Na metę Dakaru dojechało czterech Polaków. Sonik 4., Przygoński 7., Wiśniewski 10, Stasiaczek 81.

W najbardziej prestiżowej rywalizacji samochodów całe podium dla Peugeota, a w motocyklach dla KTM wygrał z Hondą. Polacy najbliżej podium byli w quadach.

Przejechali 9 tys. kilometrów przez bezdroża Paragwaju, Boliwii i Argentny. 39. Rajd Dakar dojechał do mety w Buenos Aires.

Tegoroczny Dakar przebiegał pod dyktando pogody. Najpierw był upał i wszędobylski kurz, potem przyszły ulewy, a w górach temperatura w okolicach 0 stopni, grad i śnieg, wreszcie prawdziwie afrykańskie klimaty – rozgrzany piasek i 50 stopni w słońcu. To sprawiło, że pojazdy grzęzły w błocie i tonęły w strumieniach, by później zakopywać się w piachu, a kierowców trzeba schładzać w samochodach chłodniach. Warunki w Boliwii i Argentyny sprawiły, że odwołano dwa etapy, a kolejne dwa zostały skrócone.

Polska ekipa i tak skromna w tym roku, została mocno przetrzebiona. Z powodu kontuzji wycofał się Jakub Piątek, z choroba przegrał Adam Tomiczek, a awaria samochodu sprawiła, polska litewska załoga z pilotem Sebastianem Rozwadowskim musiała się wycofać.

Do mety dojechali za to obaj quadowcy – Rafał Sonik, który w Dakarze startował po raz dziewiąty i debiutant Kamil Wiśniewski. Pierwszy z nich powinien czuć niedosyt, bo leciał do Ameryki Południowej jako faworyt. Zajął czwarte miejsce, a na swoim poziomie zaczął jechać dopiero pod koniec rajdu. Wiśniewski może być dumny. Był 10. A na mecie chwalił go Sonik. – Znakomicie przeszedł dakarowy chrzest – podkreślał krakowianin.

Rywalizację quadowców wygrał Rosjanin Sergiej Karjakin.

Bardzo dobrze spisał się także Jakub Przygoński. Kierowca Mini BMW drugi raz startował w kategorii samochodów. Rok temu był 15. Teraz był siódmy. – Życzę Kubie czołowej dziesiątki. Pierwsza piątka byłaby olbrzymim sukcesem – mówił Krzysztof Hołowczyc, trzeci kierowca Rajdu Dakar w 2015 roku.

Przygoński tegoroczny start może więc uznać za sukces. Tym bardziej że z kierowcami Peugeota rywalizować się nie dało. Francuski koncern zainwestował w imprezę ponad 20 mln euro. Opłaciło się, bo zajęli całe podium w kolejności: Stephane Peterhansel (13. tytuł), Sebastian Loeb i Cyril Despres.

W motocyklach wygrał Sam Sunderland (Wlk. Brytania) przed Matthiasem Walknerem (Austria) i Gerrardem Guellem (Hiszpania).

Sonik i Wiśniewski mogli sobie pogratulować na mecie 39. edycji Rajdu Dakar. Współpraca między zawodnikami układała się perfekcyjnie, a w końcówce pokazali wytrwałość, hart ducha i waleczność. Meta ostatniego odcinka specjalnego została zlokalizowana na biwaku w Rio Cuarto. Dzięki temu zawodnicy pierwszy wybuch euforii i radości z ukończenia rajdu mogli dzielić ze zespołami. – Jechał znakomicie i widać, że ma duże doświadczenie w prowadzeniu tak ciężkiego quada. Okazał się bardzo wytrzymały, a co ciekawe dużo lepiej radził sobie w chłodnych i mokrych górach, nawet na znacznych wysokościach, niż w argentyńskich upałach. Zupełnie odwrotnie niż ja. Można więc powiedzieć, że się doskonale uzupełniamy. Jego pomoc okazała  się również bezcenna podczas maratonu, kiedy wykrył niewielką, ale znaczącą usterkę w moim quadzie, a ja mogłem mu później zrewanżować się pomocą przy awarii elektryki. Egzamin zaliczony na piątkę z plusem – skomentował postawę Wiśniewskiego Sonik.

Wiśniewski do debiutu podchodzi z pokora, choć zrealizował plan maksimum. Zmieścił się w pierwszej „dziesiątce”, a co więcej wygrał rywalizację w grupie quadów z napędem 4x4. To bez dwóch zdań wymarzony wynik. – Bardzo się cieszę, że wygrałem w swojej kategorii. Moim najważniejszym celem było dotarcie do mety, więc jestem podwójnie szczęśliwy. Myślałem, że tego nie powiem, ale… skończył się Dakar, a ja już myślę o następnym! – zapewnił Wiśmniewski.

Zwycięzca Dakaru z 2015 roku, tym razem uplasował się na 4. miejscu, czym powtórzył wynik z 2012 roku. W ostatnich dwóch dniach dokonał rzeczy wydawałoby się niemożliwej - przesunął się o sześć pozycji w górę. – Byłoby chyba
nieuczciwe, gdybym powiedział, że nie czuję niedosytu z powodu czwartego miejsca. Jestem jednak szczęśliwy, bo przejechać Dakar to takie szczęście, jak dobrze przeżyć życie. Nie zawsze można go wygrać, ale ważne żeby mieć wytyczoną drogę do góry. Ja ją doskonale widzę. Będę znów zwycięzcą Dakaru, bo to tylko kwestia czasu i wysiłku, jaki trzeba w to włożyć – zapowiedział.

Sześciokrotny zdobywca Pucharu Świata żartował również, że według niego super maraton w Ameryce Południowej powinien trwać znacznie dłużej. - Drugi tydzień Dakaru jest zawsze najlepszym w roku. Dlatego uważam, że ten rajd powinien mieć przynajmniej trzy, a może nawet cztery tygodnie. Nasze quady są coraz doskonalsze, mechanicy coraz lepsi, a my coraz bardziej doświadczeni, więc pokonanie 10 000 km już nie jest dla nas takim wyzwaniem, jak dziesięć lat temu. Jeździmy tu, bo to kochamy, a Dakar to ściganie dla twardych gości. Dlatego cieszę się i napawam każdym kolejnym dniem - dodał Sonik. 

Zwycięzca Karjakin na mecie podziękował Polakowi. – Przyszedłem do niego dwa dni temu i zapytałem, czy ma zapasowy wydech, bo moje dwa nie przetrwały trudów rywalizacji. Bez zastanowienia oddał mi swoją część. Co prawda nie pasowała i nie mogłem jej wykorzystać, ale to pokazuje ducha fair play i szacunek jakim darzą się dakarowcy – powiedział triumfator tegorocznej edycji, który na mecie otrzymał szczególny prezent.

Polak ofiarował mu swoją koszulkę, z numerem startowym zwycięzcy i podpisem swoim oraz Ignacio Casale, jako symbol przekazania pierwszeństwa. – Za rok podpiszesz ją sam i zachowasz, albo przekażesz kolejnemu zawodnikowi – powiedział Sonik.
Karjakin zrewanżował się: „Mam nadzieję, że oddam ją Tobie”.

Tegoroczną, 39. edycję Rajdu Dakar rozpoczęło 318 pojazdów, a ukończyło 228. Procentowo, najbardziej okrojona do mety dotarła klasa quadów, bo z 37 startujących do Buenos Aires dojechały 22. Do końca zmagań nie dotrwało 47 ze 144 motocyklistów i 23 z 87 załóg samochodowych.

Więcej o: