Finał Ligi Mistrzów. Panika w Turynie. Dramatyczna relacja Polaków obecnych na placu

W czasie gdy Juventus tracił kolejne bramki z Realem Madryt (1:4), w Turynie doszło do dantejskich scen na Piazza San Carlo. Tuż po trzeciej bramce dla Realu w strefie kibica wybuchła petarda, która sprawiła, że w tłumie doszło do ogromnej paniki. W wyniku zamieszania rannych zostało około 1400 osób. Na placu byli też kibice ze Śląska, którzy przyjechali oglądać mecz wspólnie z włoskimi fanami.

Mniej więcej w tym samym czasie, w którym w Londynie doszło do zamachu na London Bridge, w Turynie mieliśmy przykład tego, co może zrobić zbiorowa panika w tłumie ludzi. Tuż po bramce na 3:1 dla Realu Madryt w fan zonie można było usłyszeć olbrzymi huk, a na placu rozpoczęła się histeria. – To były najgorsze chwile w życiu. Staliśmy daleko od tego ,,wybuchu’’, dlatego nie wiedzieliśmy co się dzieje. Mecz zszedł wówczas na drugi plan. Nagle poczuliśmy na sobie napór, a tysiące ludzi straciły równowagę. Wiedzieliśmy, że dzieje się coś niedobrego – mówi Łukasz, sympatyk Juventusu.

- Byliśmy przestraszeni, wszystko zaczęło się od dziwnego huku. Potem była już tylko zbiorowa psychoza. Tłum starał się przemieścić w dalszą część placu, ale to było niezwykle trudne. Zaraz potem coś stało się w innej części. Kibice zaczęli krzyczeć i biegać w różne strony, wiele osób upadało i raniło się od rozbitych butelek leżących na ziemi. Sporo osób zaczęło udzielać pomocy, ale jak tylko się zatrzymali, to natychmiast byli deptani i kopani przez uciekających. To cud, że nikt tam nie zginął. Dzięki temu, ze byliśmy stosunkowo blisko wyjść, to właściwie nic nam się nie stało – dodaje Polak obecny na placu.

Włoskie media potwierdzają, że powodem całego incydentu mógł być okrzyk jednego z fanów, że zaraz wybuchnie bomba oraz wybuch petardy. Służby zauważają, że innym motywem paniki mogło być złamanie metalowej poręczy schodów prowadzących do podziemnego parkingu. Konstrukcja pękła prawdopodobnie od naporu tłumu i wywołała olbrzymi rumor. Ludzie zinterpretowali to jak kolejne zagrożenie, dlatego zamieszanie na placu było jeszcze większe.

W zdarzeniu nikt nie zginął, ale wielu kibiców jest hospitalizowanych. Włoskie służby donoszą też, że sześć osób jest ciężko rannych.

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało, że co najmniej dwóch Polaków zostało rannych w Turynie. Jen z naszych obywateli opuścił już szpital, a drugi znajduje się pod opieką polskiego konsula w Mediolanie.