Wygrana BOT Skry z Jokerem Piła

Beniaminek zagrał w Bełchatowie całkiem nieźle, ale nie zdołał nawiązać walki z mistrzem Polski

Poprzednie spotkanie BOT Skry z Jokerem było generalnym sprawdzianem przed pierwszym spotkaniem z Lokomotiwem Biełgorod. I bełchatowianie wygrali, choć w Pile nie zachwycili. Teraz grali na luzie, widowiskowo i skutecznie, co może być dobrym prognostykiem przed rewanżem z mistrzem Rosji, który odbędzie się w środę.

Po niespodziewanej porażce Jastrzębskiego Węgla z Resovią byli i tacy, którzy spodziewali się, że pierwsza kolejka rundy rewanżowej może potoczyć się sensacyjnie. Tym bardziej, że chwilę po rozpoczęciu gry w Bełchatowie spiker podał wynik z Olsztyna, gdzie PZU AZS po dwóch setach tylko remisował z Gwardią Wrocław. Jednak BOT Skra nie dała szans beniaminkowi. - Dziękuję przeciwnikom, że postawili nam trudne warunki. Nawet przegrywając czterema czy pięcioma punktami potrafili odrobić straty - komplementował Jokera Ireneusz Mazur, szkoleniowiec mistrza Polski.

Drużyna z Piły nie powinna wstydzić się swojego występu, choć już po kilku piłkach widać było, że gospodarzom nie może stać się nic złego. Zaskoczeniem była obecność w podstawowej szóstce Witalija Kiktiewa, który zastąpił Michała Winiarskiego. Ten drugi narzekał na uraz kciuka, ale głównym powodem nieobecności był odpoczynek. - Taka okazje długo się nie powtórzy - tłumaczył Mazur. Jego podopieczni prowadzili od początku gry, a w głównej roli wystąpił Kiktiew, bardzo dobry w ataku. Dopiero pod koniec seta pilanie dwukrotnie zablokowali Ukraińca, lecz ten nie zraził się. W sumie zdobył 17 punktów, co przy trzysetowym spotkaniu jest bardzo dobrym wyczynem.

W Jokerze zadebiutowali pozyskani w tym tygodniu 39-letni Jarosław Wojczuk i starszy z braci Maciejewiczów - Radosław. Ten pierwszy dość pewnie grał na przyjęciu (pod warunkiem, że nie serwował akurat Mariusz Wlazły), ale po drugim secie został zmieniony. - Jest nieprzygotowany do rozgrywek, bo podobno nie miał gdzie trenować. Tak nie postępuje zawodowiec - mówił o Wojczuku Dariusz Luks, trener gości. W jego zespole najlepsi byli młodzi gracze - skuteczny w ataku i przyjęciu zagrywki Michał Lach, a także Wojciech Winnik, zastępujący na pozycji atakującego Marcin Owczarskiego. - Mogli przekonać się, że w Skrze też grają normalni ludzie - podkreślał Luks. Skarżył się też, że po odejściu dwóch skrzydłowych - Szulca i Valastka - musi od nowa budować drużynę. - Nie możemy marzyć o korzystnym wyniku, jeśli w pierwszym secie popełniamy dziewięć błędów, a przeciwnik cztery - dodał.

W bełchatowskiej drużynie występują normalni ludzie, ale w siatkówkę umieją grać lepiej niż ich rywale. W ataku obok Kiktiewa brylował Mariusz Wlazły, który na dodatek nękał zawodników z Piły bardzo mocną zagrywką. Na swoim normalnym poziomie spisywał się Krzysztof Stelmach, a obaj środkowi znacznie lepiej radzili sobie w bloku niż ataku. Inna sprawa, że rzadko byli wykorzystywani.

Ciekawostką spotkania był występ aż trzech braci: Stelmachów w BOT Skrze, Lachów w Jokerze i Maciejewiczów po przeciwnych stronach siatki. Tę rywalizację też wyraźnie wygrali bełchatowianie.

BOT Skra - Joker Piła 3:0 (21, 18, 20)

BOT Skra: A. Stelmach, Wnuk, K. Stelmach, Wlazły, Szczerbaniuk, Kiktiew, Ignaczak (libero), P. Maciejewicz, Dobrowolski, Chadała.

Joker: Gerymski, P. Lach, Wojczuk, Owczarski, Chwastyniak, M. Lach, Kowalski (libero), Nowik, Kaźmierski, Jurkojć, Winnik, R. Maciejewicz.