GKS Katowice wskakuje na pozycję wicelidera

GieKsa ostatnio idzie jak burza. Po zwycięstwie ze Stalą Mielec awansowała już na drugie miejsce w pierwszoligowej tabeli. Styl? Tym razem nie zajmujmy się stylem.

W porównaniu do poprzedniego meczu w składzie gospodarzy z różnych powodów było pięć zmian. W starciu z outsiderem miało to jednak nie mieć większego znaczenia.

Zaczęło się od mocnego uderzenia. Już w 3. minucie po główce Grzegorza Goncerza piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do bramki.

GKS zaczął z rozmachem, trybuny kilkakrotnie zadowolone biły brawo po udanych zagraniach swoich piłkarzy, nawet jeśli nie udało się ich sfinalizować. Gdyby ktoś stwierdził wtedy, że więcej bramek w tym meczu nie padnie, zostałby zapewne wyśmiany.

Gorzej wyglądało to jednak po przerwie. Gospodarze jakby się zacięli; przez całą drugą połowę nie potrafili przeprowadzić ani jednej groźnej akcji! Z kolei mielczanie jakby uwierzyli, że mogą coś zdziałać. Trener Jerzy Brzęczek do końca musiał drżeć o wynik. Pięć minut przed końcem Stal miała idealną okazję na wyrównanie, ale fantastycznie spisał się Mateusz Abramowicz. Bramkarz GKS-u wykonał "pajacyka" i intuicyjnie wybronił strzał z pięciu metrów!

Druga połowa była chyba najsłabszą GieKSy w obecnym sezonie. Ale wiecie co? Sztuką jest zagrać słabo i wygrać.

GKS Katowice - Stal Mielec 1:0 (1:0)

Bramki: 1:0 Goncerz (3.)

GKS: M.Abramowicz - Pielorz, Kamiński, Garbacik, D.Abramowicz - Lebedyński (82. Mandrysz), Duda Ż (63. Wołkowicz), Foszmańczyk, Kalinkowski Ż, Prokić (67. Bębenek Ż) - Goncerz

Stal: Kozioł - Zalepa, Sulewski, Bierzało, Liberacki Ż - Sobczak, Kiercz Ż (86. Tall), Marciniec (73. Fonfara), Prejs (65. Buczek), Radulj - Cholewiak

Sędziował: Mateusz Złotnicki (Lublin)

Widzów: 3200.