Sport.pl

Tour de France. Dramat Rafała Majki na kompletnie szalonym 9. etapie. Takiego scenariusza nie spodziewał się nikt

Nie tak miał wyglądać ten wyścig dla Rafała Majki. Przed 9. etapem deklarował, że "noga" jest dobra i ma wystarczająco dużo mocy, by zmierzyć się z etapem, przez wielu uznawanym za najtrudniejszy w tegorocznej edycji. Niestety, fatalna kraksa na zjeździe z Col de la Bliche spowodowała, że marzenia o wysokiej pozycji w generalce trzeba odłożyć do przyszłego roku. Ale ten etap pochłonął dzisiaj znacznie więcej ofiar, zanim padł łupem Rigoberto Urana.

Szalony etap wyeliminował kilku faworytów

Podjazdy zaczęły się tuż po starcie i jako pierwszy rozpoczął atak Tim Wellens (Lotto-Soudal), do którego doskoczył Thibaut Pinot (FDJ), który jako pierwszy wjechał na pierwszą górską premię (Côte des Neyrolles – 2 kat.). Chwilę później wydarzyła się pierwsza kraksa, w której ucierpieli Manuele Mori (Team Emirates), Robert Gesing (Lotto NL-Jumbo) oraz Angelo Tulik (Direct Energie). Gesink, który wczorajszy etap ukończył jako drugi, zmuszony był wycofać się z wyścigu. Podobny los spotkał Moriego.

Na drugiej górskiej premii (Col de Bérentin – 3 kat.) również punktował Pinot, ale na zjeździe ze wzniesienia leżało kolejnych dwóch kolarzy: Sepulveda (Fortuneo) i Laengen (Team Emirates) – tym razem na szczęście bez konsekwencji. Chwilę później uformowała się grupa ponad 30 zawodników, którzy rozpoczęli kolejny podjazd na premię górską (Côte de Franclens – 3 kat.), która padła łupem Thomasa de Gendta (Lotto-Soudal).

Podjazd pod Col de la Bliche – pierwszą dzisiaj premię poza kategorią (HC) rozpoczęła grupa 39 zawodników, a 10,5-kilometrowy podjazd jako pierwszy pokonał Primoz Roglic (Lotto NL-Jumbo), ale już na początku zjazdu w kolejnej dziś kraksie uczestniczyli Herrada (Movistar), Kozhatayev i Lutsenko (obaj z Astany). Początkowo pojawiła się informacja, że również Herrada został wycofany z wyścigu, ale chwilę później zespół zdementował tę informację.

Na tym samym zjeździe, w grupie liderów, jadącej około 6 minut za prowadzącymi, wydarzył się kolejny wypadek, w którym ucierpieli Rafał Majka i Geraint Thomas (Sky). Właściwie nie wiadomo, co się stało, w powtórkach video mogliśmy zobaczyć tylko stojącego na poboczu Majkę i leżącego Thomasa, który – jak chwilę później poinformowała grupa Sky – został wycofany z wyścigu i odwieziony ambulansem do szpitala.

Przez bardzo długi czas nie mieliśmy żadnych wiadomości na temat Rafała Majki, dopiero po dłuższej chwili zespół BORA-hansgrohe poinformował, że Majka jest bardzo mocno poobijany, ma duże otarcia i ubytki skóry, ale jedzie spokojnym tempem i z zamiarem ukończenia etapu.

Na twitterze Szymona Koniecznego z polskiego Fanklubu BORA-hansgrohe zobaczyliśmy filmik, nagrany tuż przed szczytem Mont du Chat, gdzie Rafał z 25-minutową stratą, ale jednak wytrwale pedałował do mety.

Kolejna górska premia (Grand Colombier – HC) to już początek mocnego ataku Warrena Barguila (Sunweb), który już na wczorajszym etapie zademonstrował, że jest poważnie zainteresowany prowadzeniem w klasyfikacji na najlepszego górala. Jako drugi wjechał Tiejs Benoot (Lotto-Soudal), a cała prowadząca grupa mocno się porozrywała. Na szczycie Grand Colombier grupa liderów traciła około 6 minut, ale już na zjeździe rozpoczęło się odrabianie strat, podczas którego – tradycyjnie już w tym wyścigu – tempo pościgu dyktował w pojedynkę Michał Kwiatkowski.

Na lotnej premii różnica między grupą 12 prowadzących kolarzy i grupą lidera, w której jechało około 30 zawodników, wynosiła już tylko 3,5 minuty. U podnóża Mont du Chat (po drodze mieliśmy jeszcze premię 4 kategorii, na którą jako pierwszy wjechał Jan Bakelants z AG2R) strata liderów zmalała do 2:30 – dopiero wtedy swoją pracę dla Froome’a zakończył Kwiatkowski.

