formie relaksu. Lozano... Niby regularny fachura od siatkówki, niby taki sam jak wszyscy, a jednak jakby trochę inny...

C ierpienie

Siatkarz ma je znosić w milczeniu, siatkarz nie powinien czuć bólu. A w każdym razie - nie w ważnym meczu. Lozano nie lubi, kiedy ktoś się skarży, jego radykalne credo brzmi: albo jest tak źle, że nie możesz grać, albo grasz i nie szukasz alibi. Polski libero Piotr Gacek długo o obolałym ścięgnie Achillesa nie pisnął słowa. Zdradzili go koledzy. Wypsnęło się im. Sam zawodnik sprawę bagatelizował aż do półfinału, po którym udawać już nie mógł, bo skręcił jeszcze kostkę i do szatni dotarł na plecach Łukasza Żygadły. Wytrzymał. Jak to ujął Łukasz Kadziewicz, na tym poziomie musi coś boleć, a jeśli wszystko jest w porządku - idź do lekarza.

E gipt,

czyli odwdzięczamy się światu za Lozano. Mistrzów Afryki prowadzi trener Grzegorz Ryś, odkrywając nowy wymiar profesjonalnego sportu. O godzinę spóźnieni na trening egipscy siatkarze spoglądali na niego ze zdziwieniem, kiedy sprawiał wrażenie niezadowolonego. O co chodzi?! Przecież przyszli. Przecież się przebrali.

Statystyka dla reprezentacji ich szefowie pewnie kiedyś też zatrudnią, jeśli tylko jakiś Egipcjanin nauczy się obsługiwać program Datavolley.

Na szczęście czasem udaje się znaleźć sparingpartnerów, choć łatwe to nie jest. Poszukiwania relacjonuje Grzegorz Ryś: Proponuję im Tunezję, to druga silna drużyna z Afryki. Ale nie, nie pasuje, bo ich nie lubią. No to rzucam hasło "Iran". Nie, z nimi to już w ogóle wojna. Ale, uspokajają, dzwoniły Indie. Oddycham z ulgą, chociaż przeciwnik nie najsilniejszy. Niestety, Indie drugi raz nie zadzwoniły.

F aks

Era faksu nadeszła w Japonii po erze internetu. - Pierwszy raz w życiu wysyłam artykuł kartka po kartce! A jestem w najnowocześniejszym kraju świata! - krzyczał zrozpaczony serbski korespondent. Była trzecia w nocy czasu tokijskiego (tak, pracowaliśmy tam całą dobę, więc dajcie już sobie spokój z e-mailowym wypominaniem błędów), a Japończycy nie przewidzieli, że naraz laptopy włączy 144 mieszkających w hotelu Keio Plaza siatkarzy, trochę tylko mniej trenerów i statystyków reprezentacji oraz trochę więcej dziennikarzy. Nad kłopotem głowili się blisko dwie doby. U nich tak już jest - wiele rzeczy działa niezawodnie, ale jak już działać przestanie, to plan B nie istnieje. Przy okazji zrozumiałem, jak rozpoznać, czy Japończyk mówi w obcych językach. - Czyli istnieje ryzyko, że będziecie pracować nad problemem następnych pięć lat? - spytałem wściekły jednego, co podejrzanie często potakiwał. Jak zwykle pokornie się pokłonił i odparł najczystszą angielszczyzną: "Yes, sir".

G ajić, Zoran

Całe szczęście, że ubiegając się o posadę trenera reprezentacji Polski, kombinował na dwa fronty i wzięli go sobie Rosjanie. Niewykluczone, że po porażce z biało-czerwonymi straci pracę, ale my chwilowo Serbowi dziękujemy, Lozano spisuje się nieźle. Gajić nie zdołał wspaniałych rosyjskich indywidualności scalić we wspaniałą drużynę, zabrakło mu też konsekwencji i odwagi, kiedy z powodów dyscyplinarnych wyrzucił z reprezentacji Semena Połtawskiego. Siatkarze zmusili go, by atakującemu wybaczył, a ten wciąż pozostaje przypadkiem absolutnie nieobliczalnym. Czasem zbija niesamowicie, zresztą według fachowców dysponuje potencjałem z nikim na świecie nieporównywalnym. Ale czasem zachowuje się skrajnie bezmyślnie i uporczywym sabotażem potrafi zniweczyć wysiłek kolegów. Lozano by się zorientował.

