Piekary Śląskie ściskają kciuki za Mateusza Kusa. Ślązak filarem defensywy w Rio

Piekary Śląskie ściskają kciuki za Mateusza Kusa. Obrotowy, który jest wychowankiem śląskiego klubu jest podporą defensywy reprezentacji Polski w piłce ręcznej, która po fantastycznym meczu i wyeliminowaniu Chorwacji zagra o medale podczas Igrzysk w Rio de Janeiro.

- To niesamowity rok dla Mateusza. Urodziło mu się dziecko, wygrał z Vive Kielce Ligę Mistrzów, potem przyszło powołanie do reprezentacji Polski i jeszcze ten niesamowity turniej w Rio. Można zwariować - uśmiecha się Mateusz Ludyga, prezes klubu z Piekar Śląskich.

Tałant Dujszebajew ma zaufał

29-latek zadebiutował w kadrze wiosną, gdy Tałant Dujszebajew dał mu szansę gry w meczu z Macedonią. Trener reprezentacji Polski powierzył mu rolę podstawowego obrońcy. - Ten rok jest dla mnie niesamowity. Ostatnie miesiące są naprawdę intensywne, cały czas uczę się nowych rzeczy. A ciągle chcę więcej i więcej! Dalej się rozwijać i grać coraz lepiej - mówił wtedy, ale nie brakowało osób, które uważały, że gra w kadrze na wyrost.

- Mimo, że to już doświadczony gracz, to cały czas jest chętny do nauki. Pamiętam, jak przyjechał do Piekar, gdy zmieniał klub i przechodził z Wisły Puławy do Vivie Kielce. Zdradził wtedy, że wymagania w nowym klubie są tak duże, że z miejsca stracił na wadze dziewięć kilogramów - mówi prezes.

W Piekarach gra dziś tylko jeden zawodnik, który był w drużynie z Kusem. To skrzydłowy Michał Rosół. - Mateusz dołączył do zespołu później ode mnie. Sam zaczynałem w czwartej klasie podstawówki, a on przyszedł w pierwszej klasie gimnazjum. Miał wtedy braki, ale szybko się uczył. No i wyróżniał się wzrostem. Szybko wystrzelił na te swoje dwa metry. U nas grał na lewym rozegraniu i rzucał wiele bramek. Dopiero z czasem - w Puławach - zrobili z niego obrońcę. To niewdzięczna pozycja. Trudno zabłysnąć. Teraz wszyscy mówią o golach Karola Bielskiego i paradach Piotra Wyszomirskiego. Fakty są jednak takie, że obrona, a na jej czele Mateusz, też wykonała tytaniczną pracę - mówi Rosół.

- Mateusz rozbił wiele ataków Chorwatów. Cieszę się, że się pozbierał, bo jednak po meczu z Brazylią na inaugurację olimpijskich zmagań, spadła na jego głowę fala krytyki. Może i słusznej, tyle, że wtedy zawiódł cały zespół - podkreśla Ludyga.

Kus zatrzyma Danię?

W Piekarach liczą, że wkrótce Polska usłyszy o kolejnych utalentowanych wychowankach śląskiego klubu. - Nasz klub, czyli MKS pracuje w obecnych strukturach od dwóch lat. Przejęliśmy to co zostało po GKS-ie Olimpii. Pierwszy sezon to był czas na rozpoznanie, ale w minionych rozgrywkach radziliśmy sobie już bardzo dobrze. W pierwszej lidze zajęliśmy trzecie miejsce, ale większą radość dał nam medal w mistrzostwach Polski juniorów. Finałowy turniej odbył się w naszej hali, a my ulegliśmy tylko krajowym potentatom, czyli Wiśle Płock i Vive Kielce. Teraz nasi brązowi medaliści wchodzą do pierwszej drużyny. I tak to ma wyglądać. Wiadomo, że nie mamy pieniędzy, żeby równać się z najlepszymi w Polsce. Wierzymy jednak, że na taką szansę uczciwie zapracujemy. Piłka ręczna wciąż jest w Piekarach Śląskich sportem numer jeden. Dobrze radzą też sobie ciężarowcy, ale wiadomo, że sport zespołowy zawsze budzi większe emocje. Młodzież się do nas garnie. Są takie grupy, gdzie jest więcej chętnych niż miejsc. Mamy w szkołach swoje klasy sportowe, to przemyślany projekt - mówi prezes.

Budowa drużyny na ekstraklasę - a w tej Olimpia grała po raz ostatni w 2008 roku - prosta jednak nie będzie. - Z rocznika 1987, czyli mojego i Mateusza zostaliśmy tylko my dwaj. Może to nie była przesadnie utalentowana grupa, ale jednak potencjału i zapału do pracy nam nie brakowało. W mistrzostwach Polski juniorów doszliśmy do ćwierćfinału. W mistrzostwach Polski szkół średnich byliśmy na trzecim miejscu. No więc coś tam graliśmy. Tyle, że potem przyszły inne pomysły na życie, kontuzje i się koledzy wykruszyli. Fajnie, że Mateuszowi się udało. Zarywam noce, żeby oglądać mecze reprezentacji.

Spotkanie z Chorwacją miało dla nas szczególnie znacznie. Przecież podczas mistrzostw Europy w Polsce przegraliśmy z nimi sromotnie. Teraz chłopaki zmyli tamte grzechy - uśmiecha się Rosół, który z nadzieją czeka na półfinałową rywalizację z Danią. Ten mecz odbędzie się w nocy z piątku na sobotę (g.1.30). - Stać nas na wygraną. Zespół jest rozpędzony. Wygrana z Chorwatami na pewno doda nam wiary i sił - kończy.