Tomasz Mikołajko, prezes Podbeskidzia: Nie zamierzamy hamować! 

Podbeskidzie spadło do I ligi i zatrudniło jako trenera Dariusza Dźwigałę, który ma zbudować nowy zespół. Cel jest jasny: awans do ekstraklasy. Prezes "Górali" zapewnia, że klub ma duże wsparcie sponsorów, którzy nie odwrócili się po spadku.

Paweł Przybyła: Klub zaczął już normalnie funkcjonować po spadku drużyny do I ligi?

Tomasz Mikołajko: Nie było łatwo, ale wracamy do normalności. Widzimy w jakiej jesteśmy sytuacji, wiemy w jakim momencie się znajdujemy. Budujemy zespół na nowy sezon, w którym naszym podstawowym celem jest szybki powrót do ekstraklasy.

Bolało Pana decyzja o zwolnieniu trenera Podolińskiego? Do pewnego momentu tworzył ciekawą drużynę.

- Tak już jest, że po pewnym czasie trzeba się spotkać i podsumować okres pracy. Trener Podoliński był świadomy, że nie udało mu się utrzymać zespołu w lidze, wiedział, że tym samym nie spełnił naszych oczekiwań. Wysłuchał moich uwag, spostrzeżeń, tego jak wyglądała sytuacja z mojej perspektywy. Mogę powiedzieć, że rozstaliśmy się w zgodzie. Robert Podoliński to dobry szkoleniowiec, ale nie umiał odmienić losu drużyny w ostatnich siedmiu meczach, nie umiał na piłkarzy jakoś wpłynąć, więc zgodził się z moją decyzją o rozstaniu.

Dlaczego czekaliśmy tak długo na nazwisko nowego trenera?

- Z racji terminarza - faktu, że I liga startuje trochę później, czas na poszukiwania nowego trenera nam się wydłużył. Nie chciałem zbyt pochopnie postępować, więc przejrzałem kilkadziesiąt CV, wykonałem kilkanaście telefonów i spotkałem się z kilkoma trenerami aby porozmawiać o poglądach na budowanie nowego zespołu pod Klimczokiem. Ważne dla mnie były ich ambicje, cele, ale również zapotrzebowanie pod kątem piłkarzy i sztabu. Trwało to trochę dłużej, ale mam nadzieję, że ta decyzja jest dobra i za rok będziemy wspólnie cieszyli się z sukcesów.

Czym zaimponował Dariusz Dźwigała?

- Przede wszystkim charakterem. Pamiętam go jako zawodnika i wiem, że zawsze dawał z siebie wszystko. To człowiek z Warszawy, który został kapitanem Górnika Zabrze i tym pokazał olbrzymią klasę. Potem kariera trenerska, w której jak na razie brakuje sukcesów, awansu, więc mam nadzieję, że uda mu się to osiągnąć pod Klimczokiem. Ten głód sukcesu, to był dla mnie duży argument.

Zaimponował mi także znajomością pierwszej ligi, w której dość długo trenował. Zna realia, wie czego potrzeba i jakich graczy dobrać, aby mieć szansę na zwojowanie tych rozgrywek. Trener Dźwigała nie boi się stawiać na młodych chłopaków, co także było dla nas ważne.

Po trzecie, jego zespoły naprawdę grały w piłkę. Zawsze tworzył drużyny, które potrafiły grać dość ofensywnie, dość ciekawie, ładnie dla oka a ja życzę sobie takiego futbolu w Bielsku-Białej.

Jaki jest pomysł na budowę Podbeskidzia w nowym sezonie? Wizja tworzenia nowej, młodej drużyny, trochę oddala od klubu większość piłkarzy, których obecnie opłacacie.

- Od wtorku, razem z trenerem, ustalamy skład zespołu. Wiemy kogo chcemy zachować, ale mamy też listę zawodników z którymi dopinamy kontrakty. Jeżeli się uda, to już w piątek parę nazwisk ujrzy światło dzienne. Do 20 czerwca musimy mieć prawie kompletny zespół, pozostawiając sobie miejsce w kadrze na jeden, dwa transfery, których można dokonać w późniejszej fazie przygotowań. Dochodzą jeszcze zawodnicy, którzy wrócą teraz z wypożyczeń i oni także mają szanse na grę u nas. Ich formę w najbliższym czasie sprawdzi nowy trener.

To będzie rewolucja?

- Szykują się spore zmiany, zmienimy ponad połowę składu. Ci, których widzimy w kolejnym sezonie u siebie, muszą się pogodzić, że są odpowiedzialni za spadek, czyli muszą na siebie wziąć cięcia budżetowe. Prosta sprawa: najwięcej przegrali oni - nie ja i pracownicy w klubie, tylko oni na boisku. Jeżeli ktoś nadal chce nadal reprezentować barwy Podbeskidzia, musi liczyć się z pierwszoligową, a nie ekstraklasową pensją. Zawodnicy mają jeszcze trochę czasu, aby to przemyśleć. Jeżeli nasi obecni piłkarze odrzucą nasze oferty, mam już listę przygotowanych graczy, którzy wskoczą na ich miejsce.

Czy Pan ma gwarancję od trenera, że postawi na zdolną młodzież która już jest w klubie i którą sprowadzicie?

