Sylwetki Igrzysk: Irena Kaptur

Irena Kaptur z Wielkiej Brytanii zajęła wczoraj ostatnie miejsce w biatlonie łuczniczym. To dlatego, że po raz pierwszy w życiu... miała w rękach łuk. - Kiedyś strzelałam z karabinku, ale to było czysto amatorskie zajęcie. Traktuję te zawody rekreacyjnie, bo nie jestem dobra w bieganiu na nartach, no ale być może dzięki ostatniemu miejscu stanę się sławna... - uśmiechała się Polka z brytyjskim paszportem.

42-letnia Kaptur pochodzi z Krzyża Wielkopolskiego, ale od 19 lat mieszka w Anglii. - Przez wiele lat pracowałam w firmie produkującej okna. Niedawno kupiliśmy nowy dom, więc teraz nim się zajmuję - opowiadała pani Irena, która w Beskidy przyjechała z mężem Piotrem oraz synami Ryszardem i Tomkiem. - W domu musiała zostać tylko Krysia, bo uczy się do egzaminów. Szkoda, bo córka na pewno zdobyłaby jakiś medal. Na nartach jeździ przecież z taką gracją - kręciła głową Kaptur, która startowała również w zjeździe na nartach carvingowych, zajmując w nim trzecie miejsce od końca. Ze znacznie lepszym skutkiem startowała w letnich Igrzyskach Polonijnych w Sopocie. - Latem jestem lepsza, bo mam dobrze rozbudowane barki! Zdobyłam trzy złote medale w lekkiej atletyce: w rzucie oszczepem, dysku i kuli. To właśnie wtedy moja przyjaciółka z Litwy namówiła mnie na przyjazd w Beskidy - mówiła pani Irena.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.