Bez Haszka Czechów nie ma

W dwóch poprzednich meczach Kanadyjczycy nie strzelili gola, co na igrzyskach nie przydarzyło im się od ponad 20 lat. Z Czechami potrzebowali jednej tercji, by strzelić trzy i nie oddać prowadzenia do końca. Pokonali mistrzów olimpijskich z Nagano 3:2

Prawdziwa walka i hokej na najwyższym światowym poziomie zaczynają się jednak od ćwierćfinałów. Wtedy nie będzie kalkulowania i - prawdopodobnie - wpadek faworytów. Kanadyjczycy i Czesi, choć mieli awans zapewniony, zagrali we wtorek na całego. Przegrany spadał na czwarte miejsce i w ćwierćfinale trafiał na zwycięzcę grupy B czyli Słowację.

Czesi zagrali w pierwszej tercji z Kanadą nonszalancko i beztrosko. Jakby kompletnie nie przejmowali się tym, że mogą trafić na Słowaków. I nic dziwnego, bo sąsiedzi mają ich potworny kompleks. Po rozpadzie Czechosłowacji to Słowacy musieli przebijać się do elity z III dywizji światowej. Od tamtej pory przegrywają z Czechami regularnie, ale teraz ewentualne spotkanie tych zespołów wreszcie mogłoby przynieść inny rezultat niż zawsze.

W meczu z Kanadyjczykami widać było brak Dominika Haszka. Jeden z najlepszych bramkarzy w historii hokeja doznał kontuzji w 10. min pierwszego meczu z Niemcami i wrócił do Kanady (gra w Ottawa Senators). Tomasz Vokoun puścił trzy gole i na drugą tercję nie wyszedł. Jego zmiennik Milan Hniliczka bronił o niebo lepiej. Ten hokeista w 1999 roku w drodze do NHL (podpisał kontrakt z NY Rangers) zatrzymał się w Nowym Targu. Za 10 tys. dol. bronił - w barwach SMS Warszawa - w trzech meczach barażowych o awans do polskiej ekstraklasy. Puścił jednak cztery gole w meczu z Cracovią i to "Pasy" świętowały awans. We wtorek nie puścił żadnego, ale jego koledzy nie doprowadzili do remisu - fantastycznie bronił Martin Brodeur (choć winę za utratę drugiej bramki ponosi). Czesi przegrali już trzeci mecz na igrzyskach (poprzednio z Finlandią 2:4 i Szwajcarią 2:3).

Kanadyjczycy z meczu na mecz będą grać coraz lepiej. Z pasją, większym zaangażowaniem i do upadłego. Z najlepszych brakuje im właściwie tylko znakomitego napastnika Paula Kariyi. W meczach o "być albo nie być" będą faworytami do obrony tytułu z Salt Lake City.