Przed meczem Zeptera z Maccabi Tel Aviv

Spodziewałem się wszystkiego, ale nie tego, że trafimy na Maccabi. Nie wiem, czy to los, czy pech, a może brak umiejętności o tym zadecydował - mówi przed pierwszym, wtorkowym meczem play off Suproligi szef Zeptera Grzegorz Schetyna

Przed meczem Zeptera z Maccabi Tel Aviv

Spodziewałem się wszystkiego, ale nie tego, że trafimy na Maccabi. Nie wiem, czy to los, czy pech, a może brak umiejętności o tym zadecydował - mówi przed pierwszym, wtorkowym meczem play off Suproligi szef Zeptera Grzegorz Schetyna

Trudniejszego rywala w play off mistrzowie Polski nie mogli sobie wymarzyć. Maccabi Tel Aviv to najlepsza drużyna rozgrywek grupowych Suproligi i główny jej faworyt. - To nie oznacza, że nasz cel się zmienił. Nadal chcemy awansować do ćwierćfinału, choć znamy swoje miejsce w szeregu - mówi Schetyna. Aby tak się stało, jego zespół musi przynajmniej raz wygrać w Tel Awiwie, co dotąd w Suprolidze nikomu się nie udało. Najniżej przegrał tu Efes Pilsen Stambuł, bo dziesięcioma punktami, pozostałe drużyny - bardzo wysoko.

To druga wizyta wrocławian w Tel Awiwie w ciągu ostatnich dwóch tygodni. W ostatniej kolejce spotkań grupowych Zepter-Idea przegrał po beznadziejnej grze w Raananie (dzielnica Tel Awiwu) z najsłabszym zespołem Suproligi (też Maccabi). Dlatego zamiast z Efes Pilsen Stambuł mistrzowie Polski grają z mistrzem Izraela.

- Zapewniam, że nikt z polskich kibiców nie będzie patrzył z zażenowaniem na naszą grę, tak jak w Raananie - obiecuje Schetyna. - Na zlekceważenie nas przez Maccabi nie mamy co liczyć. To przecież play off - stwierdza trener Zeptera Andrej Urlep.

Bilety na dzisiejszy mecz sprzedano w ciągu kilku godzin. Ale było to tylko niecałe 20 procent z 10000 miejsc w hali. Kibice Maccabi już przed sezonem wykupili 8200 karnetów. Teraz masowo kupują bilety i rezerwują miejsca w samolotach na Final Four. FIBA przyznała Maccabi wstępnie 4000 biletów, z czego 1800 już się rozeszło. A przecież nie rozpoczęła się jeszcze pierwsza runda play off!

Aleksander Avlijas z Zeptera w ubiegłym sezonie grał w Izraelu w Hapoelu Hajfa. - W ubiegłym sezonie rzuciłem w hali Maccabi 25 punktów, pięć razy trafiłem za trzy punkty - wspomina. - Gdy tylko okazało się, że gramy z Maccabi, od razy dziennikarze izraelscy zaczęli do mnie wydzwaniać.

Samolot, którym wrocławska ekipa miała polecieć, okazał się zepsuty i musieli czekać na kolejny. Zamiast o godz. 1 dotarli do Tel Awiwu o 5 rano. Na drużynę nie czekał autokar (podstawiony przez Maccabi odjechał o pierwszej) i do hotelu koszykarze dotarli taksówkami.

W poniedziałek mistrzowie Polski trenowali raz. Ćwiczyli głównie szybki powrót do obrony. - To będzie najważniejsza rzecz w tym spotkaniu - tłumaczy Urlep. - Maccabi gra najlepszy szybki atak w Europie, bardzo specyficzny. W większości drużyn tylko rozgrywający wyprowadza ataki. W Maccabi jest trzech, czterech zawodników mogących przeprowadzić piłkę z ataku do ofensywy. Dlatego bardzo trudno ich zatrzymać. Nie twierdzę, że zawodnikom nie będzie chciało się biegać, ale rywale są niezwykle sprawni - mówi.

Na drobny uraz narzeka Joe McNaull. Trudno jednak sobie wyobrazić, aby nie zagrał. Tradycyjnie w dobrym humorze był natomiast drugi środkowy wrocławian Harold Jamison, który wraz z Andrejem Urlepem na początku zajęć urządził sobie konkurs rzutów za trzy punkty. Słoweniec trafił prawie w każdej próbie. Amerykanin co najwyżej w obręcz. Później też pudłował ze znacznie bliższych odległości i sam dodawał sobie animuszu: Go Harold! Go!

- Musimy zagrać zdyscyplinowanie, bez prostych strat - podkreśla Urlep. - Oni grają bardzo ryzykownie w obronie i można dojść do czystych pozycji. Jak to zrobimy, to "będziemy w grze". Jeżeli nie może się skończyć wysoką porażką.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.