Piłkarze GKS BOT Bełchatów pokonali Pogoń Szczecin

W drużynie gości w podstawowej jedenastce nie było ani jednego Polaka

Pojedynek GKS BOT z Pogonią nazwano małymi derbami województwa łódzkiego. Bełchatów leży bowiem 20 kilometrów od Gutowa Małego, w którym mieszkają piłkarze Pogoni Szczecin

W wyjściowym składzie Pogoni nie było tym razem ani jednego polskiego zawodnika. I choć goście rozpoczęli w ofensywnym ustawieniu tylko z trzema obrońcami, to GKS od początku uzyskał dużą przewagę. Gospodarze w pierwszych piętnastu minutach oddali kilka groźnych strzałów na bramkę Pogoni. M.in. w 9 min, kiedy rajd Łukasza Garguły zatrzymał nieprzepisowo Valdir, a uderzenie z rzutu wolnego Edwarda Cecota z trudem wybronił Boris Pesković. Bramkarz gości mimo porażki, może mówić o udanym spotkaniu, bo zaraz potem stanął na wysokości zadania po kolejnych próbach gospodarzy. Kilka minut po strzale Cecota przed szansą stanął Radosław Matusiak, a później próbował go zaskoczyć Garguła. Za każdym razem Słowak bronił bezbłędnie.

GKS BOT ciągle miał przewagę, ale na gola musiał czekać do 31 minuty. Garguła po raz czwarty dośrodkowywał z rzutu rożnego, do piłki najwyżej wyskoczył Jacek Popek i strzałem głową pokonał wreszcie słowackiego bramkarza.

Piłkarze Pogoni swoje pierwsze uderzenie w stronę bramki gospodarzy oddali dopiero po 23 minutach. Wagner przerzucił piłkę nad Łukaszem Sapelą, ale strzał głową Andradiny wybili sprzed bramki obrońcy GKS.

Przewaga GKS wynikała głównie z tego, że gospodarze zagrali w tym spotkaniu bardzo ambitnie. Agresywnie atakowali rywali na całym boisku oraz szybciej i chętniej biegali. I choć - co przyznał po meczu trener Orest Lenczyk - goście byli lepsi technicznie, w pierwszej części meczu nie istnieli na boisku. Dopiero po wprowadzeniu na boisko Przemysława Kaźmierczaka, ich gra się zmieniła.

Wychowanek ŁKS uporządkował grę w środku boiska, rozdzielał celne podania i kilka razy uruchomił w napadzie Andradinę. Napastnikowi szczecinian nie pomagał jednak chaotyczny Wagner i trudno było gościom dojść do strzeleckiej sytuacji.

Przez dużą część drugiej połowy Pogoń zamknęła gospodarzy na ich połowie, ale jej zawodnicy nie potrafili celnie strzeli na bramkę.

Bełchatowianie dopiero w końcówce wyprowadzili kilka szybkich kontr i jedna z nich zakończyła się golem. Goście wyższą porażkę zawdzięczają Valdirowi. Po szybkim ataku GKS Garguła podał do Matusiaka, ale kopnięta przez niego piłka wolniutko zmierzała w stronę bramki. Niezdecydowany obrońca portowców pogubił się w tej sytuacji i zamiast wybić piłkę - a miał na to sporo czasu - nieatakowany kopnął na róg. Tym razem dośrodkowanie Garguły wykorzystał Matusiak. - Specjalnie ćwiczyliśmy stałe elementy gry, bo wiedzieliśmy, że Pogoń straciła w ten sposób bramkę w Łęcznej - zdradził po spotkaniu strzelec gola.

GKS BOT wygrał trzecie spotkanie z rzędu i znów 2:0. Jeśli w kolejnych spotkaniach, jego piłkarze będą grać tak samo ambitnie, powinni spokojnie utrzymać się w lidze.

Trenerzy o meczu

Bohumil Panik: Gospodarze bardzo wysoko ustawili swoją linię defensywną, przez którą nie potrafiliśmy się przebić. Zabrakło nam też rasowego napastnika, który wykończyłby akcję strzałem. Niestety kontuzjowany jest Ailton, a zastępujący go Wagner nie spisał się najlepiej.

Orest Lenczyk: Trudno gra się przeciwko piłkarzom, którzy umieją grać w piłkę. Gdybyśmy nie wykazali tak dużej woli walki, wynik mógłby być odwrotny. A tak ten bardzo ważny mecz zakończył się dla nas sukcesem.

GKS BOT BEŁCHATÓW - POGOŃ SZCZECIN 1:0 (1:0)

GOLE: Popek (31.), Matusiak (84. obie z dośrodkowań Garguły z rzutu rożnego)

GKS BOT: Sapela - Fonfara, Cecot, Pietrasiak Ż, Popek Ż -Wróbel, Jarzębowski (67. Janković), Kuranty (67. Strąk), Garguła - Dziedzic, Matusiak

POGOŃ: Pesković - Valdir Ż, Batata II Ż, Matheus - Fabinho (38. Mineiro Ż), Junior, Cleison Ż, Amaral (45. Kaźmierczak), Anderson Ż (55. Matlak) - Wagner, Andradinao

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.