GKS Katowice zapłacił za "dziką kartę" 100 tysięcy złotych

Jacek Płachta, trener hokejowego GKS-u Katowice nie stawia przed swoją drużyną wielkich celów przed nowym sezonem. - Trudno zbudować mocny zespół przez kilka tygodni - podkreśla.

Katowiczanie wracają do ligowej rywalizacji po roku przerwy. Decyzja o ponownej grze w ekstralidze zapadła późno, bo dopiero w lipcu. Większość drużyn miała już wtedy zakontraktowanych graczy, więc katowiczanie nie mieli zbyt wielkiego wyboru.

- Dziękuję chłopakom za cztery tygodnie wspólnej pracy. To był bardzo krótki okres czasu. Jesteśmy za innymi drużynami daleko w tyle. W naszej kadrze jest sporo młodych zawodników, którzy nie mieli dotąd wiele wspólnego z ligowym hokejem. Będziemy potrzebowali więcej czasu, żeby to wszystko doszlifować - zaznacza Jacek Płachta, trener GKS-u.

Jakby problemów było mało katowiczanie nie mogą liczyć przed niedzielnym meczem z Podhalem Nowy Targ na wszystkich obcokrajowców. - Jeden dojechał, ale jego torba ze sprzętem już nie. Na kolejnego czekamy... - wzdycha Płachta.

GKS zagra z najlepszymi dzięki "dzikiej karcie". Ta kosztowała klub 100 tysięcy złotych. - Licencję otrzymaliśmy w pierwszej instancji. Podpisaliśmy również umowę na korzystanie z lodowiska przy Spodku.

Od początku byliśmy lekko opóźnieni, ale, że narzuciliśmy sobie wysokie tempo pracy, to większość tematów udało się zamknąć zgodnie z planem - mówi Przemysław Plisz, prezes klubu.

Na co stać śląski zespół? - Będziemy walczyć o pierwszą szóstkę. Nie wybiegamy jednak daleko w przyszłość. Ten zespół będzie się wykuwał z meczu na mecz. Trudno zbudować mocną drużynę w trzy, cztery tygodnie. Na rynku też nie było wielkiego wyboru. Wzięliśmy tych, którzy zostali. Nie rozegraliśmy też wystarczającej liczby meczów kontrolnych. To wszystko sprawia, że o naszych celach i szansach wolę wypowiadać się ostrożnie - kończy Płachta.

Więcej o: