Jan Kocian, nowy trener Podbeskidzia Bielsko-Biała: Potrzeba iskry [ROZMOWA]

W Podbeskidziu Bielsko-Biała zmieniono trenera dużo szybciej, niż pierwotnie planowano. Przyczyna oczywista: - Wyniki pracy Dariusza Dźwigały mnie nie satysfakcjonowały - mówi Tomasz Mikołajko, prezes Podbeskidzia.

- Musimy patrzeć w przyszłość, bo tego co było, już nie zmienimy. Bardzo wiele możemy jednak zmienić treningami - powiedział w pierwszym wywiadzie jako trener "Górali" Jan Kocian, następca Dźwigały.

We wtorek Jan Kocian został przedstawiony jako nowy trener Podbeskidzia Bielsko-Biała, a w sobotę czeka go pierwszy bardzo poważny sprawdzian z GKS-em Tychy. Słowak podkreśla, że najpierw musi poznać zespół, żeby określić jak będzie grał.

rozmowa z Janem Kocianem

Paweł Przybyła: Zaczyna Pan pracę w Podbeskidziu Bielsko-Biała, które jest klubem z zaplecza ekstraklasy. W tej lidze w Polsce Pan jeszcze nie miał okazji pracować.

Jan Kocian: - Nie widzę Podbeskidzia jako drużyny pierwszoligowej. Ten klub jest dla mnie klubem ekstraklasowym, któremu jedynie powinęła się noga i teraz musi walczyć o powrót do elity. Żeby utrzymać się w ekstraklasie, trzeba było grać kontratakiem, długą piłką. Teraz sytuacja jest inna i to my musimy prowadzić grę, konstruować akcje i to mnie... cieszy. W tej lidze jest na pewno dużo więcej walki, niż szczebel wyżej, ale do wszystkiego trzeba się przyzwyczaić.

Propozycja z Podbeskidzia była dla Pana zaskoczeniem, czy może dłużej przygotowywał się Pan do objęcia zespołu po Dariuszu Dźwigale?

- Nie będę ukrywał, że wszystko ostatnio potoczyło się bardzo szybko. Byłem już dogadany z jednym z klubów w Azji i to jeszcze kilka dni temu. Tam widziałem swoją przyszłość. Nie oglądałem jeszcze meczów Podbeskidzia w tym sezonie, ale trener Dariusz Fornalak [asystent Kociana w Podbeskidziu - przyp.red.] ma już pobrane te spotkania na komputer i w najbliższym czasie przyjrzymy się grze zespołu. Znam większość piłkarzy, którzy są teraz u nas więc dam sobie radę.

Co robił Pan w czasie, kiedy pozostawał bez pracy?

- Pierwsze miesiące odpoczywałem, później wykładałem w szkole dla trenerów, komentowałem również mecze Champions League dla telewizji. No tak, jest trochę różnicy między Ligą Mistrzów, a I-ligą polską, ale trzeba się szybko przestawić (śmiech). Miałem kilka ofert pracy, ale żadna z nich nie była tak konkretna jak ta prezesa Mikołajki.

Ma Pan już w głowie role, które przydzieli danym piłkarzom na boisku?

- Zobaczymy. Mamy wielu świetnych piłkarzy i musimy zobaczyć, jak oni wyglądają na boisku. Znam system, którym grali ostatnio. Był to tylko jeden defensywny gracz czyli młodziutki Daniel Mikołajewski. Mamy swoje pomysły, ale musimy zobaczyć piłkarzy na boisku i wtedy będziemy o nich mogli rozmawiać. Mówić teraz konkretnie, że ten piłkarz jest moją "dziesiątką", a ten nie jest bez sensu.

Jaki styl gry będzie Pan chciał narzucić zespołowi?

- Widziałem w poprzednich meczach dużo błędów w przejściu z defensywy do ofensywy. Było za dużo dziur w obronie. Mamy dużo pracy związanej z bronieniem całego zespołu. Jaki styl obierzemy, to jeszcze zobaczymy. Czasem potrzeba tylko iskry, żeby wszystko zaczęło dobrze funkcjonować.

Podbeskidzie ma doświadczoną kadrę. Niektórzy mówią nawet, że część zawodników się wypaliła.

- Myślę, że uda nam się obudzić w nich wszystkich jeszcze dobre granie. Marcin Malinowski, Łukasz Surma, Marek Zieńczuk których prowadziłem w Ruchu, mimo większego wieku, bardzo dużo dawali zespołowi i tu musi być podobnie. Na sukces potrzeba doświadczenia i młodości. Na pewno będę się starał, aby ci najbardziej doświadczeni byli przedłużeniem mojej ręki. W szatni wszyscy się widzimy i możemy porozmawiać, ale na boisku to oni widzą więcej i mogą więcej.

Podbeskidzie traci 7 punktów do miejsca premiowanego awansem do ekstraklasy. Dużo czy mało?

- Najlepiej byłoby, gdyby na początek przyszła taka seria, jaką miałem na początek w Ruchu Chorzów, kiedy nie przegraliśmy chyba 9 meczów z rzędu. Mam nadzieję, że uda nam się zaliczyć taką serię meczów bez porażki i to pomoże nam w odrobieniu tych strat. Nie zakładamy sobie jednak żadnych długofalowych celów, wszystko "step by step" czyli krok po kroku. Najbliższy mecz jest najważniejszy.

Presja na wygrywanie, która jest w Bielsku-Białej to dla Pana coś dobrego czy złego?

- Na pierwszym treningu widziałem, jak piłkarze bardzo chcą. Każdy daje z siebie wszystko, ale to musimy pokazywać nie tylko na treningu, ale również na pierwszoligowych boiskach. Przyszedł nowy trener, każdy chce się teraz pokazać, ale oni nie grają dla mnie, tylko dla klubu i muszą to udowodnić w sobotę na boisku.