Mecz nr 3: Prokom Trefl Sopot - Zepter-Idea Wrocław 62:75

Mecz nr 3: Prokom Trefl Sopot - Zepter-Idea Wrocław 62:75

Kwarty: 19:14, 14:25, 16:17, 13:19

Prokom: Vranković 22 , Milicić 14 (1), Maskoliunas 6 (1), Ansley 6, Dylewicz 6 oraz Wilczek 6 (1), Blumczyński 0, Darnikowski 0, Lewandowski 0. Zepter: Wójcik 17, Jamison 16, Miglinieks 10 (2), Zieliński 9, Adomaitis 8 (1) oraz McNaull 7, Avlijas 6 (2), Kościuk 2. Koszykarze meczu: Harold Jamison i Joe McNaull - po raz kolejny umiejętnie wykorzystali brak Rafała Bigusa.

Zepter-Idea Wrocław jest pierwszym finalistą tegorocznych mistrzostw Polski. W trzecim meczu półfinałowym wrocławianie pewnie pokonali w Gdańsku Prokom Trefl Sopot.

- Jeżeli dzisiaj uda nam się wygrać, kto wie, czy w środę nie będziemy musieli ponownie wracać do Wrocławia - mówił przed meczem Eugeniusz Kijewski, trener Prokomu, który optymizm opierał na dobrej grze swojego zespołu w dwóch pierwszych meczach. W sobotę drużyna Prokomu nie była w stanie nawet zagrozić mistrzom Polski, którzy mimo 22 strat udowodnili w Gdańsku ogromną klasę.

- Mimo że rozgrywki play off to zupełnie nowy sezon, wygrać z nami będzie tak samo trudno jak w rundzie zasadniczej - mówił Andrej Urlep, trener Zeptera.

Początek meczu nie zapowiadał łatwego zwycięstwa Zeptera. Po szybkich akcjach Josipa Vrankovicia i Igora Milicicia, gospodarze prowadzili w 5 min. 14:6. Grający w drużynie Prokomu Chorwaci grali praktycznie sami przeciwko całej drużynie Zeptera. W pierwszej kwarcie zdobyli w sumie 16 z 19 pkt. swojego zespołu. Mimo szaleńczych akcji Chorwatów zawodnicy Zeptera nie przyspieszali. Trener Urlep dokonywał częstych zmian, licząc na zmęczenie zawodników Prokomu.

W 13 min. był już remis 23:23. Głównie dzięki dobrej grze Adama Wójcika, który wykorzystywał fizyczną przewagę nad kryjącym go 20-latkiem Filipem Dylewiczem. - Grać przeciwko Wójcikowi to bardzo trudne zadanie, jednak przy okazji można się wiele nauczyć - mówi Dylewicz. - Zepter gra zdecydowanie najlepszą koszykówkę w Polsce, ale w tym sezonie musi przegrać.

Podobnie jak w dwóch pierwszych meczach wrocławianie zdominowali walkę na tablicach. W sobotę wygrali zbiórki 38:22. Aż 15 piłek zebrali w ataku. Obaj trenerzy zgodnie podkreślali, że był to decydujący element wszystkich spotkań. - Jeżeli w każdym meczu przegrywamy tablice różnicą 10-15 zbiórek, nie mamy co marzyć o zwycięstwie - mówił trener Kijewski. - Nie wiedziałem, że aż tak widoczny będzie brak centymetrów Rafała Bigusa.

Zastępujący Bigusa na pozycji centra Michael Ansley zagrał w trzecim meczu zdecydowanie gorzej niż w dwóch poprzednich. Podobnie jak we Wrocławiu, widząc fizyczną przewagę Harolda Jamisona i Joe McNaulla, skrzydłowy Prokomu uciekał na obwód, rzucając z dystansu. Tym razem trafiał jednak bardzo rzadko. Spudłował wszystkie osiem rzutów za trzy punkty. Dzięki kolejnym zbiórkom i punktom Jamisona i McNaulla wrocławianie szybko powiększali przewagę. W 29 min. prowadzili już 56:46. Dobre zmiany dawał w Zepterze Aleksander Avlijas. W drugiej połowie bardzo dobrze grał Raimondas Miglinieks, który w pierwszych dwóch kwartach miał więcej strat niż asyst (5:3). Dzięki dokładnym podaniom swojego rozgrywającego Jamison większość akcji Zeptera kończył "wsadami".

Gospodarze próbowali gonić rzutami za trzy punkty, a trener Kijewski nakazał obronę strefową. Nic jednak nie skutkowało. Kiedy w czwartej kwarcie na parkiecie pokładali się ze zmęczenia Vranković i Milicić, trener Urlep ze spokojem dokonywał kolejnych zmian: za McNaulla wchodził Jamison, za Kościuka - Miglinieks, za Macieja Zielińskiego - Dainius Adomaitis.

- W silnej ławce tkwi właśnie główna siła Zeptera - mówił po meczu trener Kijewski. - W dzisiejszym spotkaniu walczyliśmy najlepiej jak umiemy, ale to i tak było za mało - mówił po meczu trener Kijewski. - Wszystkie drużyny koniecznie chcą w tym roku pokonać Zepter, ale tak naprawdę nikt nie wie, jak to zrobić.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.