Pistons wściekli na trenera po porażce z Miami

Miami Heat wygrali 89:78 z Detroit Pistons i brakuje im jednego zwycięstwa do historycznego awansu do finału NBA.

Najlepszym zawodnikiem Heat był ponownie Dwyane Wade, który 12 z 31 punktów zdobył w ostatniej kwarcie. 24-letni rzucający kluczowe akcje wykonał 10 minut przed końcem meczu - najpierw po faulu Antonio McDyessa trafił tyłem do kosza, spadając na parkiet. Wykorzystał osobisty, a chwilę później trafił za trzy punkty z rogu, mimo że miał przed sobą skaczącego Richarda Hamiltona. Miami objęło prowadzenie 70:63 i Detroit nie odrobiło już tej straty.

Pistons, aby awansować do finału, muszą wygrać trzy kolejne mecze, ale atmosfera w zespole jest zła. Zawodnicy anonimowo oskarżają trenera Flipa Saundersa, że za bardzo stawia na atak, podczas gdy Pistons zawsze wygrywali głównie obroną. Na dodatek koszykarze mają pretensje o złe - ich zdaniem - zmiany w trakcie meczu i przypominają, że Saunders nigdy nie awansował do finału NBA. Doświadczeni gracze Pistons z nostalgią wspominają Larry'ego Browna, który doprowadził ich tam dwukrotnie (w 2004 roku zdobył mistrzostwo).

- Ja jestem trenerem i podejmuję decyzje, a zawodnicy powinni je wypełniać - twardo mówi jednak Saunders. I przypomniał, że Pistons najlepiej grają z nożem na gardle - w 2003 roku wygrali serię z Orlando, mimo że przegrywali 1:3. Rok później w półfinale Konferencji wyeliminowali New Jersey Nets, które prowadziło 3:2. Rok temu w finale wschodu Detroit przegrywało z Miami 2:3, ale awansowało do finału. W tym sezonie Pistons byli o krok od odpadnięcia z Cleveland - przegrywali 2:3, ale zwyciężyli w dwóch ostatnich meczach.

Miami Heat - Detroit Pistons 89:78

(stan rywalizacji do czterech zwycięstw - 3:1 dla Miami Heat)

Copyright © Agora SA