Sensacja w Bielsku-Białej: siatkarze BBTS wygrywają z liderem z Jastrzębia

Piasek w tryby

Słowackiego trenera Ivettu w sobotni wieczór w kiepski humor wpędzili dwaj jego rodacy z bielskiego beniaminka

W Bielsku lubią derbowe mecze. W tym sezonie na inaugurację ligi na własnym parkiecie hali najpierw dołożyli "Kazikom" z Sosnowca, a w minioną sobotę lanie w hali przy ul. Widok dostali siatkarze lidera ekstraklasy z Jastrzębia.

Bardzo zadowolony był trener bielskiego zespołu Wiesław Popik. Przed sezonem ten szkoleniowiec zapowiadał, że jego zespół pokusi się o sprawienie kilku sensacji i słowa dotrzymuje. - Wystarczyło podsypać troszkę piasku w tryby jastrzębskiej maszyny - stwierdził po meczu.

Najwięcej piasku dosypywali systematycznie przez kolejne sety dwaj Słowacy - Vladimir Prochazka i Andrej Barbierik. Zagrali rewelacyjnie, wyjątkowo zmotywowani. Ale nic dziwnego, w końcu oni też rozgrywali swoje własne derby. Grali przeciwko innemu słowackiemu duetowi występującemu w barwach Jastrzębia - trenerowi Igorowi Prielożnemu i rozgrywającemu Pavlovi Chudikowi.

Barbierik dwoił się i troił, blokował, atakował, zagrzewał do walki kolegów, a potężne ataki lewej ręki Prochazki siały spustoszenie po stronie Ivettu. Słowacki duet ustrzelił dla bielszczan aż 29 pkt. - Takie słowackie derby dobrze nam wychodzą. Przypomnę, że na początku sezonu pokonaliśmy KP Polską Energię, gdzie gra dwóch innych naszych rodaków - Petr Divis i Robert Hupka - zawadiacko uśmiechnął się Barbierik.

Mecz miał zaskakujący przebieg, bo po pierwszym secie nic nie wskazywało na sensację. Przyjezdni radzili sobie planowo, a ataki Piotra Gabrycha, Radosława Rybaka czy Przemysława Michalczyka z hukiem wbijały się w parkiet niczym solidne gwoździe.

Potem jednak trybiki jastrzębskiej maszyny zaczął zacierać piasek z Bielska. Drugi set przebiegał już pod dyktando bielszczan, którzy po akcjach Barbierika objęli prowadzenie 16:10 i nie oddali inicjatywy już do końca. Wydawało się, że podobnie będzie wyglądała trzecia część (było już 13:10 i 16:14), ale przyjezdni ostatnimi siłami wyrwali seta na swoją korzyść (25:23). Potem nie mieli już nic do powiedzenia. Piąty set był popisem Wojciecha Gradowskiego. 23-letni siatkarz beniaminka zagrał w tej części rewelacyjnie - atakował bez pomyłek, a ponadto skutecznie blokował przeciwników. Wystarczy tylko wspomnieć, że na pięć pierwszych punktów gospodarzy aż cztery zdobył Gradowski. Miejscowi zaczęli tę część od bardzo mocnego uderzenia - po kilku minutach prowadzili już 6:1 i tej przewagi nie oddali już do końca. - Ten wynik przed meczem był w sferze marzeń, ale dzięki wielkiej walce udało nam się go urzeczywistnić - cieszył się Gradowski, bohater tie-breaku. - Z tak dobrym przeciwnikiem to był mój najlepszy mecz - przyznał po chwili namysłu.

Warto zwrócić uwagę na usprawnienie pracy w bielskiej hali. Po poszczególnych setach młody specjalista przy stanowisku komputerowym na bieżąco przekazywał kolejne statystyczne arkusze obserwacyjne meczu. Wnioski płyną z nich zadziwiające. Otóż aż 44 pkt. w całym spotkaniu bielszczanie zdobyli dzięki błędom zespołu z Jastrzębia! Zagrywki w siatkę, autowe ataki siatkarzy lidera, zwłaszcza w drugim secie, były zdumiewające (w tej partii BBTS po pomyłkach rywali zaliczono aż 14 pkt., bielszczanom wystarczyło zatem zdobyć tylko 11 "oczek"!). - To nie gospodarze grali tak dobrze, ale my słabiutko - przyznał po meczu Piotr Gabrych, jeden z liderów gospodarzy.

BBTS 3 (17 25 23 25 15)

Ivett 2 (17 25 25 14 9)

BBTS: Fijałek, Prochazka, Węgrzyn, Gradowski, Semeniuk, Barbierik, Kwasowski (libero) oraz Bednaruk, Żurek, Marczuk.

Ivett: Chudik, Michalczyk, Rybak, Terlecki, Gabrych, Nowak, Wójcik (libero) oraz Wika, Szczygieł, Pilarz, Serafin.