Rosja na łopatkach

Polscy siatkarze po dramatycznym meczu wygrali z Rosją 3:2 i po raz pierwszy od 30 lat zagrają o medale mistrzostw świata

- Dopiero po spotkaniu z Rosjanami będzie można ocenić realną siłą naszej reprezentacji - dało się słyszeć po pierwszych ośmiu meczach rozegranych przez zawodników Raula Lozano. Przez te spotkania Polacy przeszli jak burza. Wszystkie wygrali po 3:0. - I po dwóch pierwszych partiach z Rosją trudno było wierzyć, że coś dobrego z tego będzie - mówi Edward Skorek, kapitan legendarnej drużyny, która w 1974 r. sięgnęła po złoto na mistrzostwach w Meksyku. Ale właśnie po tych setach, przegranych dwukrotnie do 19, w naszą reprezentację wstąpił nowych duch. Trenerskim nosem wykazał się Lozano. Mały-wielki Argentyńczyk do boju posłał Grzegorza Szymańskiego i Piotra Gruszkę. To były strzały w dziesiątkę. - Okazało się, że gra nie tylko pierwsza szóstka, ale cała kadra. Wszyscy spisali się znakomicie - dodaje Stanisław Gościniak, który także cieszył się z tytułu mistrzowskiego 32 lata temu. Polacy potrafi przebić się przez niezniszczalny - wydawałoby się - rosyjski blok. Do tego rywale zaczęli popełniać błędy, psuli zagrywkę. W efekcie biało-czerwoni dwa kolejne sety wygrali do 22 oraz 19 i o zwycięstwie miał rozstrzygnąć tie-break. W nim na początku walka punkt za punkt. Ale gdy Polacy wyszli na prowadzenie, w ekipie rosyjskiej znów zrobiło się nerwowo - pojawiło się wytykanie błędów, krytykowanie zagrań. Zupełnie inaczej niż w naszym zespole. Sebastian Świderski, który został z parkietu zdjęty przez Lozano po przegranych setach, ubrany w reprezentacyjny dres cały czas zagrzewał kolegów do gry. Skutecznie, bo wygraliśmy do 11. - Dokopaliśmy Rosji - powiedział zdyszany, ale szczęśliwy Piotr Gruszka do kamery Polsatu Sport. W tym czasie reszta zespołu fetowała wygraną.

Ale to nie koniec mistrzostw. Dziś z samego rana gramy z niepokonana dotąd Serbią. Według fachowców powinniśmy go wygrać. - Będzie nam grało się łatwiej, bez obciążenia psychicznego. Poza tym takie zwycięstwo jak z Rosją wynosi zespół na wyższy poziom - ocenia Edward Skorek. Jeśli pokonamy Serbię, do półfinału wejdziemy z pierwszego miejsca. Wtedy o wejście do ścisłego finału zagralibyśmy w sobotę z Bułgarią lub Brazylią. Z którym z tych zespołów, przekonamy się nad ranem, gdy zakończą swój mecz o pierwsze miejsce w drugiej grupie.

- Razem z kolegami z mistrzowskiej ekipy czekamy na powtórzenie naszego sukcesu z 1974 r. Widać, że drużyna Lozano jest od tego o krok - kończy Stanisław Gościniak.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.