Opinie Formeli, Wójcika, Kaliniczenki, Bebły

Wczoraj na stadionie lekkoatletycznym w Szczecinie zorganizowano spotkanie sportowców, działaczy i trenerów z mediami, aby pochwalić się ostatnimi osiągnięciami zachodniopomorskich lekkoatletów. Przy jednym stole zasiedli: Monika Pyrek (MKL Szczecin), piąta zawodniczka zakończonych w niedzielę mistrzostw świata w Budapeszcie, Mirosław Formela, który na tych samych mistrzostwach był szósty na 1500 m, świeżo upieczony mistrz Polski w przełajach Rafał Wójcik i maratończyk Leszek Bebło (obaj Sporting Międzyzdroje). Opowiadali o swoich ostatnich startach, a przede wszystkim o przygotowaniach do docelowej dla nich imprezy tego sezonu - olimpiady w Atenach. Spośród tej czwórki jedynie Formela będzie na niej debiutantem.

Zachodniopomorskich mistrzów lekkiej atletyki będziemy mogli oglądać m.in. podczas licznych zawodów, jakie zaplanowano podczas tego lata w naszym województwie. Pierwsza okazja to mistrzostwa Polski w maratonie (4 kwietnia w Dębnie), a później: mistrzostwa Polski w biegach na 10 km i mityng lekkoatletyczny (8 maja, Police), wielobojowe mistrzostwa Polski (5-6 czerwca, Szczecin), X Bieg o Bursztynowy Puchar Miasta Międzyzdroje (26 czerwca) i mityng pamięci Ślusarskiego i Komara połączony z ostatnim sprawdzianem kadry lekkoatletów przed wylotem na olimpiadę (13-14 sierpnia, Międzyzdroje).

Mirosław Formela, Sporting Międzyzdroje: Celem był awans do finału. Szóste miejsce jest bardzo dobre, tym bardziej że był to mój pierwszy finał na mistrzostwach świata. Pozostaje trochę niedosytu, bo bieg układał się tak, że można było powalczyć o jeszcze wyższą lokatę, może nawet o medal. Niestety popełniłem błąd: niepotrzebnie puściłem rywali, chociaż na początku rozprowadzałem bieg. Gdyby tak się nie stało, wszystko mogłoby potoczyć się inaczej.

Robert Leszczyński, klubowy trener Formeli: Szóste miejsce to naprawdę duży sukces. Nigdy wcześniej żaden polski zawodnik nie uplasował się tak wysoko na tym dystansie. To był bieg wyjątkowo pod niego. Bardzo dobrze go rozpoczął, prowadząc stawkę przez pierwszy tysiąc metrów. Z boku wygląda to zupełnie inaczej niż w czasie biegu. Łatwo powiedzieć, że mógł zaatakować. Patrząc na statystyki, nie miał prawa znaleźć się w finale. Tam biegli zawodnicy, którzy mają rekordy życiowe nawet o dziesięć sekund lepsze od Mirka. W takich biegach obok doświadczenia liczy się też trochę szczęścia. Szóste miejsce da mu awans do kadry olimpijskiej, a to oznacza, że będzie miał zagwarantowane wyjazdy na obozy klimatyczne. Teraz będziemy trenować w Międzyzdrojach. Później czeka nas obóz w Szklarskiej Porębie i w Stanach Zjednoczonych. W połowie maja wracamy, by walczyć o minimum na olimpiadę.

Rafał Wójcik, mistrz Polski w przełajach specjalizujący się w biegu na 3 km z przeszkodami: Sam siebie zaskoczyłem wynikiem. Przed zawodami czułem niepokój, że nie jestem najlepiej przygotowany. Za sobą mam już jedną olimpiadę, w Sydney, i oczywiście teraz będę walczył o Ateny. Temu podporządkowany jest cały tegoroczny trening. Minimum nie jest tak wygórowane. Na pewno będę o nie walczył do samego końca. Najbliższe plany to start na mistrzostwach świata w przełajach za 10 dni w Brukseli.

Leszek Bebło, czołowy polski maratończyk: Dla mnie byłaby to już trzecia olimpiada. Byłem też bliski startu w Sydney, ale złapałem kontuzję. Chciałbym bardzo szybko zrobić minimum i w spokoju móc się przygotowywać do Aten. Dla mnie najważniejsze są zbliżające się mistrzostwa Polski w maratonie w Dębnie. Tam będę chciał zdobyć minimum.