Przed szczytem Mont du Chat (HC) również działy się niesamowite historie – na czele pozostali Barguil (Sunweb), Mollema (Trek-Segafredo) i Fulsgang (Astana), a w grupie lidera, gdzie została już niemal tylko sama czołówka klasyfikacji generalnej, rozpoczęła się walka na wyniszczenie. Niezbyt elegancko zachował się Fabio Aru (Astana), który postanowił wykorzystać defekt Froome’a i zaatakować w momencie, w którym Brytyjczyk wzywał swój wóz techniczny. Szaleńczego tempa jako pierwszy nie wytrzymał Alberto Contador (Trek-Segafredo), a po serii ataków, inicjowanych a to przez Aru, a to przez Porte (BMC), lub przez Urana (Canoondale), w pewnym momencie mocniej nacisnął również Froome, gubiąc jadącego z tyłu Quintanę (Movistar). Monte du Chat zdobył Warren Barguil, zapewniając sobie koszulkę najlepszego górala, tuż za nim na szczyt wjechała grupka Froome’a i rozpoczął się szalony zjazd, który pochłonął kolejną już dziś ofiarę z czołówki.

Richie Porte (BMC) w pewnym momencie złapał pobocze, wywrócił się i z ogromną prędkością przekoziołkował przez drogę, wprost pod koła Daniela Martina (Quick-Step), który przeleciał przez Australijczyka. Obrażenia Porte okazały się na tyle poważne, że został zabrany z trasy karetką, Martin kontynuował jazdę, ale niestety zanotował spore straty czasowe.

Do mety w Chambery dojechała grupa sześciu kolarzy, którzy rozegrali między sobą iście sprinterski finisz, w którym najlepszy okazał się Rigoberto Uran (Cannondale), wyprzedzając o grubość opony wyraźnie niepocieszonego Barguila, który do koszulki w grochy i nagrody dla najbardziej walecznego kolarza etapu, bardzo chciał dołożyć etapowy triumf. Trzeci był Froome.

Dziewiąty etap przetrzebił czołówkę klasyfikacji generalnej. Nie ma już Thomasa, nie ma Porte, Quintana i Contador ze sporymi stratami, Majka – niestety – bardzo daleko, choć na mecie w Chambery miło było zobaczyć, jak poturbowanego i obolałego Rafała doprowadza do końca etapu Michał Kwiatkowski. Badania, które Majka przeszedł później w szpitalu, nie wykazały żadnych złamań, ale decyzja o tym, czy kolarz będzie kontynuował zmagania w Tour de France, zostanie podjęta dopiero w poniedziałek - poinformował zespół zawodnika Bora Hansgrohe.

Kilka rzeczy, które wiemy po pierwszym tygodniu

Dobiegł końca pierwszy tydzień 104. edycji Tour de France, można się więc pokusić o kilka spostrzeżeń i drobnych podsumowań.

- Wyścig od pierwszego, deszczowego i nieco loteryjnego etapu jazdy na czas, przebiega niemal pod całkowitą kontrolą grupy Sky. Posiadacze żółtej koszulki ani na moment nie utracili inicjatywy, kontrolując tempo i pilnując, by jakikolwiek odjazd nie zagroził liderowi.

- Michał Kwiatkowski, o którym wielu mówiło, że nie nadaje się na wielkie toury, w pierwszym tygodniu TdF udowodnił, w jak doskonałej jest dyspozycji i jak odpowiedzialne zadanie ma do zrealizowania, z czego wywiązuje się wzorcowo. Pojechał do Francji w roli pomocnika i sprawdza się w niej znakomicie.

- Rafał Majka – cóż… Do dziewiątego etapu jechał bardzo czujnie, jeśli nie liczyć drobnego spóźnienia pod Planche de Belle Filles. Ewidentnie był w doskonałej formie i miał wyraźny apetyt na to, by powalczyć o wysoką stawkę. Dzisiejsza kraksa zdemolowała te plany, a od wyników badań zależy, czy będzie kontynuował walkę i jakie cele sobie postawi. Wielka szkoda, ale taki również jest ten sport.

- To zdecydowanie nie jest wyścig Contadora. I raczej nie Quintany, wyraźnie zmęczonego majowym Giro. Froome jak dotąd rozgrywa ten wyścig pod siebie i lista kolarzy, którzy będą w stanie nawiązać z nim walkę z dnia na dzień się kurczy.

W poniedziałek dzień odpoczynku, do ścigania wracamy zatem pojutrze. Przed nami 12 etapów, na których wciąż jeszcze wszystko może się zdarzyć.

Więcej o:
Skomentuj:
Tour de France. Dramat Rafała Majki na kompletnie szalonym 9. etapie. Takiego scenariusza nie spodziewał się nikt
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX