A jednak! To istnieje. PiS i KO mogą usiąść razem

Jeden profesor dziwi się, że Polacy tak się przejęli śmiercią Mateusza Sitka. Inny, wyśmiewa, że rodacy kibicują Idze Świątek. Co jest w nas nie tak, że nawet wykształcone głowy nie potrafią zrozumieć, że wspólnota narodowa to jednak coś, co realnie istnieje? - zastanawia się Michał Kiedrowski ze Sport.pl.

"Wśród ofiar nie było Polaków". To jest nasze ulubione, patriotyczne zdanie. A teraz jest - 21-letni żołnierz, dźgnięty nożem przez bandziora. To jest fakt, którego nic nie odkupi. Ale to nie jest fakt, który wszystko usprawiedliwia. Na tej granicy było wiele śmierci. I dowodem na upadek moralności i chrześcijaństwa, którym tak wielu wyciera sobie twarze, jest to, że śmierć polska waży dla was milion razy więcej niż śmierć obca – tak zaczął swój długi wpis na portalu X Marcin Matczak, znany profesor prawa, który często zabiera głos w sprawach społecznych i politycznych. Jego słowa dotyczyły śmierci Mateusza Sitka, który zginął od ran zadanych przez mężczyznę próbującego sforsować mur na granicy polsko-białoruskiej.

Zobacz wideo

Wpis wzbudził mnóstwo reakcji, ale ja chciałbym skupić się tylko na jego początku. Kto chce przeczytać całość, może rozwinąć tweet zamieszczony poniżej. 

Iga Świątek wygrała. "Co się tak cieszycie"

Według mnie nasze ulubione patriotyczne zadanie nie brzmi "wśród ofiar nie było Polaków", tylko "wygrał Polak" lub "wygrała Polka". To się dużo lepiej klika niż brak polskich ofiar.

Ale z tym z kolei miał problem inny komentator polskiego życia społeczno-politycznego: Marek Migalski. Niemal równo dwa lata temu po drugim zwycięstwie Igi Świątek w Roland Garros napisał: "Co się tak cieszycie ze zwycięstw Igi? Co macie z nią wspólnego? Tyle, co wszystkie 21-latki na świecie. Albo praworęczni w Afryce. Nic wam nie zawdzięcza i nic ją z wami nie łączy. Poza tym, że mówicie podobnym językiem (zresztą ona lepiej nim włada, niż większość z was)". 

To, co łączy oba te wpisy, to fakt kwestionowania tego, że Polacy mają prawo traktować członka swojej wspólnoty narodowej jako kogoś, z kim warto wspólnie cierpieć lub wspólnie się radować. Dodałbym jeszcze: i za którego trzeba się wstydzić. Jak choćby za tego naszego rodaka, który zaatakował po pijanemu premierkę Danii. Wszystkie polskie portale w tytułach swoich newsów poinformowały, że napastnikiem w piątek wieczorem na placu Kultorvet w centrum Kopenhagi był właśnie Polak, bynajmniej nie po to, byśmy czuli z tego powodu dumę. Zresztą na polu wstydu głębokie, choć chyba nieuświadomione poczucie przynależności do wspólnoty narodowej okazują szczególnie ci, którzy deklarują, że za granicą nie chcą do polskości się przyznawać. Oczywiście z powodu zachowania nieokrzesanych lub klaszczących w samolocie po wylądowaniu rodaków. Przecież gdyby nie czuli łączności z nimi, to by się ich nie wstydzili. 

A jednak! Identyfikacja narodowa istnieje

I rację ma były eurodeputowany, że pojęcie wspólnoty narodowej jest w sumie dość świeżym pojęciem i powstało raptem 200-300 lat temu. Można się nawet zgodzić z autorem książki "Naród urojony", że naród jest tworem sztucznym. Tyle tylko, że tak samo sztuczne są język, pismo czy właściwie cała ludzka cywilizacja w swoim materialnych i niematerialnych wytworach. Jak napiszę o kimś, że ma "czułe serce", to każdy zrozumie, o co mi chodzi, choć z punktu widzenia anatomii to jest głupie. Serce przecież tylko pompuje krew. Jednak w naszej kulturze umówiliśmy się, żeby jeden z najważniejszych z organów ciała został naszym symbolem uczuć. 

Nieważne więc sztuczne czy nie, ale poczucie wspólnoty narodowej istnieje. I to nie tylko w Polsce, ale praktycznie w każdym państwie. I sam Migalski to przyznał w późniejszej rozmowie z Markiem Wawrzynowskim z "Przeglądu Sportowego": - Identyfikacje narodowe na całym świecie są dominujące. Żyjemy w świecie narodów - mówił.

Możemy więc odetchnąć z ulgą i cieszyć się sukcesami Igi Świątek, bo mówi tym samym językiem, chodziła do tej samej szkoły, czytała te same lektury i wie, że "Słowacki wielkim poetą był". Z drugiej strony więc nie ma też nic dziwnego w tym, że śmierć Mateusza Sitka dotyka nas osobiście jako tego, który w obronie tej wspólnoty poległ. 

Sport jest narodotwórczy

Sport - w czasach geopolitycznych kryzysów może jeszcze armia - w budowaniu poczucia wspólnoty gra ogromną rolę. Migalski mówi nawet, że sport jest "narodotwórczy". I dowodów na to jest sporo. Piłkarska reprezentacja Belgii jest jedną z niewielu rzeczy, które jeszcze łączy Flamandów i Walonów w jednym państwie. Tak samo jest z reprezentacją Indii w krykiecie, której kibicuje cały kraj silnie podzielony pod względem religijnym i kastowym. W Papui-Nowej Gwinei rząd postanowił, że rugby będzie jednym z elementów jednoczących kraj, którego ludność mówi 800 językami. Dla Irlandczyków ich wersja futbolu i hurlingu stała się elementem tożsamości narodowej, która odróżniała ich od angielskich zaborców. 

U nas ostatnio na konferencji prasowej przed meczem z Ukrainą w nutę jedności narodowej i współodczuwania uderzył selekcjoner Michał Probierz. - Wielu zawodników jest hejtowanych i krytykowanych. Dlatego prosiłbym bardzo o wsparcie. Oni jednak mimo wszystko są częścią naszego narodu, który będziemy reprezentować i fajnie, że dzisiaj możemy na ten temat rozmawiać i że na to Euro awansowaliśmy sprawiedliwie. Jako cały naród zróbmy wszystko, żeby wesprzeć tych zawodników, bo oni są kluczowi. My jako trenerzy możemy im tylko pomóc - powiedział z widocznym przejęciem. 

Probierz wie, że w trudnych chwilach wspólnota jest potrzebna. Jej wsparcie nadaje sens wysiłkom. I warto to chociaż w sporcie chronić. Nie zakładać koszulki "Nie kibicowałem Idze Świątek", by pokazać, że uczucia reszty wspólnoty mam w głębokim poważaniu. Wystarczy, że nad niszczeniem tego, co wspólne skutecznie pracują politycy i ich wyznawcy. Niech chociaż sport pozostanie miejscem, gdzie obok siebie na trybunach mogą zasiąść najtwardsze elektoraty każdej partii w Polsce.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.