Landis przekroczył normę testosteronu 10 razy

Zwycięzca Tour de France Floyd Landis miał ponaddziesięciokrotnie za dużo testosteronu i na pewno nie był on naturalny. Gwóźdź do trumny, czyli wynik badania próbki B, w sobotę.

Wczorajszy "New York Times" napisał, że stosunek testosteronu do epitestosteronu, który u zwykłych śmiertelników wynosi maksymalnie 2:1, a u zawodowych kolarzy może dochodzić do 4:1 (choć już to jest nienaturalne), u Landisa osiągnął poziom aż 11:1!

Rewelacje dziennika to efekt przecieku z Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI). Jedna z osób, które znają wyniki kontroli próbki A pobranej po 17. etapie TdF, na którym Amerykanin znokautował rywali i odrobił wielominutowa stratę, powiedziała dziennikarzom, że przeprowadzono już dodatkowe badanie, które określa, czy zawyżony testosteron u sportowca był wprowadzony do organizmu z zewnątrz, czy nie. Okazało się, że testosteron u Landisa był syntetyczny. To zaprzecza wersji kolarza, który twierdził, że zawyżony stosunek testosteronu do epitestosteronu jest u niego naturalny, choć jednocześnie nie potrafi wytłumaczyć, czemu nie wykazała tego żadna z pozostałych siedmiu kontroli podczas Wielkiej Pętli.

Zniecierpliwieni szefowie UCI zadzwonili do Międzynarodowej Agencji Antydopingowej (WADA) z pytaniem, czy Landis poprosił już o zbadanie próbki B. Bez jej pozytywnego wyniku nie można nikogo zdyskwalifikować ani ogłosić oficjalnie wyników dodatkowych testów. Okazało się, że mimo szumnych zapowiedzi Amerykanin wciąż się o to nie zwrócił. Zrobił to dopiero w poniedziałek późnym wieczorem.

Wynik badania próbki B ma być w sobotę. Landis zostanie najprawdopodobniej zdyskwalifikowany na dwa lata i straci tytuł triumfatora Tour de France. Nie dostanie też ani centa z pół miliona dolarów nagrody.

Nie wiadomo, jaka będzie dalsza linia obrony Landisa (kilkakrotnie zapowiedział, że liczy się z pozytywnym wynikiem próbki B, ale i tak się odwoła). - Widziałem już sportowców, np. kulturystów, u których stosunek testosteronu do epitestosteronu wynosił 100:1 - wypalił w komentarzu dla "New York Timesa" lekarz Landisa Brent Key. Przyznał jednak, że nie wie, jak wytłumaczyć pozytywny wynik testu na obecność syntetycznego testosteronu.