Szalony etap wyeliminował kilku faworytów
Podjazdy zaczęły się tuż po starcie i jako pierwszy rozpoczął atak Tim Wellens (Lotto-Soudal), do którego doskoczył Thibaut Pinot (FDJ), który jako pierwszy wjechał na pierwszą górską premię (Côte des Neyrolles – 2 kat.). Chwilę później wydarzyła się pierwsza kraksa, w której ucierpieli Manuele Mori (Team Emirates), Robert Gesing (Lotto NL-Jumbo) oraz Angelo Tulik (Direct Energie). Gesink, który wczorajszy etap ukończył jako drugi, zmuszony był wycofać się z wyścigu. Podobny los spotkał Moriego.
Na drugiej górskiej premii (Col de Bérentin – 3 kat.) również punktował Pinot, ale na zjeździe ze wzniesienia leżało kolejnych dwóch kolarzy: Sepulveda (Fortuneo) i Laengen (Team Emirates) – tym razem na szczęście bez konsekwencji. Chwilę później uformowała się grupa ponad 30 zawodników, którzy rozpoczęli kolejny podjazd na premię górską (Côte de Franclens – 3 kat.), która padła łupem Thomasa de Gendta (Lotto-Soudal).
Podjazd pod Col de la Bliche – pierwszą dzisiaj premię poza kategorią (HC) rozpoczęła grupa 39 zawodników, a 10,5-kilometrowy podjazd jako pierwszy pokonał Primoz Roglic (Lotto NL-Jumbo), ale już na początku zjazdu w kolejnej dziś kraksie uczestniczyli Herrada (Movistar), Kozhatayev i Lutsenko (obaj z Astany). Początkowo pojawiła się informacja, że również Herrada został wycofany z wyścigu, ale chwilę później zespół zdementował tę informację.
Na tym samym zjeździe, w grupie liderów, jadącej około 6 minut za prowadzącymi, wydarzył się kolejny wypadek, w którym ucierpieli Rafał Majka i Geraint Thomas (Sky). Właściwie nie wiadomo, co się stało, w powtórkach video mogliśmy zobaczyć tylko stojącego na poboczu Majkę i leżącego Thomasa, który – jak chwilę później poinformowała grupa Sky – został wycofany z wyścigu i odwieziony ambulansem do szpitala.
Przez bardzo długi czas nie mieliśmy żadnych wiadomości na temat Rafała Majki, dopiero po dłuższej chwili zespół BORA-hansgrohe poinformował, że Majka jest bardzo mocno poobijany, ma duże otarcia i ubytki skóry, ale jedzie spokojnym tempem i z zamiarem ukończenia etapu.
Na twitterze Szymona Koniecznego z polskiego Fanklubu BORA-hansgrohe zobaczyliśmy filmik, nagrany tuż przed szczytem Mont du Chat, gdzie Rafał z 25-minutową stratą, ale jednak wytrwale pedałował do mety.
Kolejna górska premia (Grand Colombier – HC) to już początek mocnego ataku Warrena Barguila (Sunweb), który już na wczorajszym etapie zademonstrował, że jest poważnie zainteresowany prowadzeniem w klasyfikacji na najlepszego górala. Jako drugi wjechał Tiejs Benoot (Lotto-Soudal), a cała prowadząca grupa mocno się porozrywała. Na szczycie Grand Colombier grupa liderów traciła około 6 minut, ale już na zjeździe rozpoczęło się odrabianie strat, podczas którego – tradycyjnie już w tym wyścigu – tempo pościgu dyktował w pojedynkę Michał Kwiatkowski.
Na lotnej premii różnica między grupą 12 prowadzących kolarzy i grupą lidera, w której jechało około 30 zawodników, wynosiła już tylko 3,5 minuty. U podnóża Mont du Chat (po drodze mieliśmy jeszcze premię 4 kategorii, na którą jako pierwszy wjechał Jan Bakelants z AG2R) strata liderów zmalała do 2:30 – dopiero wtedy swoją pracę dla Froome’a zakończył Kwiatkowski.
