Kapka wyleciał z Wisły

Zdzisław Kapka od w środy nie pełni już funkcji prezesa Wisły SSA. Zastąpił go dotychczasowy przewodniczący rady nadzorczej sportowej spółki Andrzej Baś.

Głównym zarzutem wobec Kapki było popieranie menedżera Adama Mandziary i firmy Avancesport, która domaga się od Wisły SSA wypłaty 640 tys. zł za rzekome usługi, m.in. przeprowadzenie transferu Macieja Żurawskiego i Jakuba Błaszczykowskiego. Sprawę opisaliśmy w "Gazecie" w poniedziałek. Choć Wisła oficjalnie zaprzeczała, by korzystała z pomocy Mandziary przy obu transakcjach, Kapka był innego zdania. W trakcie przygotowywania artykułu powiedział nam: - Avancesport dawał sygnał Wiśle o Błaszczykowskim dużo wcześniej, niż on się pojawił w Krakowie. Co do transferu Żurawskiego, to w Szkocji byliśmy z "Żurawiem" i przedstawicielami Avancesportu - powiedział nam w niedzielę po meczu Wisła - Amica Wronki, po czym odesłał nas do rzecznika. Jerzy Jurczyński oświadczył: - Adam Mandziara na rozmowy do Glasgow w sprawie transferu Macieja Żurawskiego został zaproszony prywatnie przez Zdzisława Kapkę i nie był oficjalnym przedstawicielem klubu.

W niedzielę o godz. 23.20, gdy numer "Gazety" był już w druku, Zdzisław Kapka niespodziewanie zatelefonował do redakcji. - Wie pan, że ja nie lubię mówić czegoś bez sprawdzenia. Zrobiłem to i okazuje się, że Adamowi Mandziarze nie należą się pieniądze za transfer Maćka Żurawskiego - oświadczył.

Ta zmiana stanowiska nie uratowała jednak po. prezesa przed dymisją. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie w środę po południu, Zdzisław Kapka został odwołany, a na jego następcę wyznaczono 38-letniego finansistę Andrzeja Basia. W opinii osób związanych z "Białą Gwiazdą" to człowiek uczciwy, fachowy i przywiązany do klubowych barw. Od kilkunastu lat jest kibicem Wisły i stałym bywalcem stadionu przy ul. Reymonta.

Wprowadzenie Basia na stanowisko szefa zarządu to wyraźny sygnał, że stery w sportowej spółce zaczyna przejmować młodsze pokolenie. Niespełna rok temu przy Reymonta pojawił się początkujący w branży menedżerskiej Grzegorz Mielcarski, który do dzisiaj z powodzeniem pełni funkcję dyrektora sportowego klubu. Po dwóch miesiącach pracy sprowadził z IV ligi 19-letniego pomocnika Jakuba Błaszczykowskiego, który uchodzi za największe odkrycie Wisły ostatnich lat.

Andrzej Baś to były dyrektor krakowskiego Urzędu Kontroli Skarbowej. W Tele-Fonice - spółce matce Wisły SSA - pojawił się niespełna rok temu. Pracował w dziale audytu wewnętrznego. Kontrolował finanse klubu i grupy Tele-Fonika Kable SA. Miesiąc temu Baś został przewodniczącym rady nadzorczej Wisły SSA.

Wczoraj wieczorem ok. 20.30 Zdzisław Kapka pojawił się w klubie i spakował swoje rzeczy.

Z Wisłą jestem od dziecka - rozmowa z Andrzejem Basiem

Michał Białoński: Został Pan nowym prezesem Wisły. Gratulacje!

Andrzej Baś: Bez przesady, to tylko oddelegowanie na stanowisko prezesa.

Podobno kibicuje Pan Wiśle od lat?

- Od dziecka. Pierwszy mecz, który obejrzałem na żywo na stadionie przy ul. Reymonta, to pucharowy pojedynek Wisła - RWD Molenbeek w 1976 roku. Miałem wtedy dziewięć lat. Moje związki z Wisłę były silne również dzięki temu, że mój brat Bogusław uprawiał w tym klubie biegi przez płotki.

Uprawiał Pan jakiś sport?

- Dziesięciobój w WKS Wawel. Postawiłem jednak na naukę. W 1993 roku ukończyłem ekonomikę nieruchomości i inwestycji na Akademii Ekonomicznej w Krakowie.

Od tamtej pory pracował Pan w zawodzie?

- Tak, najpierw Urzędzie Kontroli Skarbowej, gdzie byłem inspektorem, a następnie dyrektorem. Później, po reorganizacji w małopolskim UKS-ie, pełniłem funkcję kierownika referatu podatku dochodowego.

Kiedy dokładnie przeszedł Pan do Tele-Foniki?

- 14 lutego 2005 r. W październiku 2004 r. skończyłem dodatkowe studia podyplomowe audytu wewnętrznego, również na AE. To się przydało. Do Tele-Foniki przyszedłem na stanowisko wicekierownika audytu wewnętrznego.

Praca w prywatnej firmie jest trudniejsza niż w państwowej instytucji?

- Inna. I tu, i tu było dużo obowiązków. Nawet w UKS-ie zdarzało mi się wychodzenie z biura po dziewiętnastej. Długi dzień pracy to dla mnie nie pierwszyzna.

Szybko Pan awansuje. Wydaje się, że prezes Cupiał pokłada w Panu spore nadzieje.

- Oddelegowanie mnie na stanowisko prezesa Wisły traktuję jak dowód zaufania od szefa. Przecież jeszcze w lutym się nie znaliśmy.

Przejmuje Pan władzę w spółce w ciężkim momencie - drużyna gra słabiej, trwają poszukiwania nowego trenera.

- Mamy w Wiśle bardzo gorący okres, który wpłynie na najbliższą przyszłość klubu. Dlatego w najbliższych dniach przeprowadzę się na Reymonta.