Znicz postawił się Anwilowi

Beniaminek z Jarosławia był bardzo bliski sprawienia niespodzianki i pokonania wicemistrza Polski. Ostatecznie Anwil wygrał, ale tylko 81:74

Przed meczem faworyt wydawał się tylko jeden. Drużyna z Włocławka to wicemistrz Polski z ostatniego sezonu, jeden z kandydatów do walki o najwyższe trofea w Dominet Bank Ekstralidze. Beniaminka z Jarosławia przed sezonem wzmocniło tylko czterech nowych zawodników. Dodatkowo podopieczni Stanisława Gierczaka jeszcze tydzień przed inauguracją ligi nie potrafili pokonać w sparingu skleconego naprędce zespołu Unii Tarnów.

Teoretycznie oba zespoły dzieli różnica klasy. W takim razie dlaczego od pierwszej do ostatniej minuty oba zespoły toczyły wyrównany bój, a trener Anwilu David Dedek do końcowej syreny musiał drżeć o końcowy wynik?

Przede wszystkim gospodarze przeciwstawili faworytowi ogromną ambicję oraz serce do gry. - Nie przestraszyliśmy się znanego rywala. Pokazaliśmy charakter i wolę walki. W końcówce jednak zabrakło doświadczenia - mówił po meczu Piotr Szczotka. - Wiedzieliśmy, że zmierzymy się z zespołem, który gra bardzo twardą koszykówkę. Dodatkowo przed własną publicznością gospodarze zrobią wszystko, by pokazać, że zasługują na grę w ekstraklasie - twierdził Dedek.

Grą gospodarzy znakomicie kierował Amerykanin Tony Akins, który do zespołu dołączył zaledwie dziesięć dni przed inauguracją ligi. Z dorobkiem 30 punktów był też najskuteczniejszym zawodnikiem Sokołowa Znicza. - Co z tego, że zdobyłem 30 punktów, skoro przegraliśmy? Wolałbym rzucić połowę mniej, a teraz cieszyć się z wygranej - kręcił głową po meczu rozgrywający beniaminka.

Mocną stroną jarosławian okazało się też to, że w zespole nie zaszły przed sezonem zbyt duże zmiany. - Widać, że chłopcy z Jarosławia długo grają w tym samym składzie i są bardzo zgrani - podkreślali po meczu gracze Anwilu.

Trener Stanisław Gierczak już przed spotkaniem zapowiadał, że jego zawodnikom ciężko będzie wygrać walkę na tablicach. Aż sześciu graczy Anwilu, którzy zaprezentowali się w Jarosławiu miało co najmniej 200 cm wzrostu. W zespole Znicza najwyższy jest Maciej Miller (202 cm), ale jego zabrakło nawet w składzie gospodarzy na ten pojedynek.

O dziwo na parkiecie zupełnie nie było widać tej różnicy. Jarosławianie już w pierwszej połowie aż osiem razy zbierali piłkę z atakowanej tablicy (celował w tym zwłaszcza Panamczyk Roberto Gittens). Anwil miał w całym meczu jedną zbiórkę w ataku więcej. - Sam nie wiem, dlaczego moi zawodnicy pozwalali rywalom na tak wiele pod naszym koszem. Muszę na spokojnie obejrzeć kasetę z tego meczu. Wtedy będę mądrzejszy - dziwił się po spotkaniu Dedek. Wysocy gracze Anwilu zdecydowanie lepiej radzili sobie za to na obwodzie, aż cztery razy popisując się celnymi rzutami zza linii 6,25 m.

Trzeba też przyznać, że faworyt z Włocławka nie jest jeszcze w najwyższej formie. - W naszej grze widać małą liczbę sparingów. Popełniliśmy za dużo błędów. Nie może być tak, że rywal 13 razy zbiera piłkę w ataku. Dodatkowo popełniliśmy aż 15 strat. Mamy co poprawiać przed następnym meczem - denerwował się Dedek.

Katem gospodarzy okazał się Andrzej Pluta. Zdobył 35 punktów i miał osiem celnych rzutów za trzy punkty. - Przed meczem wiedzieliśmy, że kluczem do wygranej będzie zneutralizowanie poczynań Pluty. Niestety, nie udało się. Próbowaliśmy różnych rozwiązań, opiekowało się nim w sumie pięciu moich graczy. Najlepiej to wychodziło Tomkowi Przewrockiemu i Tomkowi Fortunie, ale oni z kolei nie istnieli w ataku - analizował trener Gierczak.

Sokołów Znicz Jarosław - Anwil Włocławek 74:81 (24:25, 14:14, 15:18, 21:24)

Znicz: Akins 30 (5), Gittens 12, Łuszczewski 9 (2), Majewski 5, Przewrocki 1 oraz P. Szczotka 12 (1), Sulowski 5 (1), Kowalenko 0, Kordas 0, Fortuna

Anwil: Pluta 35 (8), Bocevski 10 (1), Jahovics 10, Dickel 7 (1), Grudziński 5 (1) oraz Białek 9 (2), Hajrić 3, Otasević 2, Wołoszyn 0, Kurtz 0

Gracz meczu: Andrzej Pluta.