H ector Soto

Bardzo szybko zapewnił sobie 75 tysięcy dolarów nagrody dla zdobywcy największej liczby punktów, bo rozgrywający z Portoryko kierował do niego piłkę w co drugiej akcji, a kiedy grasz o miejsca 9-12, to rywale blokują jednak trochę mniej szczelnie niż ci walczący o medale. W klasyfikacji najskuteczniej zbijających, biorącej pod uwagę odsetek udanych ataków, zajął dopiero ósme miejsce. Teraz zadebiutuje w lidze japońskiej jako pierwszy Portorykańczyk. Ubaw tutejsi kibice (którzy wybuchają obłędną radością po każdym zdobytym punkcie swoich siatkarzy, nawet przy wyniku 12:20) będą mieli niezwykły. Dopiero w Japonii, przy bloku ledwie wystającym znad siatki, Soto pobije snajperskie rekordy.

I nemuri

Szybka japońska drzemka. Jak oni to robią, że cały wagon metra śpi, ale każdy wysiada na właściwej stacji?

J apończycy...

...wszystko robią po swojemu. Bardzo popularną odmianą siatkówki jest tutaj wersja dziewięcioosobowa - taśma wisi niżej, po pierwszym błędzie można serwis powtórzyć, dwaj zawodnicy/zawodniczki odbierają zagrywkę, sześć osób skacze do bloku. Wszyscy oczywiście biegają jak nakręceni, nieustannie zamieniają się pozycjami i generalnie produkują gigantyczny bałagan. Żaden nie-Japończyk się w tym nie połapie. Nasuwa to dość oczywistą refleksję, że Japończycy powinni postawić na swojską siatkówkę w stu procentach. Zyskaliby wszyscy. Oni - bo wreszcie by coś wygrali. Reszta świata - bo nie musiałaby się tłuc do Azji, by zostać nieistotnym dodatkiem do meczów Japonii i uciążliwym balastem dla niezdolnych do organizacji ważnej imprezy gospodarzy.

K adziewicz Łukasz

Przypadek osobny. Przed każdym serwisem odprawiał swoisty rytuał z nadepnięciem linii końcowej boiska, będąc odwróconym tyłem do siatki. Czasem, kiedy był rozwścieczony niedobrym przebiegiem gry, nie stawał z resztą drużyny przy trenerskiej ławce, by nie infekować grupy złą energią (to jego terminologia). Słynny przed laty siatkarz Andrea Zorzi mówił, że widzi coś takiego pierwszy raz w życiu. Ale to jest też siła Lozano - wszystkich traktuje tak samo, a zarazem każdego inaczej. Kadziewiczowi być może uratował karierę, usuwając go rok temu z kadry za niesportowe zachowanie.

Po meczu środkowy lubi brylować, rzucać dziennikarzom efektowne bon moty. Ma prawo, bo grał chociaż czasem nierówno, to w wielu rozstrzygających momentach fantastycznie.

L ennon John

Gdzie może się znajdować jedyne na świecie muzeum lidera Beatlesów, jeśli nie w sportowej hali Super Arena, gdzie polscy siatkarze rozegrali pierwszą rundę? W Japonii wszystko leży na swoim miejscu, więc saitamski obiekt na wszelki wypadek jest ruchomym potworem, którego kształt zmienia się w zależności od potrzeb. Ponoć najnowocześniejsza hala w kraju mieści w zależności od potrzeb kilka, kilkanaście, 20 albo 37 tysięcy widzów. W tej ostatniej wersji zamienia się w otwarty stadion, na którym można zagrać w piłkę nożną. Wewnątrz przesuwają się gigantyczne betonowe bloki, ale tubylcy zapewniają, że tylko na ich życzenie. Taaa, dopóki te ich roboty wreszcie się nie zbuntują.

M iędzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej

Zgraja najbardziej zadowolonych z siebie i życia sportowych działaczy świata. Najfajniej było podczas briefingu z reprezentacjami przed półfinałami - tłum smutnych panów w garniturach jadł sobie z dzióbków i winszował organizacji turnieju Japończykom, choć narzekali wszyscy. Na jedzenie, faworyzowanie gospodarzy, konieczność prowadzenia batalii o każdy drobiazg - od wynajęcia sali do odpraw wideo po znalezienie siłowni, za którą w dodatku reprezentacje musiały płacić, choć sprzęt nie był dostosowany do gabarytów graczy. 132 siatkarzy ślęczało kilka godzin w hotelowym lobby, bo nikt nie przygotował dla nich pokoi? Nic takiego, świat nie jest doskonały, wszyscy cierpieli, więc wszyscy mieli równe szanse - tak mniej więcej skwitował sytuację wiceprezes FIVB Cristobal Marte Hoffiz. Logiczne. Następnym razem proponujemy nie zabierać na salę piłek. Jeśli z powodu tego drobnego niedopatrzenia nikt nie zdobędzie punktu, to przynajmniej będzie wiadomo, że wszyscy mieli równe szanse.

N intendo

Japończycy nie przychodzili oglądać siatkówki, puste lub pustawe hale to był najsmutniejszy aspekt turnieju i fundamentalny powód, dla którego mistrzostwa w 2014 r. powinna zorganizować Polska (następne mają Włosi). W Tokio zrozumieliśmy, gdzie nieobecni się podziali. Czekali na najnowszy produkt Nintendo - trzymasz w ręku elektroniczną rakietę, patrzysz w monitor i niby grasz w tenisa. Noc przed premierą spędzili pod sklepami, w kolejce pod kompleksem Yodabashi nieopodal Shinjuku Station (najruchliwszy dworzec świata - 3 mln osób dziennie) stanęło 1,5 tysiąca maniaków. Następnego dnia zamknęli się w domach i kiedy siatkarze grali o medale, oni pewnie przebijali przez siatkę swoje własne "piłki".

O liwier

Winiarski, który kilka godzin po zwycięstwie nad Rosją urodził się jednemu z bohaterów mistrzostw. W rozstrzygających meczach tata był najwszechstronniejszym i najbardziej kompletnym polskim siatkarzem. Michał świetnie przyjmuje, atakuje, blokuje i jeśli w lidze włoskiej będzie robił takie postępy jak dotychczas, to aż strach pomyśleć, gdzie zajdzie. Wracając do Winiarskiego juniora - tata coś przebąkiwał, że w razie niewiarygodnego sukcesu rozważyłby nawet zmianę zaplanowanego imienia na bardziej japońskie, np. Tokio. Trochę się zagalopował, zresztą mama też ma coś do powiedzenia, a mamy zazwyczaj są rozsądniejsze.

W czołówce najpopularniejszych imion japońskich są: Szun, Takumi, Ren, Szota, Kaito, Kenta, Daiki, Yu. Kto wie, czy nie warto zaryzykować. Znacie Japończyków. Gdyby taki Kaito Winiarski rozpoczął kiedyś wielką siatkarską karierę, nadciągnęłoby ich do ligi polskiej - lub włoskiej - ze 20 milionów, każdy kupiłby koszulkę z nazwiskiem japońskiego Polaka, klubowy breloczek, plecaczek, misiaczka... Resztę by obfotografowali, żeby po powrocie sprawdzić, gdzie byli.

P olscy kibice

Jako jedyni wspierają swoją reprezentację w każdym zakątku świata. Bezwarunkowo lojalni mimo lat rozczarowań. W Japonii ich wysiłek trochę zakłóciły zawstydzające wybryki działaczy, ale na szczęście trwały krótko. Polacy opracowali sprytną strategię - zaczynali skandować: "Nippon, Nippon" [Japonia], by kupić przychylność tubylców i zachęcić ich do wspólnego "Porando, Porando". Gdyby ktoś miał wątpliwości, podpowiadam, że Japończycy nie wymawiają "l".

R eady Go!

Nieoficjalny - a może oficjalny? - hymn japońskich mistrzostw świata, przed każdym meczem gospodarzy wykonywany przez tłum członkiń najpopularniejszego w kraju girlsbandu Córki Poranka, a przed pozostałymi i w ich trakcie nieustannie płynący z głośników. Okropieństwo, gorsze niż Britney Spears i Mandaryna razem wzięte, ale Japończycy na ich punkcie szaleją - oni w ogóle przepadają za ślicznymi dziewczynkami, które kiedy przestaną być dziewczynkami, mają obowiązek jak najdłużej przybierać pozy uwodzicielskich lolitek.

