Mówi Adam Wójcik

KOSZYKÓWKA. - Oczywiście bardzo się cieszymy, że wygraliśmy te dwa spotkania, ale to przecież jeszcze nie koniec. Nie wybiegamy daleko w przyszłość - mówi Adam Wójcik, skrzydłowy Idei Śląska po zwycięstwie w Berlinie

Andrzej Jaworski: Postawiłby Pan jakieś pieniądze na taki wynik przed meczem?

Adam Wójcik: Każdy mecz jest inny. Trudno zatem stawiać jakąś kasę, bo i tak wszystko wychodzi w praniu. Byliśmy w Berlinie zdecydowanie lepsi, świetnie zagraliśmy w defensywie, nie pozwoliliśmy im na granie szybkim atakiem, co było bardzo ważne. Do tego w miarę wyrównana była walka na tablicach, gdzie rywale zebrali niewiele więcej piłek od nas. Kluczem do zwycięstwa była jednak chyba znakomita rotacja w obronie.

Takiej obrony w wykonaniu Śląska już dawno nie było.

- Przyznaję, że zagraliśmy nieźle: z pomocą, z rotacją, z podwajaniem. W ataku może nie było rewelacyjnie, ale swoje zrobiliśmy i tu. Najważniejsze, że rzuciliśmy więcej od nich.

Dla Pana to był chyba najlepszy występ w tym sezonie. Wystarczyło, że wyszły dwie, trzy pierwsze akcje i poszło z górki.

- Różnie bywa, a ja nie zawsze muszę tyle rzucać. Mamy na tyle dobry zespół, tylu koszykarzy do gry i zdobywania punktów, że nie zawsze wszystko musi być uzależnione od postawy jednego koszykarza. Jednego dnia może trafiać jeden, innego ktoś inny. Najważniejsze, żebyśmy to widzieli i wybierali właściwe rozwiązania. Tak było i z Albą, i wcześniej z Olympiakosem.

Jak wytłumaczyć fakt, że w polskiej lidze Wam wyraźnie nie szło, a w Eurolidze dwa tak świetne mecze. Trudno to racjonalnie wytłumaczyć.

- To wszystko kwestia czasu. Mamy zespół zbudowany na nowo, wszyscy muszą się poznawać i nie zawsze gra od razu zaskakuje jak należy. Musimy nauczyć się żyć ze sobą na parkiecie, każdy z nas musi wiedzieć, jak i kiedy się zachować. Wreszcie to zaczęło funkcjonować, wreszcie nam idzie i mam nadzieję, że nadal tak będzie, albo jeszcze lepiej.

Byliście bardzo wściekli na Lynna Greera w przerwie meczu?

- Wściekli to może nie. Brakowało nam jednak bardzo punktów, które zwykle przynosił. Z jego lepszą skutecznością zapewne mielibyśmy i pierwszą połowę niezłą. Początek zresztą był i tak udany, tylko w drugiej kwarcie mieliśmy problemy. Trochę się pogubiliśmy, może wkradło się rozluźnienie. Siedli jednak na nas mocniej i przez chwilę nie mogliśmy sobie z tym poradzić. Dobrze, że to była dopiero druga kwarta, a nie koniec meczu.

Grał Pan przeciwko Szymonowi Szewczykowi. Jakieś wrażenia?

- Trudno powiedzieć cokolwiek zaraz po meczu. I to po takim meczu. Zresztą więcej się widzi spoza boiska, niż gdy się na nim przebywa. Na pewno dla Alby to bardzo przydatny zawodnik, ale potrzebuje więcej czasu na parkiecie, aby się rozwijać.

Czy po dwóch zwycięstwach na początek rozgrywek Euroligi zmienia się cel na ten sezon, czy może nadal zespół ma po prostu wygrać sześć spotkań, a co będzie, to będzie?

- Oczywiście bardzo się cieszymy, że wygraliśmy te dwa spotkania, ale to przecież jeszcze nie koniec. Nie wybiegamy daleko w przyszłość: chcemy wygrać, ile się da, i koncentrujemy się na najbliższym meczu. Teraz jedziemy do ASVEL-u, gdzie również nie będzie łatwego meczu, ale zrobimy, co się da, aby znowu coś wyrwać. Tak po prostu: krok po kroku.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.