Mistrz może się dogadać

Tomasz Adamek w weekend wybiera się do Dona Kinga. Choć polski czempion pozwał niedawno do sądu swojego promotora, do USA leci się dogadać

- King zadzwonił i powiedział, że jest szansa na walkę. No to lecę - mówi Tomasz Adamek. To dość zaskakująca deklaracja "Górala z Gilowic", jeśli weźmie się pod uwagę, że sąd w Nowym Jorku rozpatruje jego wniosek o zerwanie umowy z Kingiem. - Jestem realistą. Takie sprawy ciągną się latami. A ja mam już dość czekania. Możemy się dogadać - tłumaczy bokser.

A owa oferta Kinga to ponoć walka z Glenem Johnsonem. 37-letni Jamajczyk to jeden z czołowych pięściarzy wagi półciężkiej, były mistrz federacji WBO i IBF, pogromca m.in. Clintona Woodsa, Antonio Tarvera czy Roya Jonem Jr. Problem w tym, że teraz ma już tylko pas niewiele znaczącej organizacji IBA, a Polak stawiałby na szalę tytuł prestiżowej WBC. Zresztą sam Adamek nie jest optymistą przed wyjazdem. - Tyle już się nasłuchałem o tym, z kim mam walczyć, że już nie robi to na mnie wrażenia. Zobaczymy, co "Dziadek" zaoferuje - opowiada 29-letni mistrz. Na rozmowy z Kingiem Adamek wybiera się z Ziggym Rozalskim, znanym z "działania cudów" przy załatwianiu walk Andrzejowi Gołocie.

Tym czasem ludzie Kinga ujawnili, że zgodnie z umową Adamek miał mieć organizowane dwa pojedynki, a nie cztery, jak twierdzi obóz Polaka. To ponoć efekt aneksu do umowy, czyli jego szóstej strony, który mówi, że jeśli Polak zostanie mistrzem świata, jego promotor zobowiązany jest do organizowania mu dwóch pojedynków rocznie. - Tylko że ja dokładnie pamiętam, jak podpisywałem pięć stron - broni się Adamek. Polski czempion ostatni raz walczył 15 października ubiegłego roku