Wiśle Kraków potrzebny uzdrowiciel

W Wiśle dzieje się źle. Jerzy Engel stawia piwo dziennikarzom, zaprasza na treningi kabaret, tymczasem jego drużyna grzęźnie w ligowej szarzyźnie.

Doszło do tego, że kibice mistrza Polski drżą przed meczem z beniaminkiem Kolporterem/Koroną

Bez Macieja Żurawskiego Wisła Engela odpadła z walki o Ligę Mistrzów. Bez Tomasza Frankowskiego nie weszła do fazy grupowej Pucharu UEFA, a w niedzielę poniosła w Lubinie pierwszą ligową porażkę w sezonie. Trener już dawno zostałby zwolniony, gdyby tylko miał go kto zastąpić. Engel raczej wie, że jego los jest przesądzony, dlatego w pracy nie walczy jak o życie.

Gdy właściciel Wisły Bogusław Cupiał postanowił zatrudnić byłego selekcjonera nie liczył na jego długofalową pracę w Krakowie. Miał jednak nadzieję, że chwyty motywacyjne Engela poskutkują. Że zdoła wycisnąć z piłkarzy wszystko i awansować do Ligi Mistrzów. Niewiele brakowało, żeby mu się udało. Wisła pokonała przecież Panathinaikos 3:1. W rewanżu jednak koncepcja "futbolu na tak" po raz kolejny rozstrzaskała się o brutalną rzeczywistość, która na początku XXI wieku sprowadza się do jednego: "chcesz grać miło dla oka, najpierw nauczyć się nie tracić bramek".

Od klęski w Atenach mistrzowie Polski powoli, lecz stale staczają się. Okazali się za słabi na Vitorię (16. miejsce w Portugalii) w Pucharze UEFA, cudem wygrali z Wisłą Płock (po kontrowersyjnym karnym), a teraz przegrali w Lubinie z Zagłębiem, który nie jest w stanie dorównać potencjałem kadrowym nawet mocno przetrzebionej Wiśle.

Ryba psuje się od głowy. Nie ma silnego prezesa, który byłby w stanie znaleźć nowego szkoleniowca i zaprowadzić w klubie dyscyplinę. Piłkarze łapią kartki za pyskówki z sędziami (w Lubinie dwie z siedmiu kartek). Skrzydłowym nie chce się realizować zadań defensywnych. Tak w starciu z Zagłębiem Wisła straciła drugiego gola. Po zdobyciu kontaktowej bramki wiślacy mieli 25 minut na wyrównanie i nie byli w stanie przeprowadzić ani jednej składnej akcji.

Bo gra w ofensywie też kuleje. Obecny schemat konstruowania akcji nie działa. Nie ma już śladu po Wiśle z rozmachem atakującej skrzydłami. Dominuje taktyka, która przyniosła Polsce klęskę na mundialu w Korei. Prostopadłe podania do wracających z pola karnego napastników, którzy zgrywają piłkę do wbiegających kolegów, a ci strzelają w pełnym biegu. Jak się uda, padnie bramka. Najczęściej się nie udaje. Engel powtarza o konieczności ściągnięcia lepszych skrzydłowych, jakby nie widział, że pod jego wodzą piłkarze grają coraz gorzej. Paweł Brożek błyszczał tylko na poczatku sezonu, Marek Zieńczuk jeszcze niedawno był powoływany do reprezentacji Polski, a Jean Paulista miał być odkryciem rundy jesiennej.

Obserwując Engela można odnieść wrażenie, że bardziej interesuje go obecność w mediach niż wytężona praca w klubie. Gdy najgroźniejsi konkurenci do mistrzostwa Polski w dwutygodniowej przerwie związanej z meczami reprezentacji powyjeżdżali na zgrupowania (Legia), grali sparingi za granicą (Zagłębie, Cracovia), wiślacy mieli wolny weekend, po którym trenowało ich tylko dziewięciu. Za to nowym zwyczajem szkoleniowca są cotygodniowe spotkania z dziennikarzami, podczas których obie strony mają sobie wyjaśnić "wszystkie wątpliwości".

Dwa dni przed starciem z Zagłębiem Engel włączył do zajęć ekipę .... kabaretu Otto, która kręciła materiał "Mój pierwszy raz". W szkoleniowej gierce ćwiczono elementy taktyki na mecz w Lubinie, z jednym z komików w składzie!

Jeśli w jubileuszowym roku stulecia klubu krakowianie nie chcą stracić krajowego prymatu, muszą zatrudnić trenera, który natchnie nowego ducha w piłkarzy. A znaleźć go można tylko za granicą. Pytanie, czy znajdą dobrego fachowca za 10 tys. euro miesięcznie, bo więcej Bogusław Cupiał niechętnie mu zapłaci.

Ale nowy trener to za mało. By dominować w Polsce i skutecznie walczyć w europejskich pucharach Wisła musi mieć lepszych piłkarzy. Już szuka zagranicą (głównie na Bałkanach) bramkarza, stopera, prawego pomocnika i napastnika. Gdyby znalazła kogoś, kto byłby wstanie zastąpić Żurawskiego, nie zawaha się zapłacić nawet milion euro.

Czy Jerzy Engel powinien odejść z Wisły?