Donald Trump zobaczył środkowy palec. Wszystko dzięki dywersji Bryndona Mintera

Deklaracja komisarza Rogera Goodella nie wystarczyła. Nie dość, że liga pokazała - jak pisze dziennikarz lewicowego "Guardiana" - środkowy palec Donaldowi Trumpowi. Teraz jeszcze do akcji mają się włączyć właściciele klubów NFL.

Michael Wilbon, współgospodarz programu w telewizji EPSN "Pardon the Interruption" pozwolił sobie na długą tyradę. Potępił w niej właścicieli klubów NFL, że do tej pory nie zabrali głosu w sprawie śmierci George Floyda, ruchu Black Lives Matters i nie potępili rasizmu w USA. Ich postawę przeciwstawił tysiącom zawodników z różnych lig, członkom Galerii Sław z każdego możliwego sportu, a nawet piłkarzom z Bundesligi.

- Wszyscy właściciele klubów NFL schowali się pod biurka. Wygląda na to, że się boją - mówi Wilbun i pyta: - Gdzie jesteście chłopaki?

Czego boją się miliarderzy

National Football League to największa liga świata po wieloma względami. Osiąga najwyższe na świecie przychody, ma najwyższą na świecie średnią liczbę widzów na trybunach, najwyższą na świecie oglądalność telewizyjną. Właściciele klubów w tej lidze należą do finansowej elity Ameryki. I w przeciwieństwie do tego, co znamy z najpopularniejszego u nas światka piłkarskiego, są miliarderami nie dlatego, że mają rozliczne pozasportowe interesy. Nie. Większość z nich swoje bogactwo czerpie z faktu, że ma drużynę w NFL. Średnia wartość klubu w tej lidze to 2,86 mld dolarów. W ciągu ostatnich dziesięciu lat wzrosła 2,7 razy!

Zobacz wideo Mioduski reaguje na słowa Bońka. "Powinien kupić klub piłkarski"

Czego mogliby się bać tak dobrze sytuowani ludzie? Przecież, gdy wybuchły protesty po śmierci George'a Floyda, liga w ich imieniu zrobiła więcej, niż ktokolwiek się po niej spodziewał. Z pełnym patosu oświadczeniem i słowami zachęty do protestów wystąpił Roger Goodell, komisarz ligi. Potępił rasizm i systemowe prześladowanie Afroamerykanów w USA. Przyznał też, że liga popełniła wcześniej błąd, nie słuchając zawodników i nie zachęcając ich pokojowych protestów i do zabierania głosu w tej sprawie.

Wystąpienie odbiło się szerokim echem w świecie. Wcześniej bowiem liga wiele zrobiła, aby zachować swoją apolityczność. Protesty przeciwko brutalności policji wobec Afroamerykanów, które zapoczątkował Colin Kaepernick, zostały przez władze NFL spacyfikowane. Zawodnicy dostali do wyboru: mogą zostać na czas hymnu w szatni, albo mają stać na boisku, a każda inna postawa zostanie ukarana. Kaepernick natomiast po wygaśnięciu kontraktu nie znalazł zatrudnienia w lidze. Choć jeśli chodzi o tę ostatnią sprawę, to szefowie klubów łatwo mogą obronić swoją decyzję kwestiami sportowymi. Kaeperick w ostatnim swoim sezonie grał znacznie poniżej oczekiwań.

Pokazali środowy palec Trumpowi

Po oświadczeniu Goodella Melissa Jacobs z lewicowego brytyjskiego dziennika "The Guardian" napisała, że "NFL zrobiła coś nie do pomyślenia: pokazała środowy palec Donaldowi Trumpowi". W USA media głównego nurtu nie były tak dosadne, ale też pisały o dokonanym przełomie i o fakcie, że liga odcięła się od Trumpa.

Nawiasem mówiąc, tak jednoznaczna wypowiedź Goodella w ogóle by nie powstała, gdyby nie mała dywersja wśród jego pracowników. Bryndon Minter, który zajmuje się w NFL prowadzeniem profili ligi w mediach społecznościowych, napisał do gwiazdy ligi - Michaela Thomas prywatną wiadomość na Instagramie. Napisał, że jest mu wstyd, iż liga milczy w sprawie protestów po śmierci George'a Floyda. Dodał: "Chciałbym wam pomóc wywrzeć presję. Dać wam do ręki oręż poprzez wideo, w którym wyrazicie swój głos i to, czego chcecie od Ligi". 

Minter powiedział potem w rozmowie z yahoo.com, że nie miał nawet nadziei, iż Thomas odpisze. Tymczasem gwiazdor nie tylko odpisał, ale włączył się w akcję. W ciągu 24 godzin powstało wideo, w którym wystąpili m.in. zdobywca i MVP Super Bowl, Patrick Mahomes oraz inne gwiazdy - DeAndre Hopins, Odell Beckham Jr, Ezekiel Elliott, Deshaun Watson.

Wideo miało dziesiątki milionów odtworzeń w mediach społecznościowych. Zawodnicy wspomnieli w nim nie tylko George'a Floyda, ale także jedenastu innych nieuzbrojonych Afroamerykanów, którzy zginęli podczas interwencji policji.

Później Goodell powtórzy przesłanie, którego żądali od NFL zawodnicy.

Prawdziwa wojna z Trumpem dopiero jesienią

Na kontrę prezydenta nie trzeba było długo czekać. Trump na Twitterze napisał, że z oświadczenia komisarza NFL wynika:

Teraz będzie O.K. dla zawodników klęczeć, a nie stać przy hymnie narodowym, i w ten sposób okazywać brak szacunku naszemu krajowi

Potem Trump podał dalej szefa American Conservative Union, Matta Schlappa, który napisał: "Nie kupię biletu na mecz NFL, dopóki liga nie wróci do futbolu i przestanie dzielić Amerykanów".

Trump już toczył swoją wojenkę z graczami NFL przy okazji protestów podczas hymnu, które zapoczątkował Colin Kaepernick w 2016 r. Podczas mityngu wyborczego w Alabamie nazwał nawet w ten sposób protestujących zawodników "skurwysynami". Potem wzywał ligę, by zrobiła z nimi porządek, albo wyrzuciła ich z pracy.

Konflikt odbił się na telewizyjnej oglądalności najpopularniejszej ligi w USA. Choć zdaniem części analityków spadek widowni był spowodowany zmianą przyzwyczajeń Amerykanów, którzy nieco mniej oglądają tradycyjną telewizję. Inne programy odnotowały spadki wielokrotnie większe niż NFL. Jednak gdy liga protesty wygasiła, oglądalność wróciła do poprzedniego poziomu.

Teraz też prawdziwy sprawdzian będzie miał miejsce podczas sezonu, który ruszy dopiero we wrześniu. Wtedy okaże się, czy miliarderzy z NFL rzeczywiście mieli się czego bać.

Jak napisał w swoim felietonie dla portalu CNN były wiceprezes NFL, Joe Lockhart: "Jeden z szefów, który rozważał zatrudnienie Kaepernicka, powiedział mi, że klub w takim przypadku straciłby 20 procent posiadaczy biletów całosezonowych. Nikt nie podejmie takiego ryzyka biznesowego niezależnie od tego, czy jest zwolennikiem Trumpa, czy też liberałem do szpiku kości (tak, tacy też tam są). Zatrudnienie Kaepernicka byłoby złe dla biznesu. Tak myśli wielu właścicieli NFL".

Przeczytaj także