Play off NBA: Miller daje Pacers wygraną z Sixers

Już w pierwszym dniu play off NBA doszło do dwóch niespodzianek. Dzięki rzutowi Reggiego Millera 3 sekundy przed końcem meczu Indiana Pacers pokonali najlepszy zespół na Wschodzie - Philadelphia 76ers. Przegrali także Miami Heat.

Play off NBA: Miller daje Pacers wygraną z Sixers

Już w pierwszym dniu play off NBA doszło do dwóch niespodzianek. Dzięki rzutowi Reggiego Millera 3 sekundy przed końcem meczu Indiana Pacers pokonali najlepszy zespół na Wschodzie - Philadelphia 76ers. Przegrali także Miami Heat.

Pacers wyeliminowali 76ers z play off w dwóch ostatnich latach, ale był to zupełnie inny zespół z Indianapolis. Teraz trenerem nie jest już Larry Bird tylko Isiah Thomas, a w składzie brakuje licznych weteranów, którzy doprowadzili Indianę do finału NBA 2000. Stąd też zaledwie ósme miejsce w Konferencji Wschodniej po rundzie zasadniczej.

Pozostał jednak w zespole Reggie Miller i jak zwykle w play off pokazał na co go stać. 36-letni superstrzelec przez cały mecz rzucał słabo (zaledwie 4 z 20 prób z gry wpadło do kosza), ale ta 21. Okazała się zwycięska. 2,9 s przed końcową syreną Miller w swoim stylu trafił z rogu boiska, a jego zespół dzięki temu rzutowi odrobił niemożliwą - jak się wydawało - stratę 18 punktów. Taką różnicą jego zespół przegrywał jeszcze w trzeciej kwarcie.

- Nie chciałem rzucać za dwa punkty, na wyjeździe zawsze w ostatniej akcji rzucam za trzy. Wszyscy o tym wiedzieli, a jednak udało się - chełpił się po meczu Miller, który wygrał dla Pacers nie pierwszy już mecz w play off. - Z takim graczem w składzie nigdy się nie martwię, jeśli na początku meczu gramy słabo - mówił trener Thomas, którego zespół w pierwszej połowie meczu miał zaledwie 30 proc. skuteczności z gry.

W ostatniej akcji szansę na wywalczenie zwycięstwa dla Sixers miał Allen Iverson, ale ściśle pilnowany przez Millera stracił piłkę. Iverson trafił tylko 7 z 19 rzutów z gry i zdobył 16 punktów. Duży udział w sensacyjnym zwycięstwie miał młody center Indiany Jermaine O'Neal, który zdobył 12 punktów i zebrał 20 piłek, o dwie mniej od centra Sixers Dikembe Mutombo.

W dobrze sobie znanej hali w Miami znakomicie zagrał skrzydłowy Charlotte Hornets Jamal Mashburn, który poprowadził swój zespół do wysokiego zwycięstwa nad trzecim zespołem Konferencji Wschodniej. Mashburn grał w Heat przez trzy i pół roku, ale po zeszłorocznym play off został oddany do Hornets m.in. wraz z P.J. Brownem w zamian za Eddiego Jonesa i Anthony'ego Masona. Lepszej motywacji nie potrzebował. Już w sezonie zasadniczym w meczach przeciwko Heat rzucał średnio 25 punktów, a w pierwszym meczu play off uzyskał aż 28, aż o 10 więcej niż Jones (14) i Mason (4) w sumie.

Doskonale zagrali też obaj rozgrywający Hornets Baron Davis i David Wesley, którzy z łatwością ogrywali Tima Hardawaya. Ten ostatni jak zwykle ostatnio w play off ma kłopoty z kontuzjami. Opuścił ostatnie trzy mecze rundy zasadniczej z powodu bólu w stopie, a w sobotnim meczu zdobył zaledwie trzy punkty i miał aż cztery straty.

Większość kibiców w hali American Airlines Arena udała się na pobliską plażę już w trzeciej kwarcie, w połowie której Heat przegrywali 42:70. Wtedy na boisku pojawił się trzeci rozgrywający Miami - debiutant Eddie House - który ze swoimi 16 punktami okazał się najlepszym strzelcem zespołu.

- Podoba mi się nasza obecna sytuacja. Chcieliśmy wygrać tutaj jeden z dwóch pierwszych meczów i sprawić, żeby cała presja spadła na Miami. Teraz nie maja oni możliwości popełnienia błędu - mówił po meczu zadowolony trener Charlotte Paul Silas.

Nie było niespodzianek na Zachodzie, ale oba sobotnie mecze rozstrzygały się dopiero w końcówkach. Dopiero w czwartej kwarcie najlepszy zespół rundy zasadniczej San Antonio Spurs zdołał pokonać ósmych na Zachodzie Minnesota Timberwolves. Także dzięki znakomitej obronie przeciwko Kevinowi Garnettowi, który nie zdołał oddać rzuty w ostatnich 6 minutach meczu. Zdobył jednak w tym czasie dwa punkty, zaliczone mu jako najbliższemu graczowi Wolves, po tym, jak Tim Duncan przypadkowo wepchnął piłkę do własnego kosza.

