Mariusz Wach: Chciałbym tak samo jak Adamek

Chętnie wziąłbym udział w bokserskiej gali w Krakowie. Świetnie by się tu czuł - mówi bokser Mariusz Wach.

Waldemar Kordyl: Jak minęło półtora roku zawodowej kariery na ringu?

Mariusz Wach: To był okres bardzo udany, bo w dziewięciu walkach dziewięć razy wygrywałem. Jestem zadowolony, choć trudno jeszcze mówić o poważnych walkach w mojej karierze. Liczę, że dopiero za półtora roku powalczę o jakiś mistrzowski pas w Europie.

Kibice boksu najbardziej zapamiętali Pana walkę 28 stycznia 2006 r. wygraną z Nigeryjczykiem Adele Olakanye w Atlantic City.

- W USA miałem dwie walki i obie wygrałem. Z Nigeryjczykiem walczyłem przed walką Artura Gattiego w obecności 13 tys. widzów na trybunach. To były niezapomniane chwile.

Tomasz Adamek twierdzi, że podróże za ocean są nieuniknione, bo USA to mekka boksu.

- Tam są najlepsi zawodnicy. Trzeba z nimi trenować, jak najwięcej z nimi przebywać i poznać ich technikę.

W USA są też najlepsi promotorzy...

- ...i największe pieniądze. Najwięksi i najbardziej zagorzali kibice żyją tym na co dzień, przychodzą na treningi i sparingi. A każda gala boksu to prawdziwy show.

Czym się różnią treningi amerykańskich bokserów?

- Tam trwa walka o życie. Kilkunastu zawodników ćwiczy w jednej wadze, a tylko najlepszy z nich zarabia pieniądze. Pozostali są tylko sparingpartnerami.

Jest nadzieja, by październiku w Krakowie zorganizować galę boksu zawodowego z Pana udziałem?

- Kiedyś były prowadzone rozmowy, ale zostały przerwane. Wszystko zależy od mojego promotora Andrzeja Gmitruka i Canal +, który jest sponsorem. Jak się dogadają, to dlaczego nie? Byłoby mi bardzo miło i świetnie bym się czuł.

Dlaczego dotychczasowe gale boksu zawodowego w Polsce były organizowane w małych miasteczkach, a nie, podobnie jak w USA, w dużych aglomeracjach?

- Bo tam jest większe zainteresowanie. W Grodzisku Mazowieckim przyszło więcej kibiców niż w Warszawie. Przychodzą całe rodziny i świetnie kibicują.

W Grodzisku pokonał Pan Ukraińca Olega Bielikowa.

- Pod koniec pierwszej rundy Ukrainiec już leżał na deskach po prawym podbródkowym. Od tego momentu nie miał ochoty walczyć. Wygrana była kwestią jednego ciosu. Sędzia zdecydował się przerwać walkę w drugiej rundzie [pojedynek zakontraktowano na sześć rund po trzy minuty - przyp. red].

Kto byłby dla Pana prawdziwym wyzwaniem?

- Nie wiem. Nie zastanawiałem się nad tym. Kiedyś chciałbym powalczyć z pewnym Francuzem o mistrzostwo Europy.

Do którego z polskich bokserów jest Panu najbliżej?

- Do Tomasza Adamka, z którym czasami ćwiczę w Warszawie, a w USA mieszkałem z nim w jednym pokoju. Podoba mi się jego kariera.

Ile dni spędza w domu rodowity krakowianin?

- Przez cały poprzedni rok byłem może półtora tygodnia. Resztę czasu spędzałem najczęściej w Warszawie, gdzie mieszkam i trenuję.

Ale ma Pan czas, by się spotkać z dziewczyną?

- Na wszystko jest czas. Marta pochodzi z Radomia, ale mieszkamy razem w Warszawie. Powoli się przyzwyczaja, że wybrała sobie sportowca, który cały czas jest albo na treningach, albo w rozjazdach.

Jakie są Pana najbliższe plany?

- Właśnie dzwonili do mnie z Niemiec i jest całkiem prawdopodobne, że pojadę na sparingi z Chrisem Birdem, który 22 maja będzie walczył z Kliczką. A ja mam walczyć 26 maja, ale gdzie i z kim - jeszcze nie wiem.

* Mariusz Wach jest bokserem zawodowym, wychowankiem Hutnika Kraków.