Impas w sprawie transferu Jacka Kowalczyka do Wisły

Transfer Jacka Kowalczyka z Dospelu Katowice do Wisły Kraków stoi pod znakiem zapytania. Brakuje porozumienia dotyczącego zaległości katowickiego klubu wobec piłkarza. Nieoficjalnie mówi się, że Dospel zalega Kowalczykowi 180 tys. zł. Piłkarz chce część pieniędzy natychmiast, prezes grozi mu zesłaniem do rezerw

Jeszcze niedawno wydawało się, że transfer Kowalczyka do Wisły jest przesądzony, a podpisanie umowy to tylko formalność. Tymczasem sprawa jest coraz mniej aktualna. Do porozumienia doszły już wprawdzie obydwa kluby, jest też zawarta umowa między piłkarzem a Wisłą. Ale wciąż nie doszło do porozumienia w sprawie spłaty zobowiązań "Gieksy" względem Kowalczyka. Nieoficjalnie mówi się, że klub zalega piłkarzowi około 180 tys. zł. - Rezygnuję z 50 proc. zaległości, ale chcę resztę. Nie jestem św. Mikołajem, żebym miał podarować prezesowi te pieniądze. Prezes nie potrafi docenić, że rezygnuję z części należnych mi pieniędzy. Szkoda - mówi Kowalczyk.

Prezes Piotr Dziurowicz wraz z piłkarzem miał podpisać stosowne dokumenty i sfinalizować transfer już w piątek w siedzibie Wisły. Rozmowy między działaczami obu klubów trwały aż sześć godzin, ale nie przyniosły rozstrzygnięć. To właśnie brak porozumienia w sprawie zaległości przeszkodził w dokończeniu rozmów z Wisłą. Obie strony dały sobie czas do wczoraj. - Niestety, musiałem zadzwonić do prezesa Kapki i poinformować go, że sprawa jest nieaktualna. Przez półtora miesiąca robiłem wszystko, żeby doszło do tego transferu, ale teraz wyłączam się z tematu - mówi twardo Dziurowicz. - Kowalczykowi wcale nikt nie kazał zrzec się tych pieniędzy. Dostałby je w późniejszym terminie. Uważam, że nie zachował się w porządku. Złamał nasze wcześniejsze ustalenia na godzinę przed podpisaniem umowy - dodaje prezes.

W Wiśle spokojnie przyjęto informację o braku porozumienia. - Są poważne rozbieżności, ale nadal wierzymy, że transfer Kowalczyka zostanie sfinalizowany. Sprawa może rozstrzygnąć się w każdym momencie, ale, niestety, ktoś musi ustąpić - podkreśla Jarosław Krzoska, rzecznik prasowy Wisły Kraków. Tymczasem jednak krakowscy działacze rozpoczęli negocjacje z innymi obrońcami - Michałem Stasiakiem z Widzewa Łódź i Bartoszem Bosackim z Lecha Poznań. Taka sytuacja byłaby dla katowickiego klubu bardzo niebezpieczna, bo od transferu Kowalczyka było uzależnionych wiele planów "Gieksy". - Trzeba będzie zweryfikować plany dotyczące okresu przygotowawczego - obozów i transferów. Nigdy nie ukrywałem, że wiele spraw jest uzależnionych od tego transferu - przyznaje Dziurowicz.

Obie strony nie wykazują jednak ochoty na zawarcie kompromisu. - Kowalczyk nawet nie zdaje sobie sprawy, że właśnie rezygnuje nie tylko z możliwości współpracy ze świetnym trenerem, który w przyszłości może zostać selekcjonerem, ale także z gry w jednej z najlepszych polskich drużyn. W dodatku w Wiśle wywalczył sobie bardzo wysoki kontrakt i przez kilka następnych lat mógłby z tego korzystać. Jego upór może spowodować, że trafi do rezerw Katowic i będzie tam występował do 12 sierpnia 2005 r. - podkreśla Dziurowicz. - W tej sytuacji nawet nie mam zamiaru rozmawiać z prezesem, bo nie ma o czym. Będę walczył o to, co mi się należy, i nie mam zamiaru odpuścić - ripostuje piłkarz.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.