Czy Szarapowa podbije Madryt?

Jak zwykle końcówka roku minęła pod znakiem kontuzji i migania się gwiazd od grania. Ostatnie turnieje wygrali Kim Clijsters i Nikołaj Dawidienko.

We wtorek w Madrycie zaczynają się mistrzostwa WTA, czyli kończąca sezon impreza z pulą nagród 3 mln dol., w której zagra osiem najlepszych zawodniczek roku.

Faworytką jest Maria Szarapowa, która w stolicy Hiszpanii jest już od kilku dni. Zwyciężczyni US Open oraz niedawnych imprez w Zurychu i Linzu ostro trenuje, ale też zajmuje się marketingiem własnego nazwiska. Odwiedziła m.in. piłkarzy Realu Madryt, by zrobić sobie zdjęcia z Beckhamem i Ronaldo.

Szarapowa (nr 2 światowego rankingu) trafiła do grupy czerwonej razem z rodaczkami Swietłaną Kuzniecową (4) i Jeleną Dementiewą (7) oraz Belgijką Kim Clijsters (6), która wygrała wczoraj turniej w Hasselt. W grupie żółtej zmierzą się: broniąca tytułu Francuzka Amelie Mauresmo (1), Belgijka Justine Henin-Hardenne (3), Rosjanka Nadia Pietrowa (5) i Szwajcarka Martina Hingis (8), która start zapewniła sobie dzięki fatalnej postawie w ostatnich tygodniach swojej rodaczki Patty Schnyder. Awans Hingis to niespodzianka. Szwajcarka wspięła się do czołowej ósemki, choć w styczniu była w ogóle nieklasyfikowana, bo wracała do gry po trzech latach przerwy. Szansę na zdobycie prowadzenia w rankingu na koniec roku mają tylko trzy zawodniczki: Szarapowa, Mauresmo i Henin-Hardenne.

Końcówka sezonu znów minęła pod znakiem . Czołówka listy WTA to w ostatnich tygodniach szpital. Mauresmo leczyła bark, Henin-Hardenne kolano, Pietrowa pachwinę, a Clijsters zagrała pierwszy turniej po dwumiesięcznej przerwie spowodowanej urazem nadgarstka. Nikt tak do końca nie wie, które z tych kontuzji są prawdziwe, a które wymyślone. Szef WTA Larry Scott tradycyjnie już zamienia się więc w reformatora, przebąkuje o nowym kalendarzu, grozi, że kary za wycofywanie się w ostatniej chwili będą większe. Atmosfera przed mistrzostwami WTA jest po prostu taka jak zawsze - wygra ta, która jest najmniej poobijana po sezonie. Póki co takie wrażenie sprawia Szarapowa.

U mężczyzn jest podobnie. Zakończony wczoraj w Paryżu turniej z serii Masters wygrał Nikołaj Dawidienko, który zmiażdżył w finale Słowaka Dominika Hrbatego 6:1, 6:2, 6:2. To piąty wygrany turniej Rosjanina w roku, ale pierwszy z serii Masters. Rosjanin awansuje dziś na trzecie miejsce w rankingu ATP. Zadanie miał jednak ułatwione, bo w Paryżu nie pojawili się najlepsi: Roger Federer, Rafael Nadal, Ivan Ljubicić i David Nalbandian. Wszyscy byli pewni lub prawie pewni startu w kończącym sezon Masters Cup w Szanghaju. Oprócz wyżej wymienionych zagrają w nim też Amerykanie James Blake i Andy Roddick oraz Hiszpan Tomy Robredo.

Niedzielne finały

Masters Series w Paryżu (pula nagród 2 082 500 euro)

Nikołaj Dawidienko (Rosja, 4) - Dominik Hrbaty (Słowacja) 6:1, 6:2, 6:2

Turniej tenisistek w Hasselt (pula nagród 175 tys. dolarów)

Kim Clijsters (Belgia, 1) - Kaia Kanepi (Estonia) 6:3, 3:6, 6:4

Turniej tenisistek w Quebecu (pula nagród 137,400 euro)

Marion Bartoli (Francja, 2) - Olga Puczkowa (Rosja, 8) 6:0, 6:0

Copyright © Agora SA