Morning Musume (oryginalna nazwa) istnieje od 1997 r. i jeszcze trochę poistnieje, bo dziewczyny doroślejące wymienia się na młodsze. Teraz szczyty list przebojów okupuje tzw. ósma generacja, a reguły rekrutacji wciąż rozszerzają pole połowu, ostatnio górną granicę wieku kandydatek podniesiono z 20 do 22 lat. To dlatego ich zawodzenie prześladowało mnie również trzy lata temu, kiedy siatkarki grały tu w Pucharze Świata. Brrr, za rok siatkarzy w Pucharze Świata przywita pewnie generacja dziewiąta...

S tatystycy

We Włoszech nazywają ich skautami. Nicola Vettori (mówi świetnie po polsku, przyjechał do nas, bo się zakochał) i Maciej Kosmol, czyli cisi bohaterowie reprezentacji. Zestaw składający się z trzech laptopów, kamery, multimedialnego rzutnika i drukarki pozwala Zagumnemu i spółce wiedzieć, jak mają grać następnego dnia. Grę rywali analizowali do drugiej, trzeciej nad ranem, dzięki czemu każdy siatkarz dostawał kartkę z instrukcją, jak blokować iksa, a jak omijać blok igreka. Siatkówka - przez swoją specyfikę, jej treścią są cztery elementy gry, od zagrywki, przez przyjęcie, po atak i blok - to dziś najwnikliwiej opisana liczbami dyscyplina zespołowa. Sęk w tym, by potrzebne dane przekazać zawodnikowi w przystępnej formie i umożliwić ich przyswojenie. Jak wisisz nad siatką przed zbiciem, robi się mało czasu na grzebanie w pamięci. Podczas meczu laptop statystyków połączony jest z tym na ławce trenerskiej, by Lozano mógł na bieżąco analizować, co robi rywal i jak jego idee zneutralizować. Były próby ze słuchawkami i z mikrofonami (używa ich Brazylijczyk Rezende), ale jazgot w polskich halach uniemożliwia ich stosowanie.

T > okio

Idea była chyba taka, żeby na niewielkiej przestrzeni upchnąć całą planetę - jest tu replika (brzydka) wieży Eiffla, coś na kształt katedry Notre Dame, odpowiednika Big Bena, a przy stacji Shinjuku stoi handlowy gigant o nazwie Times Square. Pulsująca całość w połączeniu z często wyglądającymi na zagubionych Japończykami sprawia wrażenie, jakby Däniken jednak miał rację, jakby w pobliżu wylądowały kiedyś ludki z innego świata, pozostawiły po sobie betonowy bałagan i odleciały. A niech sobie Japończycy radzą.

W ielcy,

których nie było. Włosi, Francuzi, Amerykanie, Kubańczycy. Czy oni w ogóle zagrali na mundialu jakiś mecz? Polscy siatkarze, trenerzy, kibice, dziennikarze - wszyscy, którzy jeździli za reprezentacją - mistrzostw w ogóle nie oglądali, bo japońska telewizja - nawet wewnętrzna, turniejowa - mistrzostw nie transmitowała. Zobaczyliśmy tylko mecze Polaków oraz Portorykańczyków czy innych Tunezyjczyków. A przecież na tym turnieju działa się historia, być może zainicjowany został przewrót w światowej hierarchii, której czołówka była dotąd wyjątkowo stabilna. Włosi i Rosjanie bez medalu? Ostatni raz - i jedyny! - taki mundial odbył się w 1970 r. w Bułgarii.

Z agumny Paweł

Albo Z ero, bo tyle serwisów zepsuł facet, który nie tak dawno temu rozśmieszał zagrywką cały świat. Dotąd miał pecha, kontuzje albo go z ważnych imprez wykluczały (mistrzostwa świata i Europy), albo zsyłały do rezerwy (igrzyska olimpijskie). Teraz prowadził zespół fantastycznie, rozegrał turniej życia, ale nie powinien go rozpamiętywać. Jego ojciec prognozował kiedyś, że będzie najlepszym rozgrywającym świata. Na razie sam przyznaje, że Brazylijczyk Ricardo Garcia go przewyższa. Niech to zatem będzie wyzwanie na Pekin 2008. Ktoś musi pomóc Lozano zaciągnąć tych ludzi na najwyższy stopień podium.