Przed szczytem Mont du Chat (HC) również działy się niesamowite historie – na czele pozostali Barguil (Sunweb), Mollema (Trek-Segafredo) i Fulsgang (Astana), a w grupie lidera, gdzie została już niemal tylko sama czołówka klasyfikacji generalnej, rozpoczęła się walka na wyniszczenie. Niezbyt elegancko zachował się Fabio Aru (Astana), który postanowił wykorzystać defekt Froome’a i zaatakować w momencie, w którym Brytyjczyk wzywał swój wóz techniczny. Szaleńczego tempa jako pierwszy nie wytrzymał Alberto Contador (Trek-Segafredo), a po serii ataków, inicjowanych a to przez Aru, a to przez Porte (BMC), lub przez Urana (Canoondale), w pewnym momencie mocniej nacisnął również Froome, gubiąc jadącego z tyłu Quintanę (Movistar). Monte du Chat zdobył Warren Barguil, zapewniając sobie koszulkę najlepszego górala, tuż za nim na szczyt wjechała grupka Froome’a i rozpoczął się szalony zjazd, który pochłonął kolejną już dziś ofiarę z czołówki.
Richie Porte (BMC) w pewnym momencie złapał pobocze, wywrócił się i z ogromną prędkością przekoziołkował przez drogę, wprost pod koła Daniela Martina (Quick-Step), który przeleciał przez Australijczyka. Obrażenia Porte okazały się na tyle poważne, że został zabrany z trasy karetką, Martin kontynuował jazdę, ale niestety zanotował spore straty czasowe.
Do mety w Chambery dojechała grupa sześciu kolarzy, którzy rozegrali między sobą iście sprinterski finisz, w którym najlepszy okazał się Rigoberto Uran (Cannondale), wyprzedzając o grubość opony wyraźnie niepocieszonego Barguila, który do koszulki w grochy i nagrody dla najbardziej walecznego kolarza etapu, bardzo chciał dołożyć etapowy triumf. Trzeci był Froome.
Dziewiąty etap przetrzebił czołówkę klasyfikacji generalnej. Nie ma już Thomasa, nie ma Porte, Quintana i Contador ze sporymi stratami, Majka – niestety – bardzo daleko, choć na mecie w Chambery miło było zobaczyć, jak poturbowanego i obolałego Rafała doprowadza do końca etapu Michał Kwiatkowski. Badania, które Majka przeszedł później w szpitalu, nie wykazały żadnych złamań, ale decyzja o tym, czy kolarz będzie kontynuował zmagania w Tour de France, zostanie podjęta dopiero w poniedziałek - poinformował zespół zawodnika Bora Hansgrohe.
Kilka rzeczy, które wiemy po pierwszym tygodniu
Dobiegł końca pierwszy tydzień 104. edycji Tour de France, można się więc pokusić o kilka spostrzeżeń i drobnych podsumowań.
- Wyścig od pierwszego, deszczowego i nieco loteryjnego etapu jazdy na czas, przebiega niemal pod całkowitą kontrolą grupy Sky. Posiadacze żółtej koszulki ani na moment nie utracili inicjatywy, kontrolując tempo i pilnując, by jakikolwiek odjazd nie zagroził liderowi.
- Michał Kwiatkowski, o którym wielu mówiło, że nie nadaje się na wielkie toury, w pierwszym tygodniu TdF udowodnił, w jak doskonałej jest dyspozycji i jak odpowiedzialne zadanie ma do zrealizowania, z czego wywiązuje się wzorcowo. Pojechał do Francji w roli pomocnika i sprawdza się w niej znakomicie.
- Rafał Majka – cóż… Do dziewiątego etapu jechał bardzo czujnie, jeśli nie liczyć drobnego spóźnienia pod Planche de Belle Filles. Ewidentnie był w doskonałej formie i miał wyraźny apetyt na to, by powalczyć o wysoką stawkę. Dzisiejsza kraksa zdemolowała te plany, a od wyników badań zależy, czy będzie kontynuował walkę i jakie cele sobie postawi. Wielka szkoda, ale taki również jest ten sport.
- To zdecydowanie nie jest wyścig Contadora. I raczej nie Quintany, wyraźnie zmęczonego majowym Giro. Froome jak dotąd rozgrywa ten wyścig pod siebie i lista kolarzy, którzy będą w stanie nawiązać z nim walkę z dnia na dzień się kurczy.
W poniedziałek dzień odpoczynku, do ścigania wracamy zatem pojutrze. Przed nami 12 etapów, na których wciąż jeszcze wszystko może się zdarzyć.