Obok muru: to idzie starość

Piłkarz jest jak modelka - 30. urodziny to dla przedstawicieli obu zawodów granica magiczna. Po jej przekroczeniu teoretycznie rozpoczyna się schyłek kariery. Piękne panie coraz rzadziej pojawiają się na wybiegu, futboliści też głównie siedzą na ławkach rezerwowych. Ale i tu, i tu od reguły są wyjątki, a przechodzenie w stan spoczynku odsuwa się w czasie.

35-letni i starsi futboliści są jak starzy fachowcy, którzy mają tak wielkie umiejętności, że aż żal, by rozstawali się z pracą. Ich doświadczenie wciąż jest większe niż świeże nauki młodych, a pomoc, jak się okazuje, niezbędna. Tylko w ostatniej kolejce bardzo ważne gole strzelali Dariusz Dźwigała (właśnie skończył 37 lat, Polonia) i Dariusz Gęsior (37. urodziny będzie miał w październiku, Groclin). I to wcale niejedyni w naszej lidze zawodnicy w wieku poprodukcyjnym, ale z niezwykle mocnymi pozycjami w swoich zespołach. Pierwsze skrzypce grają też przecież Igor Gołaszewski w Polonii (skończone 38 lat!), Jacek Dembiński (rocznik 1969) w Amice czy Krzysztof Bukalski (Górnik Zabrze) i Tomasz Sokołowski I (Górnik Łęczna) - obaj z pokolenia 70. Nie mówiąc już o bramkarzach - choćby 38-letnim niemal Piotrze Lechu z Bełchatowa czy Jarosławie Krupskim, który w lipcu zdmuchnie 37 świeczek na urodzinowym torcie, a tej wiosny... wrócił do przygody z pierwszoligową piłką.

Przesuwanie wieku emerytalnego nie jest jednak wyłącznie pozytywnym zjawiskiem. Bo futbol to jedna z niewielu dziedzin, w której rządzą rzeczywiście najlepsi. Nie ci, którzy najgłośniej mówią lub najwięcej obiecują. Tu musisz w końcu wyjść na boisko i udowodnić swoją wartość w boju. Jeśli więc warunki dyktują w polskiej piłce nestorzy, znaczy to również, że nasza młodzież zostaje w tyle. Czyli jest niedouczona, niedotrenowana, niezdolna zastąpić zmurszałych wyjadaczy. Co globalnie przekłada się na ubożejącą wartość całej dyscypliny, a więc w dalszej perspektywie niższą siłę reprezentacji - było nie było wizytówki kraju. To, co w tym przypadku dobre dla samego zawodnika i jego klubu, na dłuższą metę dla futbolu już korzystne nie jest. Zyski są wyłącznie prywatne, wręcz blokują rozwój.

Owszem, w Europie czas trwania piłkarskich karier też się w ostatnich latach wydłużył, zwłaszcza we Włoszech, gdzie jeśli nie masz 30 lat, nie jesteś jeszcze prawdziwym piłkarzem. Ale na przykład w Realu Madryt 30-letnich i niewiele starszych galacticos (Ronaldo, Beckham, Zidane, Roberto Carlos) już właściwie spisano na straty, uznając - zupełnie zresztą słusznie - że nie można grać w nieskończoność tylko dlatego, że kiedyś było się w tym mistrzem.

I już doprawdy nie wiadomo - czy cieszyć się, czy wprost przeciwnie, że rośnie w Polsce następna generacja dziadków, których gwiazdy - jeżeli wierzyć w przeznaczenie - w najwyższym punkcie futbolowego nieba znajdą się dopiero za kilka lat. W poczekalni dla niezastąpionych - wszak statusu oldboja nabywa się dopiero po przekroczeniu 35 lat życia - czekają już Cezary Kucharski, Jan Woś, Andrzej Kubica, Marek Citko... W komplecie dobrze po trzydziestce, ale przecież wszystko jeszcze przed nimi. Tylko co w takim razie przed polską piłką?