- Nie tylko młodzież się liczy. W każdym zespole musi być też doświadczenie i rutyna, do której ona dojdzie. Nie wygramy ligi samą młodzieżą, także musimy zbudować tak zespół, żeby mieć stałe, fajne elementy doświadczonych zawodników, plus kilku młodych którzy swoją energią i fantazją będą chcieli udowodnić, że warto na nich postawić.

Już w najbliższym czasie będziemy informowali o naszych transferach. Cieszę się, że nazwiska nie wyszły na jaw i spokojnie możemy negocjować kontrakty, bo jest z nimi związanych trochę procedur: rozmowa z zawodnikiem, agentem, radą nadzorczą itd. Trochę to trwa, ale jesteśmy na dobrej drodze. Dodatkową kartą przetargową, którą mam w ręku, jest piękne miasto, góry, stadion oraz stabilność finansowa, zapewniona przez prezydenta miasta Jacka Krywulta. Zawodnicy doskonale wiedzą, że suma, którą wynegocjują u mnie w gabinecie, co miesiąc będzie spływać na ich konto.

Czy pańska wizja klubu jako wizytówki miasta pomaga w dobrych relacjach z prezydentem Krywultem?

- Bardzo sobie cenię jego osobę, jak i całą radę miasta - zawsze wspierali Podbeskidzie. Także dzięki nim był awans i stabilizacja. Przekonuję wszystkich wokół, że ten klub jest potrzebny całemu regionowi, bo to nie tylko promocja miasta, ale również misja społeczna, którą realizujemy poprzez szkolenie młodzieży i wpajanie w dzieci pasji.

Z jednej strony stabilność finansowa z miasta, ale z drugiej duże grono sponsorów, z którymi od niedawna klub współpracuje. Jak oni odnajdują spadek drużyny?

- Wszyscy partnerzy przyszli do nas nie dlatego, że była ekstraklasa, tylko dlatego, że jest fajny pomysł na tworzenie klubu, zmiany w nim i wizja jego dalszego funkcjonowania. Ci ludzie nie zrażają się więc spadkiem. On się nam przytrafił, ale nasi partnerzy nie przywiązują do tego wagi i nadal ich przybywa.

To zapytam jasno: czy pieniędzy z miasta wystarczy na awans?

Klub trzeba opierać na kilku mocnych filarach. To nie tylko miasto, ale to też biznes prywatny, jak Murapol, Bielbet i Łukosz, którzy nam bardzo mocno pomagają. Te firmy pozostają z nami na tych samych zasadach, a jedna firma nawet. dołożyła pieniędzy! Rozmawialiśmy z każdym partnerem i jeden z nich podjął właśnie decyzję, że w tej sytuacji zapewne potrzeba nam więcej pieniędzy i postanowił jeszcze mocniej nam pomagać.

Poza firmami, mamy również kibiców, którzy przynoszą nam zysk. Z dnia meczowego wyciągamy pieniądze, a nie dokładamy, więc to jest budujące. Jeżeli forma naszych piłkarzy będzie stała na odpowiednio wysokim poziomie, to oni nadal będą nas wspierać swoim dopingiem i kupowanymi biletami. Tak działa piłka. Do tego dołóżmy transfery, które także powinny wspomagać nasze finanse. Ostatnio dostaliśmy zadowalającą mnie sumę za przejście Adama Mójty do Wisły Kraków, więc idziemy w tym kierunku, aby Podbeskidzie już nie oddawało za darmo piłkarzy.

Przed nami także kampania wizerunkowa, skierowana do kibiców i sponsorów. Nie chcemy hamować, tylko się rozpędzać. Jeżeli chcemy wrócić do ekstraklasy, to klub musi nadal na tych ekstraklasowych zasadach organizacyjnych funkcjonować. Jak zaczniemy ciąć, to nie wrócimy do elity.

Czy Pana ta praca z dnia na dzień coraz bardziej nakręca? Można odnieść wrażenie, że za każdym razem kiedy wychodzi Pan podpisać nową umowę i zaprezentować nowego sponsora, jest jeszcze bardziej zadowolony.

- Przychodząc tutaj wiedziałem na co się piszę. Pojawiłem się w lutym, kiedy klub był w dużym kryzysie zarówno właścicielskim, finansowym jak i sportowym. Przejmowałem zespół, który był na ligowym dnie i to w dodatku zimą, kiedy czas odbudowy był niewielki. Coś udało się zrobić, a czegoś nie - tak to już jest. Tylko ciężka praca i pełne zaangażowanie wszystkich pracowników w klubie pozwoli nam na osiągnięcie sukcesu. Praca w klubie bardzo mnie cieszy i jest dla mnie ogromnym wyzwaniem.

Boli jednak spadek, bo jestem kibicem Podbeskidzia, ale proszę zauważyć, że kluby które spadały z ekstraklasy i szybko wracały zawsze odnosiły sukcesy: Piast Gliwice, Zagłębie Lubin a nawet Górnik Łęczna, po awansie do ekstraklasy skończył jako beniaminek na 5. miejscu w tabeli. Musimy więc jak najszybciej wrócić!

Więcej o: