Gwardia po pierwszej rundzie

Opolanie w ekstraklasie nie wygrali jeszcze spotkania, choć przynajmniej w czterech pojedynkach byli tego bliscy. - Trzeba zmienić nastawienie psychiczne zespołu - mówi prezes. - Proszę o spokój - dodaje trener

- Nastawienie psychiczne zespołu do rozgrywek było złe - twierdzi Janusz Maksym, prezes Stowarzyszenia Miłośników Piłki Ręcznej prowadzącego i finansującego zespół szczypiornistów. - Wpojono zawodnikom, że mecz z Kielcami odpuszczamy, bo i tak nie wygramy. Mieliśmy się skupić na pojedynkach z teoretycznie słabszymi rywalami, jak Biała Podlaska. Potem się okazało, że zabrakło szczęścia lub byliśmy w słabszej formie. To się na nas zemściło - podkreśla prezes. Rozmawiał już z trenerem Henrykiem Zajączkowskim na temat wyników zespołu.

Koniec tłumaczeń

- Przekazaliśmy trenerowi swoje sugestie. Liczymy, że druga runda będzie lepsza. Zresztą nie zamierzamy ingerować w prowadzenie zespołu czy jego taktykę - mówi Maksym. Domaga się jednak, by opolski szkoleniowiec zmienił nastawienie psychiczne zespołu.

- Muszą podchodzić z wolą walki do każdego meczu, nieważne, czy grają z teoretycznie silniejszym zespołem, czy z końca tabeli. Jednych nie można się bać, drugich - lekceważyć. Zespół rozegrał już tyle spotkań w ekstraklasie, że tłumaczenie porażek brakiem doświadczenia także nie będzie już dla mnie żadnym argumentem.

Zespół sfrustrowany

Gerard Piechota, członek zarządu stowarzyszenia, były szczypiornista, uważa, że zespół nie demonstruje w meczach pełni swoich możliwości. - Nie pokazał lwiego pazura w żadnym pojedynku, brakowało prawdziwej stuprocentowej determinacji - podkreśla Piechota. Jego zdaniem zespół jest bardzo dobrze ułożony pod względem taktycznym. - Jednak po ostatniej porażce, z Piekarami, chłopcy mieli pospuszczane głowy. Nie byli zmęczeni, ale sfrustrowani. Nie ma się co załamywać, ponieważ przed nami wiele spotkań, a widać, że do wygrywania brakuje nam naprawdę niewiele - wierzy Piechota.

Arkadiusz Kuglarz: Czego brakuje zespołowi Gwardii, by zwyciężać?

Henryk Zajączkowski (trener Gwardii): Drużynie potrzebny jest lider. Przydałby się od zaraz człowiek z rzutem z drugiej linii. Gramy nieszczęśliwie, nie ma co ukrywać, że momentami brak nam trochę umiejętności. W sobotę przegraliśmy mecz, który powinniśmy wygrać, właściwie otarliśmy się o zwycięstwo.

Są głosy, że zawodnicy powinni grać z większym zaangażowaniem, z przysłowiowym zębem.

- Szczypiorniak to nie piłka nożna. Nie można strzelić jednej bramki i przez 90 minut wykopywać tylko piłkę do przodu. Tam takie fuksy się zdarzają. W piłce ręcznej nie ma cudów.

Ale kibice i działacze wciąż czekają na pierwsze zwycięstwo.

- Ja chyba jeszcze bardziej niż oni chciałbym w końcu wygrać. Ale tu nie można nic robić na skróty. Nacisk na zespół nic nie da.

Awansowaliśmy do ligi i niestety, zamiast wzmocnień, osłabiliśmy się. Z drużyny odeszło kilku czołowych graczy: Grzejszczak, Kotlewski, Makówka, Lewandowski, Ciężki, Matyszok. W ich miejsce przyszli: Bułkowski, Hofman, Wróbel, Sochacki i Ferst. Nie ma pieniędzy na kolejne zakupy, ci, co są, muszą grać.

Zespół może zagrać z jeszcze większym zaangażowaniem?

- Przecież zespół nie wychodzi, by przegrać. To, o co mogę mieć pretensje do zawodników, to brak koncentracji w końcówce sobotniego spotkania. Inna sprawa, że nawet jeśli zagramy na 90 proc. swoich możliwości, to nie daje to pewności, że wygramy. Dajmy tym chłopcom jeszcze trochę spokoju. Sam jestem przybity tymi porażkami, najważniejsze, by zespół nie siadł psychicznie po kolejnej porażce. Szkoda mi działaczy, którzy zrobili bardzo dużo, by poprawić sytuację finansowo-organizacyjną sekcji. Przed rokiem organizacja nie nadążała za wynikami, w tym roku, niestety, jest odwrotnie. Chcemy wygrać, by wynagrodzić także pracę tym ludziom, bez nich zespołu już by nie było.

Stracone punkty

Gdyby opolanie w pierwszej rundzie nie zmarnowali kilku szans, w tej chwili mogliby mieć na koncie osiem punktów i ósme miejsce w ligowej tabeli.

- W Gdańsku opolanie prowadzili już 22:17, by zremisować.

- W Białej Podlaskiej przegrali jedną bramką, nie wykorzystując w ostatniej minucie dwóch karnych.

- W Zabrzu stracili bramkę z rzutu wolnego w ostatniej sekundzie, zamiast wygrać - zremisowali.

- Z Olimpią mogli zainkasować dwa punkty. Niestety, przegrali.