Z Irlandii do Polski po pracę

Jonathan Steven był najlepszym strzelcem ligi irlandzkiej. Stali Ostrów raczej jednak nie zbawi.

Na treningach Stali-Gipsar Ostrów Wlkp. padają ostatnio rekordy frekwencji. Wczoraj w zajęciach wzięło udział aż 15 koszykarzy, w tym sześciu Amerykanów, dwóch Łotyszy, Nigeryjczyk i Ukrainiec. - Mam kilku graczy, ale muszę też dokonać najlepszego wyboru - mówi trener Stali Andrzej Kowalczyk. Szkoleniowiec jeden problem ma już jednak z głowy, bo Tony Akins w spotkaniu w Słupsku zdążył pokazać, że doskonale radzi sobie z prowadzeniem gry drużyny, a do tego zdobywa sporo punktów. Pozostaje jeszcze kwestia znalezienia odpowiedniego niskiego skrzydłowego. - To bardzo ważna pozycja. Szukam koszykarza, który w trudnych momentach potrafiłby trafiać do kosza rywali i dobrze bronił - twierdzi Kowalczyk.

Na początku sezonu takim zawodnikiem miał być Brian Bender, który jednak dobrze tylko bronił - z grą ofensywną było u niego gorzej. Jego miejsce miał zająć Rashard Lee - zadebiutował w meczu z Turowem Zgorzelec i wyróżnił się co najwyżej dwoma rzutami, po których piłka nawet nie doleciała do kosza. Trener Kowalczyk zauważył nawet, że Lee źle ustawia nogi przy rzutach. Jego atutem było za to władanie językiem francuskim, który zna również... trener Kowalczyk.

Ponieważ Lee nie będzie zbawieniem dla Stali, wczoraj rano w Ostrowie zjawił się Jonathan Steven. Biały skrzydłowy imponował dotąd znakomitymi statystykami. Grając w irlandzkim zespole Limerick BK, zdobywał średnio ponad 30 pkt w każdym meczu, miał przy tym siedem zbiórek. Na treningu Steven jednak rozczarował - miał poważne kłopoty z trafianiem do kosza. - Proszę dać mi trochę czasu, aż się zaaklimatyzuję w waszym kraju i poznam zagrywki zespołu. Wówczas pokażę, na co mnie stać - mówił Amerykanin. Sam Kowalczyk nie chce oceniać postawy Stevena. - Poczekajmy trochę, wtedy przyjdzie czas na oceny - stwierdził trener Gipsaru.