Przedłużają się negocjacje w sprawie transferów Kukiełki i Kowalczyka

Ciężko idą rozmowy w sprawie przejścia do Wisły obrońcy Jacka Kowalczyka i pomocnika Mariusza Kukiełki. W piątek nie udało się dojść do porozumienia z powodu ?różnicy w szczegółach?. Natomiast w ekspresowym tempie krakowski klub rozwiązał kontrakt z Brasilią. Lewy pomocnik miał zastąpić Kamila Kosowskiego, ale nie spełnił oczekiwań.

Pertraktacje działaczy Wisły z Kukiełką i Kowalczykiem trwały wczoraj od wczesnego przedpołudnia. W kawiarence klubowej czekali też obrońca Łukasz Nawotczyński i napastnik Paweł Brożek, których krakowski klub chce przekazać GKS-owi Katowice w ramach rozliczeń za Kowalczyka. Obaj byli kilkakrotnie wzywani do pokoju, gdzie rozmawiali menedżerowie i działacze. - Wciąż nie wiadomo, jaka jest nasza sytuacja - mówili obaj wiślacy.

W gronie obradujących Wisłę reprezentowali: trener Henryk Kasperczak, wiceprezes Zdzisław Kapka, prezes rady nadzorczej Hubert Praski, natomiast drugą stronę: prezes GKS-u Piotr Dziurowicz oraz menedżer obu piłkarzy Adam Mandziara. Od czasu do czasu, pojedynczo lub w grupach, negocjatorzy przemykali po schodach, a grupka dziennikarzy i fotoreporterów podrywała się z miejsc w nadziei, że czegoś się dowie. Menedżerowie nabrali jednak wody w usta.

Kukiełka razem z Markiem Koniecznym, byłym kierownikiem drużyny w Wiśle, a obecnie współpracownikiem Mandziary, wyjechał na chwilę z klubu. - Mariusz chce zobaczyć Wawel, Sukiennice - tłumaczył Konieczny. Sam zawodnik stwierdził, że warunki umowy nie są jeszcze ustalone: - Zostało jeszcze parę spraw do uzgodnienia. Może uda się dogadać za parę godzin, a może za parę dni - dodał reprezentant Polski i czmychnął do samochodu.

A dlaczego nie doszło do porozumienia Wisły z Katowicami? - Nie mogliśmy się dogadać w jednym punkcie, ale nic więcej nie mogę powiedzieć - wyjawił prezes GKS. Dziurowicz daje sobie czas do poniedziałku, by ostatecznie rozstrzygnąć sprawę transferu Kowalczyka, choć nie ukrywa, że szansa na porozumienie jest nikła. Najprawdopodobniej kwestią sporną jest milion złotych, którego za odstąpienie obrońcy reprezentacji młodzieżowej żąda strona katowicka.

Rzecznik Wisły Jarosław Krzoska tłumaczył, że "diabeł tkwi w szczegółach i dlatego sprawa nie jest skończona". - Zbliżyliśmy się w negocjacjach, ale są jeszcze rozbieżności między nami, Mariuszem a klubem z Norymbergi - dodał Krzoska. Kolejne rozmowy w poniedziałek.

Krakowska strona potwierdziła natomiast, że rozwiązano kontrakt "za porozumieniem stron" z Brasilią, po konsultacjach z menedżerem piłkarza Eugeniuszem Kamińskim. Na jego miejsce może wskoczyć któryś z trzech Brazylijczyków przybyłych wczoraj do Krakowa, ale... - Niekoniecznie. Nie będziemy kupować kota w worku - tłumaczy rzecznik Wisły.

Tymczasem w Poznaniu mówi się, że do Wisły ma przejść utalentowany pomocnik Lecha Łukasz Madej. I to ponoć już w poniedziałek.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.