Bardzo ciekawie rozpoczęła się także rywalizacja najstarszego zespołu NBA Utah Jazz z najmłodszym z tych, które zdołały dostać się do play off - Dallas Mavericks. Koszykarze i trenerzy z Teksasu zebrali w Salt Lake City aż siedem fauli technicznych (z tego dwa trener Don Nelson, który został usunięty z hali) i może dlatego nie zdołali wygrać. Znakomicie zagrał lider Jazz John Stockton, który w pierwszej połowie pozwolił zdobywać punkty partnerom (18 asyst w meczu - najwięcej w tym sezonie), a w drugiej - kiedy trzeba było - sam zdobywał punkty. W tym dwa - 25 s przed końcem meczu z wolnych - które wyprowadziły Utah na prowadzenie. Mavericks mieli szansę na wygraną, ale w ostatniej akcji ostro atakowany Michael Finley rzucił bardzo niecelnie za trzy.

Rywalizacja w pozostałych czterech parach pierwszej rundy play off NBA rozpoczęła się w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu.

Znalazł wyzwanie

W sobotnim wywiadzie dla amerykańskiej telewizji NBA Michael Jordan niemalże potwierdził, że w przyszłym sezonie znów zagra w NBA. Obecny prezes Washington Wizards powiedział, że jeśli wróci na boisko, to po to, aby udowodnić, że jeszcze jest w stanie dominować w NBA.

- To na pewno wyzwanie - powiedział 38-letni dziś były obrońca Chicago Bulls, sześciokrotny mistrz NBA. - Nie jestem jednak jeszcze gotowy, żeby powiedzieć, że zagram w przyszłym sezonie. Na pewno nie wrócę dla pieniędzy, na pewno nie wrócę dla chwały. Myślę, że zdobyłem obie rzeczy już wcześniej. Ale to wyzwanie jest kuszące.

Jordan przyznał w rozmowie, że o powrocie zaczął myśleć, gdy znacznie przytył i zaczął grywać z przyjaciółmi. Obecnie zrzucił już około 10 kg i jest blisko swojej zwyczajnej wagi z czasów kariery.

MJ przyznał także, że szczególnie ekscytuje go ta sytuacja, bo nikt nie wie, na co go stać po trzyletniej przerwie i na dodatek w nowym klubie. - Mówią, że w Wizards nie miałbym żadnych szans na mistrzostwo, ale to tylko gadanie. Nikt nie wie, co by się zdarzyło i to mi się właśnie podoba - mówił.

Dwa dni wcześniej Jordan zatrudnił jako trenera Wizards swojego byłego szkoleniowca w Chicago Bulls Douga Collinsa. To wzmogło plotki o powrocie MJ. - Tak naprawdę nie myślę o tym, kto będzie moim trenerem. Mogę grać dla kogokolwiek - mówi jednak Jordan.

Nie brzmi to jak zaprzeczenie, że na pewno nie wróci do koszykówki...

I RUNDA PLAY OFF NBA

Wschód

Philadelphia (1) - Indiana (8) 0:1

Milwaukee (2) - Orlando (7) 0:0

Miami (3) - Charlotte (6) 0:1

New York (4) - Toronto (5) 0:0

Zachód

San Antonio (1) - Minnesota (8) 1:0

LA Lakers (2) - Portland (7) 0:0

Sacramento (3) - Phoenix (6) 0:0

Utah (4) - Dallas (5) 1:0

Philadelphia 76ers 78

Indiana Pacers 79

Punkty : McKie 18 (1), Iverson 16, Snow 14 - R. Miller 17 (3), J. Rose 17 (1), Best 16.

Najwięcej asyst : McKie i Iverson po 7 - Best 10.

Najwięcej zbiórek : Mutombo 22 - J. O'Neal 20.

Gracz meczu: Reggie Miller - rzucał słabo, ale trafił kiedy trzeba.

Miami Heat 80

Charlotte Hornets 106

Punkty : House 16 (1), E. Jones 14 (1), Mourning 14 - Mashburn 28 (1), B. Davis 23 (2), Wesley 17 (3).

Najwięcej asyst : T. Hardaway 5 - B. Davis 8.

Najwięcej zbiórek : B. Grant 10 - P.J. Brown 7.

Gracz meczu: Jamal Mashburn - odesłany z Miami latem, ma teraz satysfakcję.

San Antonio Spurs 87

Minnesota Timberwolves 82

Punkty : Duncan 33, D. Anderson 12 (2), D. Robinson 11, Porter 11 - Garnett 25, Brandon 16, Szczerbiak 13.

Najwięcej asyst : Duncan i Ferry po 4 - Brandon 8.

Najwięcej zbiórek : Duncan 15 - Garnett 13.

Gracz meczu: Tim Duncan - najlepszy w na początku meczu, potem pomogli koledzy.

Utah Jazz 88

Dallas Mavericks 86

Punkty : Malone 26, Russell 12 (2), Marshall 12, Stockton 12, Manning 12 (1) - Finley 26 (4), Nowitzki 20 (2), Nash 20 (1).

Najwięcej asyst : Stockton 18 - Nash 7.

Najwięcej zbiórek : Russell 12 - Nowitzki 12.

Gracz meczu: John Stockton - 39-latek wciąż gra i ma 18 asyst w takim meczu!

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.