Papierowy zakaz stadionowy

Bandyci w klubowych szalikach są bezkarni. Orzekany przez sądy zakaz wstępu na stadiony jest nic niewartym świstkiem papieru.

W Polsce zakaz wstępu na imprezy sportowe ma 605 chuliganów. Tylko w Trójmieście jest blisko stu chodzących na mecze Arki Gdynia i Lechii Gdańsk. Część z nich dwa lata temu brała udział w "ustawce" (slangowe określenie umówionej bijatyki) po meczu we Wrocławiu. Tam jeden z szalikowców Wisły Kraków śmiertelnie dźgnął nożem gdynianina, za co został skazany na dziesięć lat więzienia.

Podczas bitwy we Wrocławiu policja zatrzymała ponad 200 kiboli - większość poza grzywnami dostała kilkuletnie zakazy stadionowe. Bandyci niewiele sobie z tego robią, większość z nich można zobaczyć nie tylko na trybunach, ale i podczas zadym po meczach. Powodem są dziury w przepisach - sąd orzeka zakaz, ale nie sposób go wyegzekwować.

- Objęty zakazem chuligan podczas meczu powinien zgłosić się do nas - mówi Gabriela Sikora, rzecznik pomorskiej policji. - Wysyłamy wezwania na komendy, ale na niewiele to się zdaje. Na nasze "zaproszenia" przychodzą wyjątki. Rodzi się tu też drugi problem - co z nimi robić, kiedy przyjdą? Pogadanki edukacyjne i filmy o bezpieczeństwie wzbudzają tylko rozbawienie. Powinno się znaleźć inne rozwiązanie.

Skazani bandyci policyjne wezwania na posterunki mają w nosie, bo dokładnie wiedzą, że nic im nie grozi. Za lekceważenie prawa nie mogą dostać nawet grzywny, bo nie są w wzywani np. w charakterze świadków.

Podobnie jak w Trójmieście sytuacja wygląda w Poznaniu. Tam zakazem objęto 58 chuliganów, którzy nadal chodzą na stadion Lecha.

- U nas zakaz w ogóle nie zdaje egzaminu - mówi oficer z komendy wojewódzkiej. - Taki przepis respektuje się jedynie w małych miejscowościach. Przykładowo w podpoznańskim Gostyniu zakazem objęto kilka osób. Ci zgłaszają się na miejscowy posterunek, ale tam wszyscy się znają.

Dariusz Nowak, rzecznik małopolskiej policji: - My mieliśmy przypadki, że człowiek w dniu meczu zgłasza się na komendę i mówi: "Już jestem. Stawiłem się i mogę iść. Zatrzymać mnie nie możecie". I idzie na stadion. Co mamy zrobić? Delikwent zgodnie z nakazem sądowym przyszedł na komendę i faktycznie nie możemy go zatrzymać.

W Krakowie zakazem stadionowym objętych jest aż 120 chuliganów. Też nie stawiają się na wezwania do komend. Krakowska policja wysłała więc zapytanie do tamtejszego sądu apelacyjnego, czy może stosować art. 244 kodeksu karnego (chodzi o nakładanie kary za nierespektowanie nakazu sądowego). Sąd odpisał, że "nie jest uprawniony, by rozstrzygać takie kwestie". Kraków radzi sobie więc inaczej: kibice Wisły muszą mieć identyfikatory, by kupić bilet na mecz. Jednak identyfikatory niewiele są warte, bo nie mają zdjęć.

Rzecznik Wisły Jerzy Jurczyński przyznaje, że system jest ułomny. - Nie ma pewności, że osoba kupująca bilet to nie chuligan objęty zakazem, który przyszedł z cudzym identyfikatorem - tłumaczy. - Wiosną zamierzamy wprowadzić imienne karty chipowe, to wykluczy chuliganów skazanych przez sądy.

Trzeba całej machiny, by zlikwidować chuligaństwo stadionowe - wtóruje Jacek Milewski, prezes Arki Gdynia. - W Anglii zlikwidowano, ale tam są specjalne posterunki i specjalni oficerowie policji, którzy zajmują się tylko piłkarskimi bandytami. Wprowadzono też surowe kary. Za samo wbiegnięcie na murawę chuligan płaci tysiąc funtów.

Dla Gazety

Wiesław Wieczorek

przewodniczący wydziału bezpieczeństwa PZPN

Problemu z chuliganami się nie rozwiąże, dopóki nie będzie nieuchronności kary. Osoba skazana powinna mieć świadomość, że nawet po kilku miesiącach ktoś zapuka do jej drzwi i powie: "chłopie, narozrabiałeś i teraz musisz za to zapłacić". W Polsce wygląda tak, że karzemy dla statystki, a rzeczywistej kary nie ma. Dopóki się to nie zmieni, trudno liczyć na respektowanie orzeczeń sądów.

Janusz Wójcik

przewodniczący sejmowej Komisji Kultury Fizycznej i Sportu

Na pewno zamierzamy coś zrobić. Nie może być tak, że zakaz stadionowy funkcjonuje tylko na papierze, a bandyci w szalikach czują się bezkarni. Teraz mamy na głowie budżet, ale zaraz gdy sytuacja się uspokoi, porozmawiam z ministrem na ten temat. Postaram się też postawić sprawę "martwego" zakazu stadionowego na naszej komisji. Chciałbym wpłynąć na poprawę bezpieczeństwa na stadionach piłkarskich, a pomysłem może też być zaostrzenie kar dla stadionowych chuliganów.

not. krzy

Wyspiarze dali radę

Anglicy po latach przykrych doświadczeń, poradzili sobie z bandytami na stadionach. Na Wyspach każdy kibic musi mieć imienny identyfikator ze zdjęciem, który ma też numer miejsca na trybunach. Jeśli zapada wyrok sądowy, to klub zabiera mu identyfikator. Taki fan nie ma już wstępu na żaden stadion piłkarski.

Zlikwidowano też płoty wokół muraw. Kibice pilnują się sami, bo wejście na boisko w trakcie meczu jest przestępstwem i słono kosztuje.

Stadiony i ich najbliższa okolica są objęte monitoringiem. Do walki ze chuliganami Scotland Yard stworzył specjalny wydział Football Unit, w którym pracują funkcjonariusze zajmujący się wyłącznie rozpracowywaniem przestępczości na stadionach. Agenci osobiści znają chuliganów. Prowodyrów awantur potrafią wychwycić w tłumie, bo chodzą na stadiony.