Ekstraklasa w Sport.pl. "Patrzymy tylko do góry, wszyscy są nad nami" [ROZMOWA]

- W polskiej ekstraklasie zagrożonych spadkiem jest nawet osiem drużyn. Runda finałowa jest absolutnym priorytetem - mówi szkoleniowiec Podbeskidzia Bielsko-Biała, Robert Podoliński. W rozmowie ze Sport.pl mówi o perspektywie pracy z ostatnią drużyną w tabeli.

Kiedy zaczął pan myśleć o przygotowaniach do rundy wiosennej? Zaraz po ostatnim meczu ze Śląskiem Wrocław?

Robert Podoliński: - Nie, znacznie wcześniej. Gdy tylko zostałem trenerem Podbeskidzia. Od razu zaczęliśmy planować przygotowania, oglądać zawodników, których moglibyśmy sprowadzić, szukać rywali do sparingów.

Co jest ważniejsze w trakcie przerwy zimowej dla ostatniego zespołu w tabeli - transfery czy treningi?

- Na początku wyeliminowanie problemów. Naszymi były wąska kadra, kontuzje podstawowych obrońców oraz motoryka. Nad tym nie mogliśmy popracować od razu, ale teraz nadarza się taka okazja. Doprowadzamy do zdrowia piłkarzy, którzy są dla nas ważni - Anton Sloboda, Bartosz Jaroch i Damian Chmiel. Oni już są do naszej dyspozycji, ale na pewno transfery są Podbeskidziu niezbędne. Potrzebujemy więcej jakości.

Sytuacja klubu nie pozwala na transfery gotówkowe.

- Wiemy o tym i szukamy piłkarzy wolnych. Mamy zawężone pole, co z jednej strony pomaga, bo wiemy na ile możemy sobie pozwolić przy tym, czego wymagamy. Jednak jesteśmy też ograniczeni w naszych poszukiwaniach.

Jak zmienia się perspektywa pracy trenera, gdy przystępuje do rundy wiosennej z ostatniej pozycji w tabeli?

- Niewiele. W podobnej sytuacji do naszej jest jeszcze kilka drużyn. W polskiej ekstraklasie zagrożonych spadkiem w tym momencie jest nawet osiem drużyn. To spora grupa. Ja bardziej szukam pozytywów. Uważam, że nasza sytuacja punktowa jest niezła, zwłaszcza biorąc pod uwagę ile mieliśmy problemów ze składem. Cztery punkty straty do ósmego miejsca to naprawdę nie jest dużo, to nie dramat. Spadkowiczów poznamy dopiero po rundzie finałowej, doskonale wiemy, jaki jest format rozgrywek. Ona jest absolutnym priorytetem. My nie załamywaliśmy się, wiedzieliśmy czym dysponujemy i jaką mamy jakość.

W poprzednich sezonach już po jesieni widać było, że jeden zespół wyraźnie odstaje od reszty stawki. Tym razem tak nie jest.

- To jest istota wyzwania. Sądzę, że w tych ostatnich kolejkach rundy zasadniczej i w fazie finałowej najlepiej poradzą sobie zespoły, które nie bujają w obłokach. Nie można być samo zadowolonym z tego, jak się pracuje i w jakiej jest się sytuacji. My jesteśmy skupieni na walce o utrzymanie, nie ma zastanawiania się, czego zabrakło nam do zajęcia lepszej pozycji.

Skoro od pierwszych dni pracy patrzył pan na rundę wiosenną, to doskonale zdawał sobie sprawę z wyzwania czekającego na Podbeskidzie w pierwszych trzech kolejkach - Wisłę Kraków, Lecha Poznań i Lechię Gdańsk.

- Ale łatwo i tak nie będzie. My i tak patrzymy tylko do góry, wszyscy są nad nami. Nikomu jednak nie oddawaliśmy punktów - remisowaliśmy z Piastem, w "dziesiątkę" prawie pokonaliśmy Legię. Uważam, że potencjał jest spory, ale musimy doprowadzić zawodników do zdrowia i dodać jakości.

Jak istotne jest doświadczenie takich piłkarzy jak 38-letni Marek Sokołowski?

- Bezcenne. Dlatego nasze poszukiwania są bardzo konkretne. Zostali nam trzej bardzo młodzi stoperzy - Lazarus, Nowak i Gracjan Horoszkiewicz. To piłkarze mało doświadczeni. Obawialiśmy się tego, że przy walce o każdy punkt mogą mieć problem z psychiką. Przygotowywaliśmy wariant z Bartkiem Koniecznym, ale jemu zdrowie nie pozwoliło już grać w piłkę. Musimy więc szybko reagować i dlatego szukamy zawodników o sporym doświadczeniu. Żeby już nie było za późno.

Jednak tych dwóch najważniejszych ogniw - bramkarza Emilijusa Zubasa i napastnika Mateusza Szczepaniaka - Podbeskidzie zimą nie straci?

- Nie, ale są też Chmiel, Adam Deja, coraz lepiej prezentujący się Mateusz Możdżeń. Pomimo mnóstwa problemów mamy swoje atuty.

Co wiesz o transferach w Ekstraklasie? Sprawdź się!

Zobacz wideo
Więcej o: