Wójcicka: medale będą w Vancouver

Panczenistka Katarzyna Wójcicka tym razem nie pobiła rekordu Polski i na 1500 m zajęła 11. miejsce. Mistrzynią olimpijską została Kanadyjka Cindy Klassen. - Walka o medale za cztery lata - zapowiada Polka

Do wczoraj Wójcicka w każdym kolejnym występie w turyńskiej hali Oval Ligotto poprawiała rekordy życiowe. Tak było na 3000 i 1000 m, gdzie zajęła kolejno 10. i 8. miejsce. Wydawało się, że na swoim ulubionym dystansie też zajmie wysoką lokatę.

Po przejechaniu 17 panczenistek Polka prowadziła. Gdy schodziła z toru żegnały ją potężne brawa kilku tysięcy kibiców, głównie poprzebieranych na pomarańczowo Holendrów i polskich dziennikarzy, którzy niczym na Małyszu stawili się wczoraj niemal w komplecie.

Wójcicka pewnie wygrała swój bieg z Japonką Eriko Ishino i aż o 0,49 s wyprzedziła prowadzącą wówczas Holenderkę Marianne Timmer (czas Polki to 1,59.96). - To bardzo dobry wynik, po raz drugi udało mi się na europejskim torze [wolnym, najszybsze są w USA i Kanadzie - red.] zejść poniżej dwóch minut, no i pokonałam Timmer, mistrzynię olimpijską sprzed dwóch dni na 1000 m - komentowała Wójcicka chilę później. - Holenderce wyraźnie nie wyszedł start, na pewno nie spodziewała się, że przegra z Polką.

Wójcicka bardzo szybko pojechała w drugiej części dystansu, na ostatnich metrach odrobiła do Timmer ponad sekundę, co wprawiło w osłupienie niejednego "pomarańczowego" fana. Szybko okazało się jednak, że zawodniczki, które startowały w drugiej grupie są nie tylko teoretycznie mocniejsze od Polki.

Złoto zdobyła rekordzistka świata Kanadyjka Cindy Klassen, srebro dla jej rodaczki Kristiny Groves, a brąz dla Holenderki Ireen Wust. Wielką przegraną była broniąca tytułu z Salt Lake City Niemka Anni Friesinger, która znalazła się tuż za podium. Wójcicka ostatecznie była 11.

- Mogło być trochę lepiej, może gdybym miała w parze silniejszą od Japonki rywalkę, to dałoby się pojechać ciut szybciej - zastanawiała się Polka. - Na następnych igrzyskach będzie lepiej, skończe wtedy 30 lat, a to wiek w sam raz na medale. Zawodniczki, które wygrywają teraz, mają właśnie tyle - dodała Wójcicka. Polka przyznała jednak, że medal mógł już być na tych igrzyskach w kobiecej sztafecie: - Było o niego naprawdę łatwo, ja z Rosjankami, które wywalczyły brąz, regularnie wygrywam. Wystarczyłoby mieć w Polsce jeszcze dwie zawodniczki na średnim pozimie. Szkoda. Ludzie zarządzający naszym sportem jakoś chyba nie pomyśleli.