Żeglarze w Rio de Janeiro

Dlaczego przebywający w Brazylii Tomek Rumszewicz boi się zakładać zegarek, a Wacek Szukiel z Mateuszem Kusznierewiczem mają kłopoty z prądem, oraz kto i po co włożył im do bagażu filmy Barei?

W połowie lutego rozpoczynają się w Rio de Janeiro mistrzostwa świata w klasie Finn. Wystartuje w nich dwóch polskich żeglarzy - Mateusz Kusznierewicz z YKP Warszawa i Wacław Szukiel z AZS-u Uniwersytet Warmińsko-Mazurski. Jest z nimi też i Tomek Rumszewicz z Olsztyna, trener kadry.

- W Rio de Janeiro upał i wielka wilgotność unosząca się w powietrzu dały się już nam we znaki - mówi Mateusz Kusznierewicz. - Nasze łódki przypłynęły tutaj z Europy kontenerem, podobnie jak maszty i reszta osprzętu. Wszystko udało się już tak przygotować, żeby jak najszybciej zacząć treningi oraz bezpośrednie przygotowania do mistrzostw świata.

Ważnym elementem w planach polskich żeglarzy jest udział w regatach mistrzostw Ameryki Południowej, które zaczęły się w Rio na akwenie, gdzie rozgrywany będzie i światowy czempionat w klasie Finn.

- I bardzo dobrze się stało, że Mateusz z Wackiem zdecydowali się na te regaty - mówi Rafał Szukiel, który jest w stałym kontakcie z bratem. - W pierwszym wyścigu Wacek był 14., zaś Mateusz dopiero 30. Tak odległe lokaty to wynik kłopotów ze zmiennymi prądami w zatoce oraz samym kanale portowym. Krążą one po całym akwenie i na razie chłopaki, walcząc z przechyłami łódek, próbują je rozszyfrować. Na szczęście mają jeszcze na to czas i na pewno do mistrzostw świata zdążą opanować kłopoty z prądem.

A po regatach mistrzowskich zawodnicy mają nadzieję na znakomite humory i wtedy planują zatańczyć sambę. Sportowe zmagania zakończą bowiem w dniu, w którym co roku o tej porze Brazylijczycy rozpoczynają karnawałowe szaleństwo - nieustający taneczny przemarsz tzw. szkół samby z ich bajecznie kolorowymi "karetami", ogromnymi ruchomymi platformami, na których jadą półnagie lub przebrane w fantastyczne stroje tancerki i modelki. Ale Rio de Janeiro, które zajęło w 2003 r. pierwsze miejsce na liście najsympatyczniejszych miast na świecie, uznane jest też za jedno z najniebezpieczniejszych.

- I z tego też powodu po zapadnięciu zmroku Wacek z Mateuszem nie wystawiają nosa poza hotel - mówi Rafała Szukiel. - I tylko Tomek ryzykuje. Z tym, że na nocne zwiedzanie miasta wypuszcza się w samej koszuli i spodniach, zostawiając w hotelu wszystko co cenne, łącznie z zegarkiem.

Kiedy trener Rumszewicz jest na spacerze, Wacek z Mateuszem "odpalają" zakupione podczas niedawnego pobytu w USA komputery i puszczają sobie filmy Barei.

- Kupiłem całą ich serię wraz z jakimś pismem kobiecym i włożyłem Wackowi do bagażu - mówi Rafał. - Pomyślałem sobie, że mogą się przydać chłopakom dla poprawienia humoru, kiedy będą mieli akurat słabszy dzień.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.